Justyna Kowalczyk jeszcze daleko od optymalnej formy

Z Kanady wróciliśmy bardzo zadowoleni, Justyna wygrała dwa z trzech biegów, pokazała, kto rządzi na dystansach i została liderką Pucharu Świata - opowiada trener Aleksander Wierietielny.
Relacje na żywo w twoim smartfonie. Ściągnij aplikację Sport.pl LIVE »

We wtorek trener Kowalczyk, czołowej biegaczki narciarskiej świata, jeszcze podróżował. Z dalekiej Kanady, gdzie w ubiegłym tygodniu Polka startowała w trzech biegach, Wierietielny przyleciał do... Helsinek. - Musiałem odebrać samochód, który zostawiliśmy na lotnisku dwa tygodnie temu, kiedy po startach w Kuusamo ruszaliśmy do Ameryki Północnej - opowiada Wierietielny. - Z Finlandii przepłynęliśmy promem do Estonii i samochodem wracałem do Polski. W tym czasie Justyna była już w kraju, przyleciała do Polski bez przystanku w Helsinkach.

Była w doskonałym nastroju, bo w ubiegły czwartek i niedzielę po raz 22. i 23. wygrała bieg Pucharu Świata. Pod nieobecność Norweżek Marit Bjoergen oraz Therese Johaug, które trenowały we Włoszech na wysokości około trzech tysięcy metrów, Polka zdeklasowała inne zawodniczki. Nie miała konkurencji ani na 10 km klasykiem, ani w biegu łączonym. Przez większą część dystansu biegła samotnie, prowadząc od startu do mety.

- Kanada pachniała sukcesami, spodziewałem się, że Justyna wygra, ale nie oczekiwałem, że dokona tego w tak spektakularny sposób i z taką przewagą - mówi Wierietielny. - Biegi na dystansach były przedstawieniem jednej aktorki, ale przestrzegam przed wielkim entuzjazmem. Do optymalnej formy Justynie jeszcze sporo brakuje. Pokazał to zresztą sobotni sprint, w którym nie awansowała nawet do półfinału.

Polce zabrakło 0,1 sekundy, od startu narzuciła szaleńcze tempo, ale nie zdołała zgubić rywalek - świetnych sprinterek - na podbiegach. W efekcie zabrakło jej sił na ostatnich metrach i odpadła. - Nad tymi sprintami musimy jeszcze popracować - zaznacza szkoleniowiec. - W Kuusamo nie weszła do finału, zajęła siódme miejsce i też zabrakło ułamków sekundy. Ale w sprintach to sporo, o miejscu często decyduje nawet czubek buta. W tym sezonie czegoś brakuje, by kwalifikowała się do finałów sprintu, ale wiemy już czego. Po prostu Justyna zbyt mocno zaczyna i później brakuje sił w końcówkach.

Justyna ma teraz kilka spokojniejszych dni, ale na pewno nie zaniedba treningów przed Tour de Ski. Ale w tym sezonie najlepiej opłacana i najbardziej prestiżowa impreza w biegach nie jest celem głównym Polki. Zawodniczka i trener zarzekają się, że potraktują Tour, który Justyna wygrała w ostatnich trzech latach, wyłącznie jako mocny trening. - Nie nastawiamy się na nic - mówi Wierietielny. - Celem głównym są lutowe mistrzostwa świata, Tour będzie świetnym przygotowaniem do nich i przetarciem. Od lat powtarzamy, że Justyna dochodzi do wysokiej formy startami.

Wiadomo jednak, że 29 grudnia w Oberhofie Kowalczyk znowu spotka na trasie prologu wszystkie najpoważniejsze rywalki - z Bjoergen i Johaug na czele. Żaden Norweg ani Norweżka jeszcze nie wygrali Tour de Ski, które kończy się morderczym podbiegiem na Alpe Cermis. Kowalczyk jest jedyną biegaczką świata, która zdobyła złote medale igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata, Kryształową Kulę za Puchar Świata oraz wygrała TdS. Bjoergen, która w tym sezonie wygrała pierwsze pięć biegów, w których startowała, brakuje do kolekcji tylko triumfu w Tourze.

Na razie Kowalczyk odebrała Norweżce żółtą koszulkę liderki PŚ, ale w połowie grudnia nikt nie myśli o Kryształowej Kuli. Do marcowych finałów PŚ droga jeszcze daleka.

Norweskie media o Justynie Kowalczyk: » Ostrzeżenie dla Bjoergen i Johaug