WTA w Indian Wells. Sakowicz-Kostecka: Radwańska faworytką, Pennetta musi pokazać fajerwerki

- Jeśli Pennetta zaatakuje bez względu na wszystko, to wystarczą ze dwie piłki typowe dla Radwańskiej i Włoszka będzie miała dużo intensywnego myślenia - mówi Joanna Sakowicz-Kostecka przed finałem turnieju w Indian Wells, w którym Agnieszka Radwańska zagra z Flavią Pennettą. Według byłej tenisistki, a obecnie komentatorki Eurosportu, Pennetta musi pokazać fajerwerki, by zagrozić Polce. Transmisja w TVP Sport, relacja na żywo w Sport.pl w niedzielę o godz. 20.
Łukasz Jachimiak: Spodziewa się pani, że Agnieszka Radwańska zagra równie dobrze jak w półfinale z Simoną Halep i pokona w finale turnieju w Indian Wells Flavię Pennettę, czy boi się pani, że w lutym w Dubaju Włoszka znalazła sposób na Polkę?

Joanna Sakowicz-Kostecka: W Dubaju Pennetta wygrała 6:4, 6:1, ale dla Agnieszki to był pierwszy mecz w tamtym turnieju. A teraz to pierwszy finał tak wielkiej imprezy dla Włoszki. Dla Agnieszki gra o taką stawkę to nie pierwszyzna. Na pewno obie pamiętają niedawny mecz, ale spodziewam się, że Agnieszce ta pamięć nie zaszkodzi. Myślę, że Radwańska wygra.

Pennetta ma 32 lata, w karierze nie osiągnęła takich wyników jak Radwańska, ale swoje najlepsze turnieje rozegrała niedawno. W styczniu dotarła do ćwierćfinału Australian Open, w zeszłym sezonie była półfinalistką US Open, w Indian Wells też nikt nie stawiał, że dojdzie aż do finału.

- To prawda, Pennetta jest w tym momencie w życiowej formie. Po kontuzji wróciła zupełnie odmieniona. Teraz ona się cieszy grą, nie prezentuje męczeństwa tenisowego, które często doskwiera starszym zawodniczkom. Ale Agnieszka też jest w wyśmienitej dyspozycji. To było widać w jej ostatnich meczach. No i na korzyść Polki mocno przemawia to, że jest obyta z otoczką finałów wielkich turniejów. Grała w nich w Miami, Pekinie, już nie mówiąc o Wimbledonie. Radwańska wyjdzie jak na każdy inny mecz. Oczywiście Włoszka nie musi się wystraszyć i przegrać szybko w dwóch setach. Nie zdziwi mnie, jeśli narzuci swój styl i Agnieszce będzie bardzo trudno o zwycięstwo. Ale spodziewam się, że faworytka wygra w dwóch setach. Stawiam na Polkę w stosunku 60 do 40.

Mówi pani, że nie można wykluczyć ataku Włoszki, bo dla Pennetty to chyba jedyna opcja? A wtedy przyciśnięta Radwańska może znów być ninją, która będzie zabijać sprytnymi ciosami.

- Włoszka na pewno preferuje ofensywny styl gry, ale też, kiedy trzeba, potrafi być bardzo regularna. To było widać w Melbourne w wygranym przez nią meczu czwartej rundy z Andżeliką Kerber. Ona jest bardzo wszechstronna. To typowa, dobrze wyszkolona Włoszka. Ale jeżeli szybko zostanie wybita z rytmu, co Agnieszka potrafi robić doskonale, to może się już w trakcie spotkania nie pozbierać. Ona nie jest jak choćby Jelena Janković, która potrafi odwrócić losy meczu. Pennetta, jak już jej się gra posypie, to raczej przegrywa. Dlatego ona musi być bardzo czujna, atakując, nie może pójść na całość. Bo jeśli zaatakuje bez względu na wszystko, to wystarczą ze dwie piłki typowe dla Radwańskiej i po takich odpowiedziach Polki zaczną się dla niej kłopoty, będzie dużo intensywnego myślenia, które jej nie sprzyja.

Z drugą w światowym rankingu Na Li Włoszka sobie poradziła. To zrobiło chyba jeszcze większe wrażenie niż dość łatwa wygrana Radwańskiej nad Simoną Halep?

