Tour de Ski. Wierietielny: Wszyscy już mają dosyć tego Touru

:
-
Norweska potęga biegowa dopiero po siedmiu etapach odebrała Justynie koszulkę liderki Tour de Ski. A przed podbiegiem niektórzy uważali, że będzie miała mieć sześć minut przewagi - mówi trener Justyny Kowalczyk
Robert Błoński: Obawiał się pan tego biegu?

Aleksander Wierietielny: Do każdego startu czujemy respekt, ale byłem niesłychanie zadowolony z tego, co Justyna zrobiła w środę w sprincie. Wykonała kawał świetnej roboty. Mogło być bardzo źle, tamtych sprintów się baliśmy. Dziś udowodniła, że jest dobrze przygotowana. Na początku sezonu dziewczyna, która wygrywała z Justyną zdecydowanie i miała na mecie dwie minuty przewagi, dziś była lepsza o sekundę czy dwie. Trafiliśmy z formą.

Jak ktoś jest w dobrej dyspozycji, to nawet dziennikarze nie przeszkadzają w dobrym bieganiu.

- No właśnie. W środę was nie było i proszę, jak ładnie się spisała. Pojechaliście na skoki i, co się stało ze Stochem? Co wy tym skoczkom zrobiliście, że nie chcą skakać? A mówiąc już poważnie Justyna była bardzo skoncentrowana przed biegiem. Po nim można powiedzieć, że plan został wykonany.

Tak miało być?

- Tak. Norweska potęga biegowa dopiero po sześciu etapach odebrała Justynie koszulkę liderki Touru. A niektórzy uważali, że przed podbiegiem na Alpe Cermis będzie miała sześć minut przewagi. Nic z tego! Jakkolwiek by się ten Tour nie skończył, Justyna biega w nim bardzo dobrze.

Na szczycie może być tak, że Bjoergen odda koszulkę liderki...

- Wszystko może się zdarzyć, zobaczymy. Przed podbiegiem jest 10 km klasykiem w Val di Fiemme na zmienionej trasie. Rok temu były trzy pętle po ponad trzy kilometry, teraz są tylko dwie pięciokilometrowe. Różnie się może poukladać. Oby narty były dobrze posmarowane. Justyna potrafi biegać klasykiem.

Myśli pan, że w czwartek na 15 łyżwą Bjoergen chciała uciec, ale nie dała rady?

- Tak. Na jednym z podbiegów stał nasz serwismen, Mateusz Nuciak, i później opowiadała, jak Bjoergen mocno szarpała, chciała się oderwać od Justyny, ale ta trzymała się dzielnie.

Te siedem sekund to niedużo.

- Jeśli tak pozostanie, to jestem przekonany, że Bjoergen nie spróbuje uciekać przed podbiegiem, tylko razem zaczną się wspinać. I zobaczymy, co będzie na górze. Ale po klasyku mogą być jeszcze zmiany, są dwie lotne premie.

Można powiedzieć, że Therese Johaug przestała się liczyć?

- Nie, na nią trzeba uważać do samego końca. Ona jest mocna. Fakt że Justyna na podbiegu też słaba nie będzie, ale Johaug jest bardzo wychudzona. Przygotowuje się do podbiegu, nie chce pod górę ciągnąć zbyt wielu kilogramów. Jeszcze powalczy.

Gdyby przed Tourem ktoś powiedział panu, że po siedmiu etapach Marit Bjoergen będzie miała tylko siedem sekund przewagi nad Justyną Kowalczyk, to...

- ...nie brałbym tego w ciemno. Mamy wielki respekt do wszystkich zawodniczek, które ciężko trenują, do tras, do pogody, do każdego elementu. Nie lubimy "plaplać", obiecywać gruszek na wierzbie. Wszyscy walczą, wszyscy się przygotowują, poważnie podchodzą do sportu. Nikogo nie lekceważymy. Bardzo dobrze, że zbliżamy się do mety, bo już mamy dość wszystkiego. Ja już zacząłem brać antybiotyk, nie wiem czy Justyna nie zacznie. Jesteśmy wyczerpani i wycieńczeni, dobrze że zbliża się koniec. W piątek obowiązkowo pójdziemy na trening, ale będzie też czas na regenerację i odpoczynek. Poprzedni dzień przerwy bardzo pomógł, kolano bolało zdecydowanie mniej. Teraz, po trzech kolejnych dniach startów, pewnie znowu się odezwie. Dzień przerwy dobrze mu zrobi.