PŚ w Davos. Łuszczek: Bez sensu, żeby Kowalczyk znów zajmowała 50. miejsca

- Możliwe, że na razie trzeba na niej postawić krzyżyk - mówi Józef Łuszczek o ?łyżwie? Justyny Kowalczyk. W niedzielę w Davos nasza mistrzyni zajęła dopiero 53. miejsce w kwalifikacjach sprintu stylem dowolnym. Za tydzień, ponownie w Davos, Kowalczyk nie weźmie udziału w zawodach Pucharu Świata. - Bez sensu byłoby, żeby znów miała zajmować 50. miejsca - ocenia mistrz świata z 1978 roku.
Jak pan podsumuje starty Justyny Kowalczyk w Davos?

- Szkoda soboty. Bardzo długo była trzecia, wydawało się, że pierwszy raz w tym sezonie stanie na podium. Na początku myślałem, że - tak jak mówili nasi komentatorzy z telewizji - w końcówce się przewróciła i dlatego zajęła dopiero siódme miejsce. Niestety, widać, że jeszcze nie jest przygotowana wytrzymałościowo. A w sprintach, to wiadomo - loteria.

Chyba nie do końca loteria, skoro Marit Bjoergen regularnie je wygrywa, a Kowalczyk odpada w kwalifikacjach?

- No tak, 53. miejsce w eliminacjach na 69 startujących zawodniczek to słaby wynik. Bardzo daleko Justyna skończyła. Może w Davos nie czuje się dobrze. Ja tam jeździłem i też nie startowało mi się dobrze, trasy tam są naprawdę trudne. Zwłaszcza kiedy - tak jak teraz - trzeba biegać po sztucznym śniegu.

Nie szukajmy takich wymówek, przecież zawodniczki, które w tym momencie są mocne, radzą sobie w Davos tak samo jak wcześniej w Lillehammer czy Kuusamo.

- To prawda, od początku mówię, że Bjoergen i Therese Johaug bardzo całej reszcie uciekły. Ale Johaug w sprincie tym razem też nie awansowała [zajęła 42. miejsce].

Za to w sobotę znokautowała wszystkie rywalki, 10 km "klasykiem" wygrała z przewagą aż 42,5 s nad drugą Bjoergen.

- Prawda, swoje na ten weekend zrobiła. Justynie na razie do niej i do Bjoergen dużo brakuje, ale zaczekajmy. Do Tour de Ski zostały jeszcze prawie trzy tygodnie. Ona potrenuje i będzie lepiej.

Myśli pan, że Kowalczyk dużo zyska, rezygnując z przyszłotygodniowych startów w PŚ, znów w Davos?

- Nie wiem, trochę się martwię, że rezygnuje, bo przecież ona zawsze do formy dochodziła startami. Ja też taki byłem. Sam ze sobą zawodnik może walczyć, ale jak przypnie numer startowy, to jest inna adrenalina i od razu inaczej się biegnie.

Zawody niższej kategorii w Austrii, na które Justyna wybiera się w porze PŚ w Davos, nie dadzą jej takiej adrenaliny?

- Stawka będzie jednak dużo niższa, ale z drugiej strony w tej Austrii pobiegnie podobno w sprincie klasycznym i na 10 km "klasykiem", a dopiero ostatniego dnia będzie miała "łyżwę" [też 10 km], a w Davos miałaby dwa starty w stylu dowolnym. Bez sensu byłoby, żeby znów miała zajmować 50. miejsca. Po sobie wiem, że jak już się kiedyś coś wygrało, to później ambicja jest duża i bardzo boli, jak nie idzie. To jest męczarnia. Dlatego trzeba poszukać jakiejś odmiany.

Uważa pan, że ze swoją "łyżwą" Justyna zdoła wkrótce się przeprosić?

- Możliwe, że na razie trzeba na niej postawić krzyżyk. Wiadomo, że Justyna zawsze była lepsza w "klasyku". Chociaż przypominam, że w 2009 roku była mistrzynią świata w biegu łączonym i że jeszcze na wielu innych zawodach pokazywała, jak świetnie potrafi biegać "łyżwą". Może jednak jeszcze ją dopracuje? Na razie nie ma formy, a jak się nie ma formy, to nigdzie nie idzie. Tu cały czas ma znaczenie te siedem tygodni opóźnienia, jeśli chodzi o rozpoczęcie przygotowań do sezonu.

Mówi pan, że bez formy nie idzie w obu stylach, ale w "klasyku" Kowalczyk biega jednak o niebo lepiej niż "łyżwą".

- No tak, w sprincie klasykiem na samym początku sezonu bardzo mi się podobała, gdyby się nie przewróciła w półfinale, to może by cały ten sprint wygrała, bo było widać, że jest mocna, wcale nie gorsza od Bjoergen. Podejrzewam, że w "łyżwie" Justynę znowu bolą piszczele. Trudno mi mówić więcej, bo nie jestem blisko niej i jej sztabu. Ale może ona po prostu też się do tej "łyżwy" zniechęciła. Ma teraz dziewczyna trudniejszy czas, ale trzeba ją zrozumieć. To jest mistrzyni nad mistrzyniami, mało mieliśmy takich sportowców w całej historii. Dajmy jej czas, nie wymagajmy od razu nie wiadomo czego. Myślę, że do Tour de Ski ona jeszcze poprawi "klasyk", a w łyżwie zrobi taki postęp, żeby móc być wysoko w "generalce". Ale sama Kowalczyk mówi, że celem jest Falun, dlatego spokojnie czekajmy. Ona i trener Aleksander Wierietielny na pewno wiedzą, co zrobić, żeby na mistrzostwach świata było jak trzeba.