Sport.pl

Tenis. Radwański: Szlem w zasięgu ręki

- Agnieszka lepiej serwuje, wzmocniła się fizycznie, ma sześć lat doświadczenia, jest zdrowa. Gra na takim poziomie, że niewiele brakuje jej do Wielkiego Szlema - mówi Sport.pl Robert Radwański
Jakub Ciastoń: Z wyjazdu do USA pana starsza córka Agnieszka wróciła z trofeum za zwycięstwo w deblu w Miami. Jak ważny to sukces?

Robert Radwański, ojciec i trener Agnieszki i Urszuli: Cały turniej był udany. Ćwierćfinał singla plus zwycięstwo w deblu to świetne wyniki. Miami to piąty pod względem prestiżu turniej świata, ważniejsze są tylko cztery Szlemy. W kobiecym tenisie w Polsce takiego sukcesu jeszcze nie było. Ale nie znaczy to, że teraz się przekwalifikowujemy na debel, dalej jesteśmy zainteresowani singlem. Gra podwójna jest dodatkiem.

Skąd ten sukces? Ze Słowaczką Danielą Hantuchovą Agnieszka tworzy silniejszą parę niż wcześniej z Rosjanką Marią Kirilenko?

- Absolutnie nie. Obie dobrze uzupełniają grę Agnieszki, bo grają płaskie piłki. To są dwie różne pary, ale jeśli chodzi o sportową klasę, bardzo zbliżone.

Jest szansa na wygranie w tym roku deblowego Szlema?

- Szlema to my chcemy wygrać, ale w singlu. Nie żartuję. Agnieszka lepiej w tym sezonie serwuje, trening ogólnorozwojowy daje rezultaty, bo jest wyraźnie mocniejsza fizycznie, ma nawet większą masę niż kiedyś. Do tego dochodzi doświadczenie, to już szósty rok Agnieszki w zawodowych turniejach. Trzeba wykorzystać sytuację w kobiecym tenisie - brakuje sióstr Williams, Henin skończyła karierę, inne dziewczyny mają spadki i wzloty formy. Szansa jest wyjątkowo duża. Trzeba tylko grać odważnie i ją wykorzystać. Blisko tak naprawdę było już w styczniu w Australian Open. Ćwierćfinał z Kim Clijsters był do wygrania.

Ale na razie w USA Agnieszka ciągle przegrywa z tenisistkami z pierwszej dziesiątki - Wiktorią Azarenką w 1/8 finału Indian Wells i Wierą Zwonariewą w ćwierćfinale Miami. Czego brakuje?

- Niczego. Mecz z Azarenką był wygrany. Tam przecież były cztery meczbole. Trzeba tylko wykorzystać choć jeden. Nie chcę już do tego wracać. Zwonariewa zagrała świetnie, miała "dzień konia", to był jeden z najlepszych jej meczów, jakie widziałem. "Normalnie" zagrała dopiero dzień później, gdy gładko przegrała z Azarenką. W Miami Agnieszka miała taki mecz życia, gdy pokonała Francescę Schiavone, numer cztery na świecie. To jeden z jej najlepszych występów w karierze. Różnice w czołówce są minimalne, Agnieszka niczym nie odstaje.

Kiedy doczekamy się umów sponsorskich dla Agnieszki i Urszuli? Od podpisania kontraktu z agencją Lagardere zapadła cisza.

- W przyszłym tygodniu nasz agent Ken Meyerson z całym kierownictwem firmy przyjeżdżają do nas do Krakowa z konkretnymi ofertami. W spotkaniu będzie też uczestniczyć Magda Grzybowska, która reprezentuje Lagardere w Polsce. Zobaczymy, co z tego wyniknie.

Ostatnio Agnieszka poszła w ślady Sereny Williams oraz Karoliny Woźniackiej i zaczęła robić wpisy na Twitterze. To też sprawka Lagardere?

- Agnieszkę trzeba pytać. Ale wydaje mi się, że oni za tym stoją.

Jakie są wasze najbliższe plany?

- W niedzielę, w rocznicę katastrofy smoleńskiej, wybieramy się na Wawel. Potem ja lecę z Agnieszką na turnieje do Stuttgartu, Rzymu i Madrytu, a Tomek Wiktorowski, który z nami współpracuje, zabiera Urszulę na mniejsze imprezy do Fes w Maroku i portugalskiego Estoril. Czerwona mączka kiedyś była najlepszą nawierzchnią córek, ale ostatnio, szczególnie w przypadku Uli, to się zmieniło. Dziewczyny wolą korty twarde. Ale bez przesady, poradzą sobie. Najważniejsze, że są zdrowe. Ula wreszcie gra bez usztywniającego gorsetu, plecy przestały ją boleć. U Agnieszki po operacji stopy też nie ma już śladu, noga w ogóle nie puchnie.

Turnieju nie będzie? Tenisowa wojna w Sopocie »


Więcej o: