Adamek kontra największy "Kopciuszek" świata

Tomasz Adamek stoczy w sobotę walkę z olbrzymim Kevinem McBride'em. Bukmacherzy w bajki nie wierzą - dają 100 dolarów za 1 postawionego na zwycięstwo Irlandczyka
Dwumetrowy, 130-kilowy McBride lubi nazywać siebie "Kopciuszkiem". Chce, by porównywać go z pięściarską sławą - urodzony w USA Irlandczyk James Braddock, czyli oryginalny "Cinderella Man", niemal 70 lat temu sensacyjnie pokonał mistrza świata wszechwag Maxa Baera, stając się bohaterem Ameryki.

Ludzie Baera wybrali Braddocka, myśląc, że będzie łatwym rywalem. Podobnie myśleli ludzie Tysona, kiedy wybrali na przeciwnika McBride'a w 2005 r. Tymczasem kompletnie wyczerpany biciem Irlandczyka w każdej rundzie "Żelazny Mike" po szóstym starciu odmówił dalszego grzmocenia rywala.

Mimo całkowitego upadku Tysona jako pięściarza - była to jego ostatnia walka - jego porażka została uznana za sensację. Ale też przypomniano wtedy, że McBride - najmłodszy irlandzki olimpijczyk w Barcelonie w 1992 r. - uchodził przez pewien czas ze wschodzącą gwiazdę wagi ciężkiej.

Po wyjeździe do USA z Clones, miasteczka na pograniczu Irlandii i Wielkiej Brytanii, McBride trenował i wciąż trenuje w Brockton. To miasto, które dumnie używa nazwy "City of Champions". Wielki kibic boksu, pisarz Norman Mailer wskazywał je jako idealne miejsce wychowu pięściarza - tam urodził się m.in. arcymistrz Rocky Marciano.

McBride ćwiczył w nim pod okiem prawie 90-letniego Goody'ego Petronellego, w latach 80. wychowawcy Marvina Haglera - obaj urodzili się w Brockton. To fantastyczny szkoleniowiec, należący do odchodzącego powoli pokolenia starej szkoły trenerów - jak Eddie Futch, Gil Clancy, Lou Duva.

McBride, wchodząc codziennie do sali, pokonuje te same 39 stopni co Marciano i Hagler.

Wszystkie te okoliczności powodują, że Irlandczyk jest przekonany, iż wybranie go na rywala przez ekipę Adamka to ciąg dalszy przygód "Kopciuszka". Mówi o sobie tak od dłuższego czasu, więc chyba nie pod wpływem hipnotyzera Pata Brady'ego, członka amerykańskiej Hypnosis Hall of Fame, z którego usług od niedawna korzysta.

Bukmacherzy w bajki nie wierzą. Dają mu na pokonanie Polaka jeszcze mniej szans niż przed walką z Tysonem. Renomowany William Hill przyjmuje zakłady 66:1, Unibet i Bwin - nawet 100:1.

Najbardziej przyczyniło się do tego lanie od chłopca do bicia - o 35 kilo lżejszego Zacka Page'a z bilansem (wtedy): 20 zwycięstw i 29 porażek.

Ale też na niskie notowania wpłynęły zapewne kompromitujące filmy z ostatnich treningów Irlandczyka.

McBride na jednym z nich uderza w ciężki worek bokserski. Czas trwania pojedynczego ciosu można mierzyć w sekundach. Na innym filmie tarczuje z drugim trenerem Ermo Norrickiem, manewrując po ringu niczym lotniskowiec na redzie. Fachowcy zza oceanu zastanawiają się, czy Irlandczyk zdoła trafić szybkiego Adamka choć raz.

Dlaczego Polak wybrał takiego przeciwnika?

- Potrzebowaliśmy jakiegoś obozu, muszę trenować. Boks to mój zawód, a na walce z nim można zarobić. Dużo tu Irlandczyków, ja mam wielu kibiców, więc Prudential Center będzie wypełniona tak jak w mojej walce z Michaelem Grantem. Do poniedziałku sprzedano ponad 10 tys. biletów. Potrzebowałem dużego rywala, pokroju Kliczków, i mam największego, z jakim kiedykolwiek walczyłem - mówi Adamek. - Na treningi nie patrzę, bo niejednego mistrza treningów widziałem, który w ringu stawał się zerem. Czeka mnie ciężka praca, bo pamiętam, jak okładał go Tyson, aż sam pękł.

Sport.pl na Facebooku! Sprawdź nas »