Sport.pl

Tenis. Wojciech Fibak: Taką Agnieszkę chcemy oglądać

- Nagłe przekreślanie trenera Radwańskiego jest niesprawiedliwe. Choć Agnieszka z nim teraz nie przebywa, to on nauczył ją grać w tenisa i ten sukces jest jego ogromną zasługą - mówi Sport.pl Wojciech Fibak.
Jakub Ciastoń: Nie przypominam sobie tak świetnie grającej Agnieszki Radwańskiej jak w meczach z Petković i Zwonariewą. Dominowała nad rywalkami, dyktowała warunki.

Wojciech Fibak , zwycięzca 15. singlowych turniejów ATP z lat 70 i 80: Agnieszka była dokładniejsza, szybciej się poruszała, pokazała, że ma większy repertuar techniczny. Zwonariewa jest trzecią rakietą świata, widać było, że jest w formie, że się stara, że to nie jest jej zły dzień. Po prostu nie mogła zrobić Agnieszce krzywdy. Pod każdym względem Polka przeważała. Jedynym wyjściem dla Rosjanki było ryzyko, szukanie linii, ale to nic nie dało, bo Agnieszka właściwie nie popełniała błędów.

Można teraz przeczytać opinie: "Rozstała się z tatą trenerem, to zaczęła wygrywać". Ale to przecież nie takie proste.

- To jest bardzo sensacyjna i fałszywa interpretacja. Trenerowi Radwańskiemu należy się szacunek i podziw za to, czego dokonał z obiema córkami. Nikt nie miał w Polsce takich sukcesów jako tenisowy trener. Te świetne akcje, którymi wygrała ze Zwonariewą, to przede wszystkim zasługa wieloletniej pracy z ojcem, a nie tygodnia spędzonego z zastępującym go Tomaszem Wiktorowskim. Robert Radwański jest ważną częścią sukcesu Agnieszki i będę go bronił. Uważam nawet, że Agnieszka zachowałaby się niezwykle elegancko, gdyby zadedykowała mu to zwycięstwo.

Jakiś wpływ ten odpoczynek od ojca jednak na Agnieszkę miał?

- Sport to nie tylko trening, ale także emocje, słowa, wewnętrzny spokój lub jego brak. I w tym sensie układ córka - ojciec u Radwańskich się wypalił. Spięć między nimi i złych emocji nie dało się już nie zauważyć. Agnieszka postąpiła odważnie, decydując, że czas na zmianę i odpoczynek od ojca.

Czyli zmiana w postawie Agnieszki jest przede wszystkim mentalna? Wewnętrzny spokój wydobył z niej lepszą grę?

- Złożyło się na to kilka czynników. Tomek Wiktorowski wprowadził spokój, bo to jest taki typ człowieka, który mówi: "spokojnie, nic się nie stało", "przegrałaś, nie szkodzi", "nie martwimy się, będzie lepiej". Agnieszka widocznie takiego podejścia teraz najbardziej potrzebowała. Rozegrała kilka zaciętych meczów, przekonała się, że może podjąć walkę, kiedy jest agresywna, ambitna, gdy się nie poddaje. Odblokowała się i uwierzyła w siebie.

Najważniejszą zmianą jest nie zmiana trenera, tylko większy profesjonalizm ze strony Agnieszki. Wreszcie przestaliśmy widzieć miny, narzekania, odpuszczanie. Zobaczyliśmy walkę. Taką Agnieszkę zawsze chcieliśmy oglądać. Mecz ze Zwonariewą pokazał, jak może być groźna, jeśli w stu procentach wykorzystuje swój talent. Ciągle powtarzam, że Agnieszka jest jedną z najlepiej poruszających się i najsprytniejszych tenisistek świata. Nie potrafiła tylko tego sprzedać na korcie. Uciekła jej umiejętność kończenia meczów. Przegrywała z Gajdosovą, Szarapową, Cetkovską, choć z nimi prowadziła. To był klasyczny przykład braku pewności.

Wygrać turniej w Kalifornii to nie to samo co w Stambule czy Tajlandii. Amerykanie są zachwyceni Radwańską.

- Ameryka to jest 15 mln ludzi grających w tenisa, niezwykle koneserska publiczność. To jest sukces polskiego sportu o skali światowej. To jakby Robert Kubica wygrał Grand Prix. Jestem w Niemczech i w każdych wiadomościach sportowych w telewizji są migawki z tenisa, że Stepanek wygrał w Waszyngtonie, a Radwańska pokonała Zwonariewą.

W telewizyjnej relacji dostrzegłem na trybunach Pancho Segurę, siwowłosego Ekwadorczyka, legendę z lat 50, grywającego z Władysławem Skoneckim. Z uznaniem kiwał głową, bo słynął z takiego samego tenisa - sprytu, szybkości, lobów, skrótów. Rozmawiałem z nim kiedyś, był zachwycony Agnieszką.

Radwańska przekonała tych, którzy jeszcze nie byli pewni, jak świetnie może grać. Takiego wyczucia nie powstydziłby się Roger Federer. To zwycięstwo pomoże jej też w negocjacjach ze sponsorami.

Co dalej? Nie za dużo tego grania przed US Open? Ten bolący bark może być problemem?

- Opatrunek na barku jest duży, ale w tenisie tak jest, że jak się wygrywa, to nie boli. W finale ani w półfinale nie było widać oznak, że bark przeszkadza. Gdyby to był uraz uniemożliwiający grę, Agnieszka nie wygrałaby w Kalifornii. W Toronto ma niezłą drabinkę. Serena Williams jest w drugiej połówce. Jest Wiesnina, a potem znów Zwonariewa, Petković lub Kvitova. Agnieszka, po tym, co właśnie pokazała, nie ma się kogo bać. Z taką grą może myśleć o kolejnych finałach, punktach, powrocie do dziesiątki i dobrym występie na US Open. Jeśli bark wytrzyma, nie rezygnowałbym z Toronto, a jeśli już, to raczej z upalnego Cincinnati za tydzień i z New Haven tuż przed US Open. Na razie Agnieszka wysłała sygnał, że w Nowym Jorku trzeba się z nią liczyć. W tej chwili tylko ona i Serena Williams prezentują mistrzowską formę.



Więcej o: