WTA w Dubaju. Radwańska uderza w Azarenkę

- Mamo, ja nie chcę przegrać do zera - chlipała po polsku Sabine Lisicki w ćwierćfinale, gdy Polka wygrała osiem gemów z rzędu.
Lisicki do zera z Agnieszką Radwańską nie przegrała, skończyło się na 2:6, 1:6, ale tak jednostronnego pojedynku o półfinał turnieju w Dubaju z pulą nagród 2 mln dol. nikt się nie spodziewał. Niemka polskiego pochodzenia od niedawna zajmuje rekordowe 13. miejsce w rankingu WTA. W styczniu doszła do 1/8 finału Australian Open, przed rokiem sięgnęła półfinału Wimbledonu, a latem 2011 r. po zaciętym boju ograła Radwańską w ich jedynym dotychczasowym pojedynku w kalifornijskim Stanford. Niemka słynie z potężnego serwisu, mocnego forhendu i efektownej ofensywnej gry.

W czwartek w Dubaju została rozbita. Radwańska serwowała jak maszyna - 18 razy z rzędu trafiła pierwszym podaniem, pomyliła się dopiero przy stanie 5:2 i 30:0. Genialnie spisywała się też przy odbierze serwisu - Eurosport pokazał generowaną komputerowo statystykę, z której wynikało, że stara się uderzać piłkę bardzo wcześnie, głęboko wchodząc w kort. Kluczem do łatwego zwycięstwa było jednak kompletne zagubienie Lisicki w dłuższych wymianach. Najprostsza zmiana rotacji przez Polkę działała jak krusząca ścianę bomba. Niemka odbijała piłkę w siatkę, w aut, a raz rozbawiła widownię, uderzając tak koślawo, że piłka przeleciała... pod siatką i przeturlała się pod nogi Radwańskiej. Im dalej w mecz, tym Lisicki sprawiała wrażenie bardziej przestraszonej i zawstydzonej.

Przy 5:0 w drugim secie na korcie pojawiła się mama tenisistki Elżbieta, żeby skorzystać z prawa do tzw. coachingu. I tak jak w przypadku innej córki emigrantów z Polski - Dunki Karoliny Woźniackiej i jej ojca Piotra, konwersacja odbywała się w języku rodziców. - Nie mogę biegać w ogóle, to boli strasznie, ja nie chcę przegrać do zera - łkała Sabine. - To nic, nie przejmuj się, ganz egal, graj po prostu, wchodź na piłkę, do przodu - odpowiedziała mama. Nie było do końca jasne, czy Lisicki, mówiąc o bólu, odnosiła się do kontuzji nogi, czy bolał ją sam wynik. Honorowego gema zdołała jednak wyszarpać.

- Bardzo dobry mecz, jestem zadowolona - komentowała Radwańska, która w tym sezonie po raz trzeci awansowała do półfinału imprezy WTA. Wcześniej osiągała taką fazę w styczniu w Sydney i tydzień temu w Dausze. O jeden szczebel niżej dotarła w Australian Open. Za każdym razem zatrzymywała ją obecna liderka rankingu WTA Wiktoria Azarenka.

W Dubaju Białorusinki nie ma, wycofała się z powodu urazu kostki. Radwańska na konferencji prasowej wywołała niespodziewaną burzę, mówiąc, że w kontuzję Białorusinki nie wierzy i, że straciła do niej szacunek za to, jak zachowała się tydzień temu w Dausze, gdy miała się nabawić kontuzji. Ze słów Polki wynika, że jej zdaniem Azarenka symulowała, żeby wybić ją z równowagi. - Obejrzyjcie sobie na YouTube - stwierdziła, nawiązując do tego, że Azarenka kulała jedynie w przerwach między wymianami.

O finał Radwańska zagra w piątek z Jeleną Janković (WTA 14), która niespodziewanie łatwo ograła mistrzynię US Open Samanthę Stosur (WTA 5).

Serbka to była rakieta nr 1, ale od kilku lat nie umie odnaleźć formy. Ostatnie wyniki miała słabsze od Radwańskiej - w Australian Open przegrała w 1/8 finału z Woźniacką, w Dausze - w II rundzie z Shahar Peer, a w poprzednim sezonie jej najlepszym wynikiem był finał w Cincinnati. Janković gra podobnie do Radwańskiej - bazuje na solidnej defensywie, stara się nie popełniać błędów i kontratakować, choć Polka ma opinię tenisistki zdolniejszej, lepszej technicznie. Najlepszym uderzeniem Janković jest bekhend, groźny, zwłaszcza gdy gra go wzdłuż linii.

Radwańska na liście WTA jest szósta i nawet jeśli w Dubaju wygra, na razie nie awansuje, bo premie są za małe. Piątą na liście WTA Stosur i czwartą Woźniacką będzie ścigać w marcu w Indian Wells i Miami.