Tenis. Mistrzyni Radwańska wróciła!

- Pomógł mi przegrany finał Wimbledonu 2012. Wtedy trema paraliżowała, ale w finale Masters wiedziałam, czego się spodziewać, opanowałam nerwy - mówi Agnieszka Radwańska, która na kilka dni wróciła do Polski.
Jaka była pierwsza myśl po zwycięstwie nad Petrą Kvitovą w Singapurze, w turnieju dla czołowej ósemki rankingu WTA? - Przez kilka chwil, a nawet godzin, nie docierało do mnie, co się stało. Nie spodziewałam się sukcesu. Ten rok zaczął się dla mnie poniżej oczekiwań. Gdyby ktoś powiedział mi w kwietniu, po serii porażek, że pojadę na Masters, uznałabym, że to niemożliwe, a jeśli już, to że wygram jeden mecz - opowiadała Radwańska w Warszawie na konferencji zorganizowanej przez Lexusa, swojego głównego sponsora.

- Wygrana w Masters to wynik na miarę triumfu w Wielkim Szlemie, a nawet trudniejszy, bo w Singapurze grało osiem zawodniczek ze światowej czołówki. Nie było łatwych rund jak w Szlemie na początku - mówiła mocno zachrypniętym głosem Radwańska. - Spędziłam siedem tygodni w Azji, był wielki wysiłek, a potem ulga, zeszło ze mnie napięcie. Swoje zrobiły samoloty, klimatyzacja, zmiana stref czasowych. Ale wczoraj było gorzej, nic nie mówiłam - zaśmiała się Polka.

Dziękowała za wsparcie obecnym na konferencji trenerowi Tomaszowi Wiktorowskiemu i sparingpartnerowi Dawidowi Celtowi ("Chłopaki się spisały"), a także fizjoterapeutom, w tym Australijczykowi Jasonowi Israelsohnowi, który był w Singapurze. - Dokonywał cudów, żebym była w stanie wyjść na kort - podkreśliła Agnieszka.

Gdy padło pytanie o krytykę Wiktorowskiego ze strony ojca Roberta Radwańskiego, który od dawna domaga się zmiany szkoleniowca ("Jedna jaskółka wiosny nie czyni"), odparła stanowczo: - To mój ojciec, ale mój były trener, z którym nie mam od lat nic wspólnego, jeśli chodzi o tenis i karierę. Zespołu nie zmieniam, wszystko będzie tak samo. Ojciec dużo mówi, zawsze muszę brać to na klatę, ale nie zawsze jest to miłe.

Nie jest tajemnicą, że Celt to prywatnie chłopak Agnieszki. Gdy zapytano, czy w trudnych chwilach na początku sezonu zabierał ją gdzieś, by mogła się oderwać od tenisa, zaśmiała się, że wręcz przeciwnie: - Zabierał mnie na kort, żebym więcej pracowała!

Radwańska była uśmiechnięta i rozluźniona. W Warszawie zobaczyliśmy osobę zupełnie inną od markotnej i niepewnej z wiosny tego roku. W pewnej chwili pozwoliła sobie nawet na przesłanie całusa w stronę Celta. Zrobiła to, odpowiadając na pytanie, czy po zakończeniu kariery zamieszka w Warszawie (jego mieście rodzinnym), czy u siebie w Krakowie: - Nie wiem... to chyba trzeba zapytać osobę z pierwszego rzędu...

Po raz kolejny Radwańska ciepło wypowiadała się o Martinie Navrátilovej. Legenda tenisa na początku roku została jej konsultantką, ale w kwietniu współpraca ustała, bo Amerykance brakowało czasu. - Myślę, że ta druga część roku to częściowo także zasługa Martiny, jej rady okazały się pomocne. Na początku sezonu czułam się zmęczona, brakowało mi energii, ale od turniejów na trawie wszystko szło już w dobrą stronę. Ten słabszy moment w tym roku musiał przyjść. Nie da się grać cały czas na najwyższym poziomie. Od stycznia cele się nie zmieniają, chcę w końcu wygrać turniej Wielkiego Szlema, priorytetem będą też igrzyska olimpijskie - podkreśliła Radwańska, która mimo chwilowej zapaści piąty kolejny sezon kończy w czołowej dziesiątce rankingu WTA (na piątej pozycji).

Agnieszka zdradziła, że Navrátilová była jedną z pierwszych osób, które w Singapurze gratulowały jej sukcesu. - Świętowaliśmy chwilę wspólnie z Martiną, a także z Petrą Kvitovą, która jest bardzo fajną osobą, znamy i cenimy także jej trenerów, wspólnie napiliśmy się w niedzielę wieczorem szampana - opowiadała.

Radwańska przez kilka dni zostaje w Polsce. Potem leci na trzytygodniowe wakacje. - Nie będę się nawet zbliżać do rakiety i siłowni - zaśmiała się. Święta spędzi w Krakowie z rodziną i przyjaciółmi, na Nowy Rok też będzie w kraju, bo do Australii leci nieco później niż zwykle.

W grudniu zagra też około dziesięciu dni w komercyjnej lidze International Premier Tennis League. Polka brała już udział w nieco mniejszej inicjatywie przed rokiem (Champions Tennis League). Teraz wystąpi w barwach Indian Aces z New Delhi, które zmierzy się z zespołami z Manili, Dubaju (Roger Federer), Singapuru (Novak Djoković) i Tokio. W Aces zagrają m.in. Rafael Nadal, Sania Mirza i Fabrice Santoro. - To zabawa, krótkie, jednosetowe mecze, nie całkiem na serio, traktuję to jako trening i przygotowanie do sezonu - zaznaczyła 26-letnia tenisistka.

Trener się nie zmienia, przy Polce zostanie też szkocki menedżer Stuart Duguid, choć rozstał się z agencją Lagardere Unlimited. Radwańska potwierdziła, że wciąż zamierza z nim pracować.

Na koniec padło pytanie o łzy po ostatniej piłce w Singapurze. - To było wszystko po trochu. Szczęście, ulga, zmęczenie, poczucie, że coś wszystkim udowodniłam, że umiem wygrać taki turniej, z takimi zawodniczkami. Po tylu godzinach, po tylu długich meczach...

Czy Agnieszka Radwańska wygra turniej wielkoszlemowy?
Więcej o: