Tenis. Kto pokaże Agnieszkę Radwańską?

Po 14 latach skończyła się umowa federacji WTA z Eurosportem. Nowy sezon startuje już za miesiąc, ale wciąż nie wiadomo, w jakiej stacji zobaczymy większość meczów najlepszej polskiej tenisistki
My też mamy zdanie! Dzielimy się nim na Facebook/Sportpl »

Od stycznia fanów kobiecego tenisa w Europie czeka rewolucja. Eurosport, który od kilkunastu lat pokazywał sezon właściwie od początku do końca, nie przedłużył umowy z WTA. Stacja zachowała jedynie prawa do trzech turniejów wielkoszlemowych - Australian Open, Rolanda Garrosa i US Open (bo WTA nimi nie zarządza) - oraz kilku imprez niższej rangi. Traci jednak kilkadziesiąt innych, w tym duże turnieje, m.in. w: Miami, Indian Wells, Madrycie, Rzymie, Dausze, Pekinie, Tokio itd.

"Położyliśmy na stole rozsądną ofertę, ale WTA jej nie przyjęła. Kobiecy tenis to dobry produkt, ale nie za wszelką cenę. Oczekiwania finansowe WTA były z ekonomicznego punktu nie do zaakceptowania" - napisała w oświadczeniu centrala Eurosportu. - Niewiele ponad to mogę dodać. WTA wybrała inną drogę dystrybucji praw. Przekonamy się, czy znajdą one nabywców - mówi Radosław Jaworski z polskiego Eurosportu.

Dla stacji musiał być to spory cios, bo Radwańska nabijała oglądalność - jej marcowe zwycięstwo w Miami nad Marią Szarapową zobaczyło 873 tys. widzów, więcej niż męskie finały wielkoszlemowe z udziałem Rogera Federera, Rafaela Nadala czy Novaka Djokovicia. Polska była dla centrali Eurosportu ważnym rynkiem. Rocznie na całym kontynencie pokazywała kilkanaście, a czasem kilkadziesiąt meczów Polki w sezonie. Finał Wimbledonu z udziałem Radwańskiej w Polsacie Sport zobaczyło aż 1,1 mln widzów.

Za rewolucję odpowiada Kanadyjka Stacey Allaster, czyli szefowa WTA, która nie przedłużyła kontraktu z Eurosportem. Zaryzykowała, zdecydowała się pójść drogą męskiej federacji ATP. Zdecentralizowała prawa multimedialne i zamiast jednej paneuropejskiej stacji próbuje sprzedawać pakiety meczów osobno w poszczególnych krajach. - Zapewniam, że nowy sposób pokazywania kobiecego tenisa będzie bardziej atrakcyjny. Z większą liczbą relacji na żywo i dostępnością do meczów - mówiła Allaster.

Negocjacje z telewizjami i platformami cyfrowymi prowadzi w imieniu WTA spółka Perform PLC, z siedzibą w Feltham w Wielkiej Brytanii. To międzynarodowa nowoczesna agencja promocyjna, która obiecała WTA zwiększenie zysków. Na razie idzie jednak jak po grudzie. Na miesiąc przed rozpoczęciem sezonu nowe umowy podpisano tylko we Francji, w Belgii, Luksemburgu, Izraelu i Portugalii (załatwił to jeden kontrakt z grupą medialną MCS).

Umowy wciąż nie ma np. w Niemczech, a fani zaczynają się niecierpliwić. "WTA popełniła błąd, w ostatniej chwili zamknie mecze w jakiejś kodowanej stacji, spadnie oglądalność, a tenis zamieni się w sport niszowy" - napisał kibic na portalu Tennisforum.com. Fani irytują się, bo za oglądanie meczów w internecie trzeba słono płacić - koszt rocznego abonamentu w serwisie TennisTV.com (oficjalny kanał WTA) to 90 euro, czyli ok. 370 zł.

W Polsce w imieniu Perform rozmowy ze stacjami prowadzą... Szwedzi ze współpracującej z Anglikami spółki IEC in Sports ze Sztokholmu. Na e-maila "Gazety" z pytaniem, kiedy dowiemy się, gdzie będzie można u nas zobaczyć mecze WTA, IEC nie odpowiedziała.

- Negocjacje z nimi są bardzo trudne, bo to wyjątkowo drapieżny pośrednik. Używają argumentu narodowego i nazwiska Radwańskiej, ale zupełnie nierealnie wyceniają polski rynek. Za taką cenę, jaką proponują za pakiet meczów, nie sądzę, by ktokolwiek w Polsce kupił te prawa - mówi Piotr Pykel, wiceszef sportu w Polsacie.

- W ogóle nie jesteśmy zainteresowani - usłyszeliśmy od Joanny Parasiewicz z platformy N.

- Naszym priorytetem jest piłka nożna i sporty walki, tenisem na razie raczej się nie interesujemy - mówi Kacper Sosnowski, szef redakcji Orange Sport.

Według nieoficjalnych informacji inwestycją w mecze Radwańskiej interesował się Canal+, ale stację też prawdopodobnie odstraszyły koszty. - Stale analizujemy rynkową ofertę. Turnieje WTA nie znajdują się na ten moment na liście naszych priorytetów. Oczywiście doceniamy sukcesy Agnieszki Radwańskiej oraz starającej się podążać jej śladem siostry Urszuli, ale w najbliższym czasie chcemy skupić się na poszerzaniu propozycji Canal+ o inne wydarzenia - mówi Tomasz Smokowski, dyrektor ds. sportu.

Włodzimierz Szaranowicz, szef sportu w TVP: - Te prawa są w obiekcie naszego zainteresowania, ale sytuacja jeszcze się nie wyklarowała. Sondujemy rynek, szczególnie jeśli chodzi o cenę licencyjną, nie jesteśmy przecież stacją paneuropejską, jak Eurosport. Żeby oferta była dla nas atrakcyjna, musielibyśmy mieć gwarancję, że dostaniemy dużo meczów Radwańskiej, ale też innych tenisistek polskiego pochodzenia, jak Karolina Woźniacka czy Andżelika Kerber.

Negocjacje mogą być trudne nie tylko ze względu na wysoką cenę, ale także dlatego, że WTA oczekuje, że jej partner będzie pokazywał tenis ciurkiem, kilkadziesiąt godzin na żywo tygodniowo. A to nierealne nawet w TVP Sport czy Polsacie Sport, które mają mnóstwo innych zobowiązań. - Idealnym rozwiązaniem byłoby, gdyby któraś z platform cyfrowych zdecydowała się stworzyć kanał tenisowy, ale to dodatkowe koszty, trudno uwierzyć, że ktoś się na to zdecyduje - powiedział nam anonimowo ekspert na polskim rynku praw sportowych. - Jeśli sprzedaż praw w Europie dalej będzie szła tak topornie, być może WTA zmieni strategię, bo niezadowoleni z mniejszej ekspozycji w mediach niż za czasów Eurosportu mogą być sponsorzy turniejów, ale na razie za wcześnie o tym mówić - dodał ekspert.

- Słyszeliśmy o zamieszaniu, ale chyba jeszcze nie ma się czym denerwować. Najważniejsze mecze, czyli te z Wielkich Szlemów, na pewno będą w polskich stacjach [Wimbledon pokazuje Polsat Sport]. Mamy nadzieję, że pozostałe też, to pewnie kwestia czasu - mówi Tomasz Wiktorowski, trener Agnieszki Radwańskiej.

Czwarta rakieta świata leci do Nowej Zelandii 27 grudnia. Sezon zacznie w Auckland cztery dni później.

Jerzy Janowicz » też zacznie sezon w Auckland