- Nie ukrywam - byłam zdumiona, że Aga tak łatwo poradziła sobie z Rumunką [6:3, 6:4]. Halep jest na fali, w najnowszym rankingu będzie na piątym miejscu, bardzo jej kibicuję. Ale oczywiście jeszcze bardziej kibicuję Agnieszce. A co do Pennetty, to fakt jej zwycięstwa nad Chinką [7:6, 6:3] jest na pewno jeszcze bardziej zaskakujący. Cóż, Włoszka nie jest tylko siłową zawodniczką. To nie Anastazja Pawluczenkowa. Ona potrafi więcej wymyślić, umie zagrać slajsa, świetnie gra skróty, tak naprawdę umie wszystko. I co bardzo ważne - podejmuje dobre decyzje, korzysta ze swojego szerokiego repertuaru, dobierając zagrania na różne momenty. I dlatego tak świetnie grała debla, w parze z Giselą Dulko bardzo dobrze zachowywała się przy siatce, przed kontuzją nadgarstka wygrała z nią Australian Open. Pennetta to pierwsza w historii Włoszka w Top 10 światowego rankingu. Kiedyś była 10. [teraz jest 21], pewnie wkrótce będzie znów w "dziesiątce", w wieku 32 lat. To przykład dla starszych zawodniczek.

Wielu specjalistów twierdzi, że Pennetta może potwierdzić, że Radwańska nie radzi sobie, kiedy jest faworytką zaraz po świetnym meczu. Jest sens przypominać teraz wyraźną porażkę Polki w półfinale tegorocznego Australian Open z Dominiką Cibulkovą, zaraz po świetnym ćwierćfinale z Wiktorią Azarenką?

- To jest szukanie jakiejś historii w statystykach, tworzenie opowieści. Przecież o każdej zawodniczce można powiedzieć, że kiedyś zawiodła w najważniejszym momencie. Maria Szarapowa rok temu w Australian Open doszła do półfinału, tracąc tylko dziewięć gemów. A mecz o finał przegrała z Na Li z kretesem. Tam było 2:6, 2:6. Agnieszka wygrała w doskonałym stylu turniej w Miami w 2012 roku, pokonując w finale Szarapową, wygrała w Pekinie, Tokio, w świetnym stylu doszła do finału Wimbledonu. To jest zawodniczka oswojona z wielkimi meczami, ona na pewno nie przegrywa przez presję. Oczywiście może się zdarzyć, że w finale z Pennettą nie będzie przypominała samej siebie z meczu z Halep, bo w kobiecym tenisie takie historie się dzieją. Ale jeśli Pennetta nie pokaże fajerwerków, to moim zdaniem Polka sobie poradzi. A jeśli Włoszka zagra mecz życia i uda jej się 90 procent akcji, to będziemy mieć wojnę.

Radwańska w Indian Wells spędziła na korcie siedem godzin i 55 minut, Pennetta - dziewięć godzin i 18 minut. Chyba więc nie musimy się bać, że Polka nie wytrzyma kondycyjnie?

- O tym dużo się mówiło po porażce Agnieszki w Melbourne z Cibulkovą, ale tam nie było dnia przerwy. Poza tym w Australii pierwszy tydzień pod względem pogody był wyniszczający, a w Indian Wells warunki do gry są idealne. Nie ma żadnych obaw o formę Radwańskiej, ona będzie nawet miała więcej sił niż Pennetta.

Pula nagród w Indian Wells wynosi 5,946 mln dolarów, wszyscy powtarzają, że to "piąta lewa Wielkiego Szlema". Jeśli Radwańska wygra, to rzeczywiście osiągnie największy sukces w karierze i potwierdzi, że stać ją na zwycięstwo w którejś z imprez wielkoszlemowych?

- Jeśli Aga wygra, będzie miała w dorobku już drugi tytuł zwany piątą lewą Wielkiego Szlema. Kiedy triumfowała w Miami, tak mówiono o tamtym turnieju. Teraz, z uwagi na obrzydliwie bogatego sponsora, takie miano przejęło Indian Wells. Turniej nie jest co prawda na 128, tylko na 96 zawodniczek, dlatego Agnieszka w pierwszej rundzie miała wolny los, bojkotuje go Serena Williams, która na absencję w wielkoszlemowych turniejach raczej sobie nie pozwala, ale to jest absolutnie wielki, fantastyczny turniej. Jeśli Radwańska wygra, to na pewno w gronie zawodniczek, które jeszcze nie wygrały wielkoszlemowej imprezy, ustawi się jako pierwsza w kolejce. Ona już powinna mieć na koncie taki sukces. Popatrzmy choćby na Na Li. Ona jest nierówna, często odpada w pierwszych i drugich rundach Wielkich Szlemów, a jednak dwa z nich wygrała. To samo dotyczy Petry Kvitovej, która w 2011 roku wygrała Wimbledon. Polka na pewno nie jest od nich gorsza, jest jeszcze naprawdę młodą zawodniczką, jako 25-latka ma przed sobą sporo sezonów i pewnie w końcu doczeka się jeszcze większych zwycięstw niż to, które może odnieść w niedzielę.