Tour de Ski. Łuszczek: Kalla najgroźniejsza, ale Justyna się obroni

:
-
- Pomyliłem się, nie doceniłem Charlotte Kalli. Gdyby nie ona, kolejna edycja Tour de Ski byłaby już rozstrzygnięta - mówi Józef Łuszczek. - To ona, a nie Johaug będzie do końca najgroźniejszą rywalką Polki - dodaje. Piątkowy bieg na 3,3 km o godz. 11.15. Transmisje: TVP 2 i Eurosport, relacja na żywo w Sport.pl.
Na trasę czwartkowego biegu na dochodzenie Kowalczyk wyruszyła jako pierwsza. 50 sekund po niej wystartowała Therese Johaug, która miała być najgroźniejszą rywalką Polki. Norweżka szybko zbliżyła się do naszej mistrzyni na 37-38 sekund, ale więcej strat długo nie potrafiła odrobić. Do mety dotarła ostatecznie 18,7 sekundy za Kowalczyk, co zawdzięcza imponującej postawie Kalli.

- To ona zrobiła prawdziwy pościg za Justyną. Szczerze przyznam, że nie spodziewałem się po niej czegoś takiego. Przypomniała, że nikt nie dał jej za darmo złotego medalu Igrzysk Olimpijskich w Vancouver w biegu na 10 km "łyżwą" - komplementuje Szwedkę Łuszczek.

Kalla zasługuje na uznanie, bo dystans 15 km w Toblach pokonała aż o minutę i 14 sekund szybciej od Kowalczyk. Na trasę wyruszyła jako siódma, dokładnie minutę i 32 sekundy po Polce, a na mecie zameldowała się jako druga, tylko 18,3 s za Justyną.

- Justynie trochę słabiej jechały narty, widziałem to na zjazdach. Ale gdyby nie Kalla, po czwartym etapie Kowalczyk i tak miałaby dużo większy spokój. Szwedka pociągnęła za sobą Johaug i Kristin Stoermer Steirę, wspólnie w końcówce sporo do Justyny odrobiły, i jest teraz trochę trudniej, niż myślałem, że będzie - mówi Łuszczek.

Mistrz świata z Lahti z 1978 roku mimo wszystko nadal uważa, że Kowalczyk wygra Tour de Ski po raz czwarty z rzędu. - Spodziewałem się, że po tych 15 kilometrach będzie miała nad kolejną zawodniczką z minutę przewagi, a nie tylko 23 sekundy [dokładnie Polka wyprzedza Kallę o 23,4 s, a Johaug o 28,7 s], ale teraz będą dwa biegi dla niej, jestem spokojny, że wygra oba i wypracuje odpowiednią przewagę. W piątek nadrobi pewnie niewiele, ale w sobotę zyska sporo, bo dystans będzie większy i na trasie będą dwie 15-sekundowe premie - mówi Łuszczek.

Co ciekawe, były biegacz spodziewa się, że po startach na 3,3 km w Toblach i na 10 w Val di Fiemme, a przed ostatnim, 9-kilometrowym etapem z podbiegiem na Alpe Cermis, groźniejsza niż Johaug dla Justyny będzie Kalla.

- Może w tych dwóch biegach klasykiem ona straci do Justyny więcej niż Johaug, ale w niedzielę powinna być od Norweżki mocniejsza. Niby Johaug jest bardzo dobra na Alpe Cermis, ale Szwedka tym biegiem "łyżwą" mi zaimponowała, a w niedzielę trzeba będzie biec właśnie stylem dowolnym - mówi Łuszczek. - Tak czy inaczej Justyna sobie poradzi. Myślę, że w niedzielę na starcie będzie miała chociaż minutę przewagi i na tym ostatnim etapie nikomu nie da się dogonić, bo też umie biec pod tę górę - kończy były mistrz.