Biegi narciarskie. Justyna Kowalczyk do lekarza z piszczelami

:
-
Walki z bólem piszczeli, a nie z goniącymi ją Therese Johaug i Kristin Stoermer Steirą najbardziej obawia się Justyna Kowalczyk przed czwartkowym biegiem na 15 km stylem dowolnym w Toblach. W marcu aktualna liderka Tour de Ski podda się zabiegowi. - Proszę sobie wyobrazić, że parówka puchnie i chce rozerwać folię, w której się znajduje, ale nie może. Najprawdopodobniej taką osłonkę na mięśnie w piszczelach Justyny trzeba będzie przeciąć - tłumaczy lekarz zawodniczki dr Robert Śmigielski. Transmisja czwartego etapu TdS od godz. 15.15 w TVP 2 i w Eurosporcie, relacja na żywo w Sport.pl
Na ból piszczeli w biegach "łyżwą" Kowalczyk skarży się od dawna. Nie zmniejszają go ani specjalne buty, ani wkładki. Prof. Szymon Krasicki, którego Justyna uważa za największy autorytet w kraju w dziedzinie teorii biegów narciarskich, tłumaczy, skąd bierze się ten ból.

Dlaczego "łyżwa" boli?

- Specyfika biegu "łyżwą" jest taka, że nartę trzeba ustawiać pod skosem do kierunku biegu. To powoduje, że po odbiciu od śniegu całą nartę unosi się, zginając stopę podeszwowo, a więc unosząc ją w górę palcami. Robi to m.in. mięsień piszczelowy znajdujący się po lewej stronie kości piszczelowej. On się napina, a - jak każdy mięsień - znajduje w powięzi, w otoczce i właśnie ta otoczka u Justyny jest za ciasna - tłumaczy profesor krakowskiej Akademii Wychowania Fizycznego.

- Ten mięsień wykonuje krótką pracę, ale musi zrobić tysiące takich napięć, dlatego boli i trzeba temu zaradzić. Słyszałem, że na wiosnę Justyna jest umówiona z doktorem Śmigielskim, żeby jakoś temu zabiegowo zaradzić. Z tego, co wiem, tę powięź mięśniową trzeba będzie rozciąć - dodaje Krasicki.

- To prawda, jesteśmy umówieni z Justyną na marzec - potwierdza dr Śmigielski. - Ale jeszcze nie jestem w stanie powiedzieć, na czym dokładnie będzie polegał zabieg. Najpierw trzeba będzie zrobić cykl badań funkcjonalnych, żeby sprawdzić, w jakich dokładnie momentach pojawia się ból i jak te piszczele funkcjonują. To nie jest sprawa oczywista i prosta - dodaje lekarz.

Śmigielski uważa, że zabieg będzie mniej inwazyjny od tego, jakiemu Kowalczyk musiała się poddać w marcu 2012 roku. Wtedy operowane było jej kolano, ale ono dokuczało zawodniczce podczas każdego biegu.

- Piszczele bolą Justynę tylko w niektórych startach, ten problem nie istnieje w biegach rozgrywanych techniką klasyczną, bo w niej unosi się tylko tył nart, a ich przód zawsze ślizga się w torach, więc mięśnie piszczelowe nie są zmuszone do wielkiego wysiłku - tłumaczy Krasicki. - W biegach stylem dowolnym Justyna też odczuwa różny ból. Duży jest wtedy, kiedy na trasie leży miękki śnieg, kiedy jest grząsko, bo wówczas ruch unoszenia narty trzeba wykonywać bardziej energicznie. Podobnie jest na trasach płaskich, gdzie to unoszenie narty jest pełniejsze, mocniej zaznaczone niż na stromych podbiegach - dodaje profesor.

Pewne jest jedno, Kowalczyk na piszczele skarży się zawsze, gdy do pokonania ma wiele metrów zjazdów. - Na nich jest duża prędkość, zawodnik prowadzi narty nie w torach, przez co musi mocniej napinać wszystkie mięśnie kończyn dolnych, a gdy któryś boli już we wcześniejszej fazie biegu, to wtedy dokucza szczególnie. Generalnie ten problem ma jeszcze kilka innych zawodniczek, choć z tych najlepszych skarży się tylko Justyna. Cóż, okazuje się, że tylko na pozór mamy takie same nogi i mięśnie. Każdy z nas jest jednak trochę inaczej skonstruowany - podsumowuje Krasicki.

Ze stołu prosto na narty

Śmigielski wyjaśnia, że zanim dokona poprawek w konstrukcji naszej mistrzyni, sprawdzi, co dokładnie trzeba zrobić. - Mniej więcej wyobrażam sobie, na czym polega problem, ale muszę się upewnić. Zaczekajmy, aż ją przebadam, ale wydaje mi się, że zabieg będzie mniej inwazyjny od ostatniego, bo z tego, co mówi Justyna, wynika że dokucza jej tzw. zespół przedziałów powięziowych - mówi lekarz.

- Polega to na tym, że mięsień jest w swojej otoczce, która jest sztywna. Gdy mięsień pracuje, to zwiększa swoją objętość, a wtedy ta otoczka go uciska. Wyobraźmy się, że ten mięsień jest parówką w osłonce. W momencie, kiedy ta osłonka jest za ciasna, trzeba ją przeciąć - tłumaczy Śmigielski.

Co ciekawe, jeśli zabieg Kowalczyk będzie polegał właśnie na takim przecięciu, już kilka dni po nim zawodniczka będzie musiała założyć narty i zacząć biegać "łyżwą". - Organizm tę osłonkę odtworzy, ale od razu trzeba zacząć wykonywać dokładnie te ćwiczenia, które powodowały dolegliwości. To dlatego, żeby w realnej sytuacji zobaczyć, jak wszystko działa, żeby organizm odbudowywał otoczkę na miarę powiększającego się mięśnia, żeby ona powstała w potrzebnym rozmiarze - wyjaśnia lekarz.

Śmigielski przekonuje, że błyskawiczny powrót do treningu po zabiegu nie narazi naszej mistrzyni na złapanie infekcji. - Wszystko zrobimy tak, że ona bardzo szybko będzie mogła normalnie funkcjonować - zapewnia lekarz.