Biegi narciarskie. Ich maszyna do wygrywania nie dała rady naszej maszynie do wygrywania

- Budzę się ze strachem, czy Justyna jest zdrowa. Wystarczy gorączka 38 stopni i będzie klops - mówi trener Justyny Kowalczyk. Po zwycięstwie w sprincie i drugim miejscu na 10 km w Davos jego zmartwieniem może być gorączka złota przed czwartkowym startem w MŚ w Val di Fiemme.
Nie wiadomo, z którego weekendowego startu Justyna powinna cieszyć się bardziej.

- Technika klasyczna to wielki atut Justyny. W sobotę na tle najważniejszych rywalek pokazała, w którym jest miejscu - cieszył się trener Aleksander Wierietielny. Norweskie media też nie miały wątpliwości. Finałową wygraną Kowalczyk z Marit Bjoergen nazwały "miażdżącą, nokautującą i pokazową". Norweżka, która w tym sezonie startowała ledwie w sześciu biegach i wszystkie wygrała, nie tylko nie miała szans, żeby dogonić Justynę, która prowadziła od startu do mety, ale nie była w stanie zobaczyć nawet cienia niesamowicie mocnej Polki.

"Nasza maszyna do wygrywania nie dała sobie rady z tempem Polki i choć Marit intensywnie pracowała, by odrobić stratę, można było odnieść wrażenie, że jest kompletnie bez szans" - podsumowali norwescy komentatorzy TV. Bjoergen stwierdziła: - Justyna udowodniła, że jest nieprawdopodobnie mocna w stylu klasycznym. Nie jesteśmy dobrymi przyjaciółkami, ale musiałam jej pogratulować na mecie. To, co zrobiła, było wyśmienite.

We wtorek minie dokładnie rok od ostatniej wygranej Kowalczyk w bezpośrednim starciu z Bjoergen. Prawie trzy sekundy przewagi na niespełna półtorakilometrowej trasie sprintu w Davos to różnica klasy.

W Szwajcarii trasa przypominała jazdę kolejką górską w wesołym miasteczku. Start, zakręt, podbieg, zakręt, zakręt, podbieg, ostry zakręt o 180 stopni i zjazd do mety. - Mówiłem, że będzie wesoło, i było - uśmiecha się trener Wierietielny. - Trasa była uszykowana dla potrzeb telewizji, ludzie potrzebują widowiska i sensacji. Biegania było niewiele. We Włoszech trasa jest mniej karkołomna, nie ma tylu zjazdów i zakrętów, jest jeden podbieg, mała hopka. I tyle.

Czy trener schowa wywiady

Jego zawodniczka osiągnęła formę, w której jest w stanie walczyć o zwycięstwo w każdych warunkach i na każdej trasie. - Zaczekajmy do czwartku - mówi Wierietielny. - To tylko sport. Codziennie budzę się ze strachem, czy Justyna jest zdrowa. Zawodnik wytrenowany, będący w dobrej formie jest podatny na infekcje dużo bardziej niż inni. Wystarczy gorączka 38 stopni i będzie klops. Wszystkie wywiady oraz nadzieje będzie można schować.

Teraz wygląda na to, że jedyną gorączką, z jaką w najbliższych dniach Kowalczyk i jej trener będą musieli się zmierzyć, to gorączka złota.

Justyna do Szwajcarii przyjechała z Livigno. Trenowała tam również przed kompletnie nieudanym startem w Soczi dwa tygodnie temu. - To, co robiliśmy wtedy, a co robimy teraz, ma się jak dzień do nocy - opowiada trener Wierietielny. - Pod koniec stycznia Justyna bardzo ciężko trenowała po trzy razy dziennie. Szczegółów nie zdradzę, bo Norwegowie wszystko czytają i tłumaczą. Było mnóstwo pracy na trasie, siłowni, treningów startowych, objętościowych. Dzień zaczynał się od długiego rozbiegania, w trakcie dnia był jeszcze trening objętościowy [w którym zawodniczka biega bardzo dużo kilometrów, lecz tempem sporo niższym od startowego], a po południu praca na siłowni. Do Rosji Justyna pojechała bardzo mocno "nabita". Bolały ją wszystkie mięśnie, a zaraz po przylocie do Rosji przebiegła 30 km w tempie startowym. Nie miała prawa być w zwycięskiej formie. Starty w Soczi, gdzie nie zdobyła nawet jednego punktu PŚ, traktujemy jako wypadek przy pracy i pożyteczną nauczkę. Z Rosji wróciliśmy do Livigno, ale tym razem zajęcia były dużo lżejsze. Dwa z 10 dni Justyna miała wolne, a przed Soczi nie trenowała tylko wtedy, gdy podróżowaliśmy z Włoch do Rosji.

Marit rzuca ręcznik

Mistrzostwa w Val di Fiemme zaczną się od czwartkowego sprintu klasykiem, czyli tego, w którym Kowalczyk rozbiła konkurencję w Davos, i biegu łączonego w sobotę.

Trzy dni później będzie 10 km łyżwą, czyli konkurencja, w której w Davos była druga. Tego biegu Kowalczyk nie lubi. Odkąd zaczął się sezon, Justyna i trener Wierietielny bili się z myślami, czy w Val di Fiemme w nim wystartować. Po niedzieli chyba nie ma wyjścia. Kowalczyk pokonała mistrzynię olimpijską z Vancouver w tej konkurencji Szwedkę Charlotte Kallę o ponad 10 sekund.

Justyna się nie szarpała, biegła równym tempem i przegrała tylko z Norweżką Therese Johaug. Bjoergen wyszła na rozgrzewkę, ale... wycofała się ze startu. Rzeczniczka norweskiej kadry Gro Eide zapewniła, że jedynym powodem było przemęczenie. "Przestraszyła się i w ostatniej chwili rzuciła ręcznik" - skomentowali dziennikarze telewizji TV2. Rezygnacja Bjoergen ze startu była ogromnym zaskoczeniem dla skandynawskich mediów. - Pół godziny przed startem Marit powiedziała mi, że nie czuje się w pełni sił, jest zmęczona po sprincie i nie ma ochoty na kolejny ciężki bieg. Nie ma dramatu i powodów do niepokoju. Nie było sensu tracić niepotrzebnie sił - powiedział trener kadry Egil Kristiansen.

Jednak to już są norweskie zmartwienia. Kowalczyk, podwójna mistrzyni świata z Liberca z 2009 roku, pokazała, że jest gotowa do walki w Val di Fiemme.



Wyniki. Sprint techniką klasyczną: 1. Justyna Kowalczyk 3.56,0; 2. M. Bjoergen (Norwegia) 2,8 s straty; 3. A. Kyllönen (Finlandia) 6,0. 10 km techniką dowolną : 1. T. Johaug (Norwegia) 26.16,7; 2. Kowalczyk 8,9 s straty; 3. K. Stormer-Steira (Norwegia) 13,4. Klasyfikacja generalna PŚ (po 21 z 29 zawodów): 1. Kowalczyk 1552 pkt; 2. Johaug 1047; 3. Stormer-Steira 929