Biegi narciarskie. Kowalczyk chce zabrać Norweżkom wszystko

W środę wygrała sprint w Drammen i zapewniła sobie czwarty w karierze Puchar Świata. - Bjoergen i Johaug odpuściły, teraz by pasowało, żeby Justyna zrezygnowała i zepsuła Norwegom królewski bieg na 30 km ?łyżwą? w Oslo - twierdzi Józef Łuszczek. - Ale ona jest prawdziwym sportowcem, walczy zawsze, teraz chce zdobyć też Kryształową Kulę za biegi na dystansach i wierzę, że to zrobi, zabierając Norweżkom wszystko - dodaje były mistrz świata. Transmisja o godz. 11.45 w TVP 2 i Eurosporcie, relacja Z Czuba i na żywo w Sport.pl.
Sto punktów za pierwsze miejsce i aż 60 do zebrania na lotnych finiszach - tyle jest do zdobycia w narciarskim maratonie w Oslo. - Będę zadowolona z miejsca w pierwszej "ósemce" i kilku zebranych premii punktowych w trakcie biegu - mówi Kowalczyk. Skromnie, ale nasza mistrzyni olimpijska nie musi nastawiać się na nic więcej. Jej głównym celem na niedzielę może być obrona wynoszącej 196 pkt przewagi nad Johaug w klasyfikacji Pucharu Świata w biegach na dystansach. Zwycięstwa Polka dopiero co odniosła. Przed tygodniem w cuglach wygrała bieg na 10 km "klasykiem" w Lahti, a w środę nie miała sobie równych w "klasycznym" sprincie w Drammen. - W Lahti Justyna zdeklasowała Norweżki. Druga Bjoergen straciła do niej 23,1 s, Johaug jeszcze więcej. Widać, że mocno się wystraszyły. Gdyby się nie bały, że stłucze im tyłki również w Oslo, to w Drammen by wystartowały, przecież to ich dom, ich publika, tylko prestiż nie aż taki jak na Holmenkollen - przekonuje Łuszczek.

Król pokłoni się królowej?

Mistrz świata z Lahti z 1978 roku doskonale wie, że dzień z biegami na przedmieściach Oslo to dla Norwegów dzień święta narodowego. - Takiej atmosfery jak tam na biegach nie ma nigdzie indziej. Na żywo zawody na miejscu zobaczy pewnie ze 100 tysięcy ludzi, wśród nich jak zwykle będzie król [Harald V - red.]. Chciałbym, żeby później spotkał się z Justyną i zadał jej takie pytanie, jakie kiedyś postawił mi jego ojciec - mówi nasz były mistrz.

Łuszczek wraca do wydarzeń z 1978 roku. - Po mistrzostwach w Lahti panujący wówczas w Norwegii król Olaf V zaprosił mnie do siebie, a kiedy przyjechałem, pytał, jak to możliwe, że sam osiągnąłem więcej niż wszyscy jego znakomici narciarze razem wzięci - mówi.

Kowalczyk stanie przed zadaniem jeszcze trudniejszym, bo na liście startowej niedzielnego biegu wśród 61 zawodniczek znalazło się aż 20 Norweżek. Wśród nich są oczywiście wszystkie cztery, które pokonały Polkę w niedawnym biegu łączonym na 15 km na Mistrzostwach Świata w Val di Fiemme, a więc Bjoergen, Johaug, Heidi Weng i Kristin Stoermer Steira.

Dwie pierwsze podobno walczą z przeziębieniem i - jak zapewnia trener Egil Kristiansen - to właśnie z powodu kłopotów zdrowotnych zabrakło ich w Drammen. - Justyna u siebie zawsze by startowała. Po tym, jak w Drammen Norweżki bały się z nią przegrać, bo wiedzą, że w "klasyku" jest najlepsza, człowiek się zwyczajnie denerwuje i myśli sobie: pal licho te wszystkie kryształy, niech w Oslo nie wystartuje, niech zepsuje Norwegom święto - mówi Łuszczek.

Rewanż na luzie

Nikt nie ma wątpliwości co do tego, że brak Kowalczyk na starcie rzeczywiście byłby dla gospodarzy zawodów dużym rozczarowaniem. - Kowalczyk jest dla nas tak ważna, że nie powinna nawet przez sekundę myśleć o zakończeniu kariery - mówi Vegard Ulvang na wieść o tym, że po następnym, olimpijskim sezonie Polka może się pożegnać z trasami. - Ona musi startować jak najdłużej, ponieważ jej rywalizacja z Norweżkami przyczyniła się do niesamowitego wręcz wzrostu zainteresowania kobiecymi biegami narciarskimi - dodaje były norweski mistrz olimpijski i świata, a obecnie szef biegów w Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS).

Nie trudno przewidzieć, jak rywalizacja Polki z armią Norweżek będzie wyglądała w Oslo. - Sześć-siedem Norweżek otoczy Justynę, na zmianę będą atakować, szarpać, żeby zmiennym tempem zmęczyć naszą zawodniczkę - przepowiada Łuszczek. Czy uda im się zgubić Kowalczyk? - Biec będzie trzeba "łyżwą", w niej Justyna w tym sezonie może nie czuje się najlepiej, ale teraz pobiegnie na luzie. Dlatego będzie dobrze - twierdzi były mistrz, wracając do niedawnej "trzydziestki" z Val di Fiemme.

W ostatniej konkurencji mistrzostw świata Kowalczyk walczyła o swój pierwszy medal, a jej największe rywalki - Bjoergen i Johaug - zdobyły ich po kilka we wcześniejszych konkurencjach. - Żal tych mistrzostw, wszystko się tam źle potoczyło, przez to na 30 km Justyna biegła pod presją. Denerwowała się, dlatego nie zrealizowała taktyki i zdobyła tylko srebro. Teraz może sobie spokojnie wszystko przećwiczyć już z myślą o igrzyskach w Soczi. A denerwować będą się Norweżki, bo w Oslo powinna któraś z nich wygrać. Zwłaszcza po zwycięstwach Polki w Drammen i wcześniej w Lahti - mówi Łuszczek. - Myślę, że Justyna może sprawić niespodziankę. Już tyle razy pokazywała, że potrafi wszystko, teraz może się Norweżkom pięknie zrewanżować i pokazać, że jednak to ona jest najlepsza na świecie - kończy były mistrz.