Wimbledon. Radwańska: Watson nie lekceważę, zmęczenie minęło

- Nigdy z Heather Watson nie grałam, więc tak do końca nie wiem, czego się spodziewać i jak będzie mi leżał jej tenis. To Brytyjka, więc umie grać na trawie, oni wszyscy od początku dużo grają na tej nawierzchni - mówi Sport.pl Agnieszka Radwańska po zwycięstwie w II rundzie Wimbledonu 6:2, 6:1 z Jeleną Wiesniną. Mecz z Watson w piątek
2 : 0
Informacje
Wimbledon - II runda singla kobiet
Środa 27.06.2012 godzina 14:30
Wyniki szczegółowe
1 S
2 S
Wynik
A.Radwańska
6
6
2
J.Wiesnina
2
1
0
Jakub Ciastoń: Mecz z Wiesniną wyglądał na łatwy, rzeczywiście taki był?

- Faktycznie myślałam, że będzie trudniej i przede wszystkim dłużej. Po paru gemach okazało się jednak, że ja gram dobrze, a ona chyba przestała wierzyć. Czułam się dobrze, wszystko wychodziło.

Wie pani, że nie popełniła w całym meczu ani jednego niewymuszonego błędu?

- Naprawdę? Nie pamiętam kiedy po raz ostatni udała mi się taka sztuka, chyba jak grałam na PlayStation (śmiech).

W kolejnej rundzie zagra pani z Brytyjką Heather Watson. Chyba nie ma się czego bać, pani jest trzecia na świecie, ona - 103.?

- Nie lekceważę jej. Nigdy z nią nie grałam, więc tak do końca nie wiem, czego się spodziewać i jak będzie mi leżał jej tenis. To Brytyjka, więc umie grać na trawie, oni wszyscy od początku dużo grają na tej nawierzchni. Na pewno będzie groźniejsza na trawie niż np. na ziemi.

Po turnieju w Eastbourne mówiła pani, że czuje się trochę zmęczona. Pierwsza połowa sezonu była w pani wykonaniu świetna, ale też bardzo intensywna. Jak teraz się pani czuje?

- Szybka porażka w Eastbourne tak naprawdę mi pomogła. Ona i deszcz, bo w Londynie przed Wimbledonem sporo padało i nie dało się trenować. Solidnie odpoczęłam. Po Rolandzie Garrosie trenowałam zbyt intensywnie. Organizm mówił stop, a ja ciągle ambitnie ćwiczyłam. I trochę przesadziłam.

Po raz pierwszy jest pani w Wimbledonie rozstawiona z nr. 3. Jakie przywileje się z tym wiążą?

- Jest ogromna różnica w organizacji treningów. Mogę trenować gdzie chcę, i kiedy chcę. Kiedy byłam ósma, czy dziesiąta, to jednak musiałam się podporządkować, czekać w kolejce, czy iść, gdzie każą. Po deszczu było ciężko znaleźć kort. Teraz nie ma z tym żadnego problemu. Inny przywilej to np. więcej biletów. Wiadomo, że zawsze jest trochę znajomych na moich meczach. Teraz dostałam od razu kopertę biletów.

Na pani stroju pojawiła się reklama Lexusa, czy to jakiś nowy kontrakt sponsorski? I czy dostała pani w pakiecie jakieś cztery kółka?

- To nowy kontrakt. W kilku najbliższych turniejach zagram z logo tej marki samochodów. I... w garażu w Krakowie pojawi się rzeczywiście niebawem nowe auto, chyba w czarnym kolorze. Miejsce jest, ja mam w garażu takie różne dźwignie i tajemnicze zapadki. Wszystko się tam zmieści (śmiech).

Euro piłkarskie pani ogląda?

- Na piłce znam się mniej więcej tak, jak na operze, ale ponieważ zrobił się boom, a Euro jest w Polsce, więc oglądałam. Głównie mecze naszej reprezentacji oglądałam. Jak graliśmy z Czechami, to wiadomo, że z dziewczynami z Czech obstawiałyśmy i licytowałyśmy, kto wygra. Ale wyszło, jak wyszło. Potem trener Kvitovej do nas podszedł i mówił z przekąsem, że "dobry mecz zagraliśmy".

Sportowcy na igrzyskach mają mieszkać w wiosce olimpijskiej, jak będzie z tenisistami?

- Wynajmiemy dom obok kortów. Inne rozwiązanie nie ma sensu, bo korty są bardzo daleko od wioski, będziemy tracić za dużo czasu na dojazdy. Wiem coś o tym, bo teraz podczas Euro, gdy Anglicy, Włosi i Holendrzy stacjonowali w Krakowie, już nie dało się żyć. Miasto było sparaliżowane. W Londynie będzie jeszcze gorzej.

Wielu tenisistów będzie na igrzyskach nieść flagi swoich państw podczas ceremonii otwarcia - m.in. Szarapowa, Nadal, Djoković. Czy pani by się zgodziła? A może ktoś już z taką propozycją wystąpił?

- Zgodziłabym się, mówiłam już, że byłby to dla mnie zaszczyt. Ale na razie nikt mnie o nic nie pytał w tej kwestii.

Karolina Woźniacka ostatnio przegrywa coraz częściej, niektórzy żartują, że to przez amory. Że związek z golfistą Rorym McIllroyem źle na nią wpływa. Co pani o tym sądzi?

- Nie sądzę, żeby to miało wpływ. Zresztą, ją trzeba pytać. Jeśli chodzi o mecz z Tamirą Paszek, to przegrała go pechowo. Zmarnowała meczbole, ale przegrała z bardzo dobrą tenisistką. Paszek jest w gazie, wygrała przed chwilą w Eastbourne. Umie grać na trawie, przecież to z nią wygrałam w 2005 r. juniorski finał w Londynie.

Więcej o: