Sport.pl

Vancouver 2010. Już dziś Justyna Kowalczyk ma szansę na kolejny medal

O 22 Justyna Kowalczyk, ubiegłoroczona mistrzyni świata w biegu łączonym, startuje w tej konkurencji na olimpijskiej trasie w Whistler. Płaskiej trasie. W czwartek przeszłam na nartach pętlę po której będziemy biec "łyżwą". Potem tak sobie usiadłam koło trenera i powiedziałam: "szefie, i co my tutaj zrobimy?" - opowiada Justyna Kowalczyk


Kto sportowcem dnia w Vancouver? Zagłosuj! »

Najpierw będzie 7,5 km techniką klasyczną (dwie pętle po 3750 m każda), potem zawodniczki błyskawicznie zmienią narty i kijki i ruszą na drugie 7,5 km - tym razem techniką dowolną (również dwie pętle). Wystartują razem - Kowalczyk, jako liderka PŚ, będzie stała na samej szpicy kilkudziesięcioosobowego peletonu. A potem zasada jest prosta: kto pierwszy na mecie ten ma olimpijskie złoto.

Trener Aleksander Wierietielny nie chciał rozmawiać o taktyce. - Nasz plan byłby znany przed startem, chcemy tego uniknąć, ale za wiele to tu wymyślić raczej się nie da - mówi.

W tej chwili Kowalczyk najlepiej na świecie biega techniką klasyczną. Trasa w Whistler też będzie dla niej w miarę przyzwoita. - Pobiegną tę samą pętlę, co na 10 km "łyżwą" - mówi Wierietielny. - Zaczną od podbiegu. To, jak na klasyk dobra, mocna górka. Jest gdzie popracować, rozciągnąć grupę.

I tak pewnie zrobi Kowalczyk. Ruszy do przodu, nie oglądając się na rywalki. Pobiegnie jednak bardzo rozsądnie, ostrożnie rozkładając siły. Nie ma szans, by już na pierwszej połowie dystansu zapewniła sobie bezpieczną przewagę, którą utrzyma do mety. - Jak na klasyk, to rzeczywiście pierwsza część dystansu będzie dość ciężka, ale i tak wszystko zdecyduje się na "łyżwie". Bieg na 150 procent klasykiem to najprostsza droga do tego, żeby niczego nie osiągnąć - mówiła Polka dzień przed startem.

Z dużą dozą pewności można być pewnym, że do strefy zmian Polka wpadnie jako pierwsza, prawdopodobnie z kilkunastosekundową przewagą nad innymi. Narty i kijki zmieni błyskawicznie. - Wystartuje w uniwersalnych butach, do jednego i drugiego stylu, choć nie są tak wygodne, jak specjalnie przystosowane do klasyka albo łyżwy. Ale da się wytrzymać - mówi Wierietielny.

Od razu po zmianie zacznie się problem, bo - jak mawia trener - pętle do "łyżwy" to "trasy turystyczne". - Jeden podbieg, dalej pagórki, zakręty i płasko. To nie dla Justyny - mówi szkoleniowiec.

- Nie mogę znaleźć rozwiązania na tę trasę - wzdycha Polka.

My pocieszamy się tym, że po zdobyciu pierwszego medalu, o czym mówią zawodniczka i trener, będzie już luźniej. Stres i napięcie związane ze sportową rywalizacją nie znikną, ale nie będzie już tej ogromnej jak wcześniej presji medalowej. No i pamiętamy doskonale bieg na 10 km techniką dowolną. Gdyby był krótszy o 2,5 km Polka miałaby medal. Po sześciu i siedmiu km była trzecia z niewielką stratą do Charlotte Kalli. A dziś może ruszyć na drugą połowę z niewielką przewagą nad rywalkami wypracowaną na pętli klasykiem. Chętnych do medali i mocnych rywalek jest bez liku: - Smigun, Bjoergen, Kalla, Longa, Chazowa, Miedwiediewa, a może jeszcze ktoś wyskoczy ze świeżymi siłami - wylicza trener.

To będzie trzeci start Polki w sześć dni. - Inni mają podobne warunki, Marit też biegła w sprincie i na 10 km, a w piątek startuje - mówi Wierietielny. - Justyna jest silna, mocna, dobrze przygotowana i w formie. Wolałbym, żeby po sprincie były dwa, a nie jeden dzień przerwy. Widać organizatorzy inaczej nie umieli ułożyć planu, ale to nie ma znaczenia. Dostosujemy się.

Kiedy o 22 staną na starcie wszystko przestanie mieć znaczenie. To, że Kowalczyk jest ubiegłoroczną mistrzynią świata w biegu łączonym, Estonka Kristina Smigun broni olimpijskiego tytułu w tej konkurencji, a Kalla i Bjoergen już zdobyły złoto w Whistler. - Tytuły nie będą mieć znaczenia, nieistotne kto czego dokonał. Na starcie będziemy mieli równe szanse. Która, co najlepszego wykombinuje, wygra - mówi Kowalczyk.

Petra Majdić wycofała się z igrzysk


Więcej o: