Gdzie dobiegnie Justyna, czyli mądry Polak po Falun

Justyna Kowalczyk mimo omdlenia na Alpe Cermis pojedzie do Otepaeae, gdzie za tydzień jest następny Puchar Świata. Do mistrzostw w Falun został jeszcze ponad miesiąc.
To było drugie takie omdlenie w karierze i drugie na włoskim stoku. Dziewięć lat temu do Justyny, która straciła przytomność podczas olimpijskiego biegu na 10 km w Turynie, ruszył sprintem doktor Robert Śmigielski. Na Alpe Cermis w niedzielę - stojący kilkaset metrów od miejsca upadku brat Justyny, kardiolog. Wtedy w Turynie omdlenie nie zatrzymało jej na długo. Mimo że działacze PKOl chcieli wycofać ją z biegu na 30 km. Dr Śmigielski jako szef misji medycznej odpowiedział im, że on nie widzi przeciwwskazań. I kilka dni po tamtym upadku Kowalczyk zdobyła swój pierwszy medal olimpijski.

Do wyczynowych wytrzymałościowców nie przykłada się miary zwykłych ludzi: ani do ich omdleń, ani zniszczonych kręgosłupów, ani pękniętych kości w stopie. Dlatego teraz też trudno będzie Justynę zatrzymać. Według naszych informacji Kowalczyk nie zmienia najbliższych planów i jedzie do Otepaeae, na swoje ulubione estońskie trasy, gdzie za tydzień jest następny Puchar Świata.

Teraz bez Norweżek

Zaczyna się właśnie druga część sezonu: dojazdówka do mistrzostw świata w Falun. Zostało jeszcze blisko sześć tygodni do pierwszego biegu o medale (pierwszego i najważniejszego dla Justyny, czyli sprintu stylem klasycznym 19 lutego). I już tylko trzy Puchary Świata: teraz w Otepaeae, tydzień później w Rybińsku, gdzie Justyna też zamierzała pojechać. A potem, tuż przed MŚ, zawody w Oestersund. Zapewne dopiero tam wrócą na trasy najmocniejsze biegaczki ze Skandynawii, które teraz będą odpoczywać po Tour de Ski i rywalizować w swoich krajowych mistrzostwach. Jeśli zapowiedzi sprzed sezonu nie poszły w niepamięć, to w sprincie stylem klasycznym nie wystartuje w Falun Charlotte Kalla i być może nie będzie też Marit Bjoergen, która nastawiała się na inne konkurencje.

W Otepaeae Kowalczyk oprócz dobrych wspomnień będzie miała spokój, szansę na dobrze naśnieżone trasy i dwie konkurencje, w których zamierza wystartować w MŚ w Falun: sprint klasyczny i sprint drużynowy. W Rybińsku konkurencje kuszące nie są: tam będzie sprint łyżwą, bieg na 10 km łyżwą, z którego Polka w Falun rezygnuje, i bieg łączony, który też zapewne w MŚ odpuści. Ale to jej ulubiona Rosja i tamtejsi przyjaciele z tras, dobry ośrodek narciarski Diemino, czas świętowania urodzin.

Jak znów być zawziętą

Tour de Ski skończył się dla Kowalczyk smutno, na ostatnich dwóch etapach przegrała z narastającym zmęczeniem, choć kiedyś szybka regeneracja to był jej znak firmowy. Być może powinna się wycofać już w sobotę, po męczarniach na trasie 10 km stylem klasycznym. Ale za bardzo lubi finałowy podbieg. To pewnie głównie ta góra, gdzie miała kiedyś rok w rok swoje parady zwycięstwa, i świadomość niedokończonej pracy, utrzymały ją w Tourze w sobotę, gdy przyszło zwątpienie podczas i po biegu na 10 km.

Justyna wbiegała na metę na Alpe Cermis rok w rok, od kiedy istnieje Tour. Nawet przed rokiem, gdy wycofała się z wyścigu, przyjechała na ten etap i pobiegła pod górę w wyścigu amatorów. I miała świetny czas. Ale wtedy to była Justyna przedolimpijska, po normalnych przygotowaniach, zawzięta na sport do granic wytrzymałości. Teraz, po burzliwych miesiącach, podczas których omdlenia podczas treningów były codziennością, i po przerwie w karierze, dopiero się tego zawzięcia uczy na nowo. Bo tego się trzeba uczyć: wprowadzania się w startowy trans, itd. Kamil Stoch mówił mi w sobotnią noc na Balu Mistrzów Sportu, że miał z tym problemy po trzytygodniowej przerwie spowodowanej kontuzją. A Justyna wraca po znacznie dłuższej, kilkumiesięcznej: poprzedni sezon urwał się dla niej już w lutym, na olimpijskiej trasie biegu na 30 km. Tamtego biegu też nie dokończyła, zeszła z trasy, ale bez dramatów, raczej z poczuciem ulgi. Swój plan wykonała wcześniej, zdobywając w Soczi złoto na 10 km.

Rok zawirowań

Teraz jest w zupełnie innym punkcie. W wielkiej niewiadomej. A problemy na Alpe Cermis w pewnym sensie domknęły symbolicznie rok wielkich zawirowań: rezygnacja z ubiegłorocznego Touru w przeddzień wyścigu, poszukiwania miejsca do treningów w pozbawionej śniegu Europie, pęknięta kość stopy, szalone Soczi, po igrzyskach rezygnacja ze startów do końca sezonu, długa przerwa, skrócona ostatecznie po problemach w prywatnym życiu, powrót na narty, teraz niedokończony Tour.

Justyna mówiła i pisała o tym wiele razy w ostatnich miesiącach: nie wróciła do nart po to, żeby być dawną Justyną. Wiedziała, że nie będzie goniła za Norweżkami jak kiedyś. Wiedziała, że nie ma teraz na to sił. Nie ma ich na Kryształową Kulę, na Tour de Ski, na przejechanie całego programu mistrzostw świata, jak to kiedyś robiła. Ma siły na Falun skrojone na miarę, na sprint, zapewne na sprint drużynowy z Sylwią Jaśkowiec (znakomite 16. miejsce w Tourze) i na 30 km stylem klasycznym. I dziś nikt oprócz niej nie wie, co to wszystko, co się zdarzyło w ostatnich dniach, oznacza w kontekście mistrzostw w Falun. To jest sezon eksperyment. Eksperyment nie po to, żeby znowu nazbierać trofeów, tylko jak to kiedyś ujęła, zawalczyć o siebie. Trofea byłyby miłym dodatkiem.

Każdy wie swoje

Ona to konsekwentnie powtarza, my to konsekwentnie traktujemy jako zasłonę dymną. Ona nie chce sobie dać narzucić presji z zewnątrz, nam się trudno przed tym narzucaniem powstrzymać. Rok temu się zastanawialiśmy, czy Justyna słusznie z Touru zrezygnowała, w tym roku - czy to dobrze, że w nim pobiegła, czy dobrze, że pojedzie do Otepaeae, itd. Rok temu wielu mówiło, że pęknięta kość oznacza koniec szans na medale w Soczi i wzywało Kowalczyk, żeby nie ryzykowała zdrowiem. Teraz pewnie pojawią się podobne głosy o omdleniu. Można dywagować, do mistrzostw na pewno się nie rozstrzygnie, kto tu miał rację. Hasło z Soczi dalej aktualne: mądry Polak po medalu.

O karierze Justyny Kowalczyk i historii biegów narciarskich przeczytaj w książce >>



Wygraj wyjazd do Zakopanego na weekend z Pucharem Świata! [KONKURS]