Tour de Ski. Wielka ucieczka Kowalczyk, wielka pogoń Norweżek

W czwartek etap, który być może rozstrzygnie, czy Justyna Kowalczyk wygra Tour de Ski. O 15.15 w Toblach bieg pościgowy na 15 km techniką dowolną. Transmisja w Eurosporcie i TVP 2, relacja Z Czuba i na żywo w Sport.pl.
Jeszcze w starym roku, po wygranym przez Justynę biegu na 10 km klasykiem, trener Aleksander Wierietielny i zawodniczka mówili, że najbardziej boją się czwartkowego etapu w Toblach, bo na nim może stopnieć przewaga, jaką polska biegaczka wypracowała sobie w Niemczech i Szwajcarii. Okazuje się, że może nie być tak źle.

Justyna ruszy na trasę jako pierwsza. 50 sekund po niej wystartuje Norweżka Therese Johaug, a po kolejnych dziesięciu jej rodaczka Kristin Stoermer Steira. Po następnych pięciu sekundach biegnie Niemka Denise Herrmann, a ponad 40 sekund później za Johaug w pościg ruszy Szwedka Charlotte Kalla, mistrzyni olimpijska na 10 km techniką dowolną. Czy zdąży dogonić zawodniczki biegnące za Kowalczyk i czy powstanie mocny peleton pędzący za Polką? - Justyna będzie biegła samotnie, ścigającej ją grupie będzie łatwiej - mówił trener Wierietielny.

Norwegowie nie mają wątpliwości, że grupa pościgowa powstanie. Zapowiadają współpracę Steiry z Johaug. - Kristin dogoni Therese i spróbuje ją wieźć tak długo i tak szybko, jak się da. A później Johaug, która nie będzie się szarpała od początku, postara się przyspieszyć - mówił trener norweskiej kadry Egil Kristiansen.

Współpracę Norweżek można było zobaczyć w półfinale noworocznego sprintu w Val Muestair. Ingvild Flugstad Oestberg prawie zatrzymała się przed metą i przepuściła Steirę, która dzięki temu miała pewny awans do finału. - Nie zrobiłam niczego złego, to był impuls. Kristin jest w świetnej formie, ma szansę na podium w Tourze. To była moja decyzja - tłumaczyła Oestberg. Dzięki biegowi w finale Steira dostała 44 sek bonifikaty i spróbuje pomóc Johaug w pogoni za Polką.

W poprzednim sezonie w biegu na 15 km Polka biegła ramię w ramię z Bjoergen. Współpracowały i systematycznie zwiększały przewagę nad Johaug. Gdyby dziś Johaug, Steira, Kikkan Randall i Kalla utworzyły jedną grupę, pogoń mogłaby być skuteczna i przewaga rzeczywiście mogłaby zmaleć. Jednak różnice są za duże, by Johaug czekała na wszystkie zawodniczki. Therese może być skazana na samotną pogoń za Polką.

Czwartkowy bieg to właściwie ostatnia szansa dla Johaug, by zmniejszyć stratę do Kowalczyk przed niedzielną wspinaczką na Alpe Cermis. W piątek w Toblach bieg na 3 km klasykiem, a w sobotę w Val di Fiemme - 10 km także stylem klasycznym, czyli ulubioną techniką Polki. Na 10 km Justyna jest niepokonana od dziewięciu startów, od grudnia 2011 roku.

Na tych dwóch etapach Kowalczyk powinna powiększyć przewagę nad filigranową Johaug, która w dwóch ostatnich latach miała najlepszy czas finałowej wspinaczki w Alpe Cermis. Rok temu była szybsza od Polki o prawie minutę, dwa lata temu - o prawie dwie. Ale wtedy nie liczyła się w ostatecznej walce o zwycięstwo. Pod nieobecność Marit Bjoergen Johaug jest największą rywalką Polki, mknącej po czwarty z rzędu triumf w Tourze.

- Zobaczymy, co pokażą dziewczyny - powiedziała Kowalczyk. - W Oberhofie ostrożnie zaczęłam bieg pościgowy i myślałam, że rywalki pobiegną szybciej. Johaug traciła do mnie tylko 17 sekund i byłam przekonana, że mnie dogoni.

Norweżka nie tylko nie dogoniła, ale omal nie straciła drugiego miejsca. Wyczerpana nieudaną próbą pościgu za Polką miała na mecie ledwie sekundę przewagi nad jadącą za nią grupą. Kowalczyk, choć mówi, że traktuje Tour wyłącznie jako trening i przygotowanie do lutowych MŚ w Val di Fiemme, nie popełnia błędów, które zdarzały się jej na początku sezonu. Kontroluje nie tylko poszczególne etapy, ale cały Tour.

Jedyną zagadką mogą więc być... piszczele Kowalczyk. W trakcie biegu techniką dowolną zaczynają ją boleć. Nie pomagają żadne wkładki ani specjalne buty. Nogi bolą i już. Ale chyba nie na tyle, by nie odnieść 12. etapowego zwycięstwa w TdS.



Więcej o: