Biegi narciarskie. Kowalczyk na podium w Kuusamo? Raczej nie

Wynik z Gaellivare przyjęliśmy z pokorą i spokojem. Było smutno, bo 27. miejsce nie pasuje do Justyny, ale nie panikowaliśmy. Niczego nie będziemy zmieniać, może trochę złagodzimy treningi. Będą szybsze i krótsze - mówi trener Aleksander Wierietielny
W poniedziałek Justyna Kowalczyk przyjechała ze Szwecji do Finlandii, gdzie w piątek, sobotę i niedzielę na trasie w Kuusamo czeka ją małe Tour de Ski, czyli trzyetapowe zawody Nordic Opening. Najpierw sprint techniką klasyczną, potem 5 km dowolną i na koniec 10 km klasykiem na dochodzenie. Do zdobycia będzie 300 pkt PŚ.

Na razie Kowalczyk ma ich tylko cztery, bo w sobotę na krętej trasie w Gaellivare zajęła dopiero 27. miejsce. Do Marit Bjoergen, która wygrała, Polka straciła niecałe półtorej minuty. W trzech poprzednich sezonach Norweżka też wygrywała inaugurację sezonu. Najmniejsza przewaga nad Polką (rok temu) wynosiła 1,12 s, a największa (trzy lata wcześniej) 1,40 s. Tyle że wtedy Kowalczyk była siódma albo zaraz na początku drugiej dziesiątki.

- Zobaczyliśmy ten bieg jeszcze raz, przeanalizowaliśmy i wiemy, jakie popełnione zostały błędy - mówi trener Wierietielny. - Z tego startu nic dobrego nie wyniknęło. Trasa była pokręcona, po 7. km Bjoergen dogoniła Justynę, która starała się jej trzymać, ale traciła dystans właśnie na zakrętach. Wyliczyła, że przynajmniej 15 skrętów miało po 180 stopni. Żeby dobrze się na nich czuć, trzeba jeździć na nartach od dzieciństwa, a Justyna stanęła na nich w wieku 15 lat. Poza tym jest zmęczona ostatnimi tygodniami, przed przyjazdem do Szwecji mocno trenowała w fińskim Muonio. W 18 dni zaliczyła osiem startów, a to spore obciążenia i właściwie miała tylko jeden dzień wolnego. W Gaellivare brakowało świeżości, ale walczymy dalej. Bardzo chciała, tylko że tak szybko z tego "przymulenia" się nie wychodzi. Niby strata do triumfatorki biegu jest podobna jak w ubiegłych latach, ale w czołowej dziesiątce nie ma już sześciu czy siedmiu Norweżek. "Rozrzedziły" je trochę Amerykanki, które rzeczywiście są w wybornej formie i mnie osobiście zadziwiły.

Jeszcze w październiku przed wyjazdem na lodowiec Dachstein trener Wierietielny mówił: "Jestem nastawiony na to, by na Dachsteinie złagodzić treningi. Przez trzy miesiące ciężko pracowała i czas troszkę odpuścić. Mam nadzieję, że uda się jej wytłumaczyć, że to konieczne, bo zawsze trenuje na całego. Jeśli tak, to sezon będzie udany i utrzyma stabilną dyspozycję do wiosny. Jeśli nie, forma może się skończyć w połowie stycznia". W listopadzie, już po zgrupowaniu w Austrii, zapytaliśmy trenera, czy udało się przekonać zawodniczkę do lżejszych zajęć. - Jeśli ma pan jakieś inne pytania, to proszę je zadawać - uśmiechnął się Wierietielny. Dziś trener mówi: - Za dużo trenowała, więc teraz będzie trzeba trochę odpuścić i zmniejszyć liczbę treningów objętościowych, a zwiększyć liczbę zajęć szybszych i krótszych. Niedługo to zmęczenie powinno odpuszczać, może już w połowie grudnia w kanadyjskim Canmore? A może dopiero na przełomie roku podczas Tour de Ski.

Po starcie w Kuusamo Kowalczyk leci do Ameryki Północnej, gdzie odpuści sprinty w Quebec (jedyny Puchar Świata w tym sezonie, w którym się nie pojawi), a na trasę wróci 13, 15 i 16 grudnia. Na razie szykuje się do startu w Kuusamo, gdzie z dnia na dzień robi się coraz zimniej. - Już jest minus dziesięć stopni, a prognozy mówią, że temperatura spadnie o kolejne dziesięć - opowiada Wierietielny. - Ma sypać śnieg, więc wygląda na to, że będziemy rywalizować z naturą i innymi biegaczkami. Na szczęście warunki będą takie same dla wszystkich. Nie spodziewam się wielkiego wyniku i miejsca na podium, choć Justynie zawsze pasowało Kuusamo. Zobaczymy, czy w piątek w sprincie nie popełni takiej gafy jak przed rokiem, kiedy odpadła w ćwierćfinale, bo na finiszu wpuściła przed siebie Amerykankę Randall. Gorzej niż w Gaellivare nie powinno być, ale na podium chyba jeszcze za wcześnie.