Haye o Adamku: Tylko my lubimy bum, bum, bum

Czy w ogóle ktoś liczy się w wadze ciężkiej oprócz braci Kliczków? - zapytano Davida Haye. - Jest tylko jeden taki. Tomasz Adamek - odpowiedział mistrz świata wagi ciężkiej wersji WBA
Haye w swojej krótkiej karierze w najwyższej kategorii obraził właściwie wszystkich rywali w niezbyt wysublimowanych słowach. Nikołaj Wałujew był dla niego najbrzydszą istotą ludzką na Ziemi; Godzilla wyglądałaby przy nim jak Pamela Anderson; żałował, że nie wziął do ringu kosiarki, którą ostrzygłby sierść Rosjaninowi. Bracia Kliczko są dla niego siostrami Kliczko, młodszego z nich nazywa Władymirem Dziwką. Najbliższy przeciwnik John Ruiz to śniegowy bałwan, przynajmniej jeśli chodzi o tempo poruszania się i tempo zadawania ciosów. I oczywiście z obu - Ruiza z bałwanem - zostaje po walce tylko mokra plama.

Haye zrobił z obrażania skuteczny sposób promowania siebie i swoich walk - jest bowiem współwłaścicielem firmy Hayemaker Promotions, która organizuje pojedynki "Hayemakera" i czerpie z nich zyski, niezależnie od bokserskiego honorarium.

I nagle w niemieckim magazynie dziennika "Süddeutsche Zeitung" ukazał się w wywiad, w którym Haye mówi: - Jedynym liczącym się pięściarzem w wadze ciężkiej jest Tomasz Adamek. To fantastyczny bokser, zapewniający wielkie walki. Przyszedł - tak jak ja - z kategorii juniorciężkiej, przybrał na wadze i udowodnił klasę w wadze ciężkiej. Wierzę, że zapuka i do mnie.

Wywiad ukazał się w piątek, na dwa tygodnie przed walką londyńczyka w obronie tytułu mistrza świata wersji WBA. 3 kwietnia Haye spotka się w M.E.N. Arena w Manchesterze z Ruizem, licząc na wsparcie 20 tysięcy angielskich kibiców, w tym piłkarzy MU i Chelsea, którzy kilka godzin wcześniej w ligowym hicie spotkają się na stadionie Old Trafford.

Nie wiadomo, kto będzie następnym rywalem Haye, jeśli Brytyjczyk pokona Ruiza, niechcianego przeciwnika narzuconego przez federację WBA. Jednak z wypowiedzi Haye i ze słów osób z otoczenia Adamka (33 lata, 40 zwycięstw, 27 nokautów, 1 porażka) wynika, że jesienią będą walczyć właśnie on i Brytyjczyk - o ile oczywiście Polak pokona 24 kwietnia Chrisa Arreolę.

O Haye jako przeciwniku mówił w niedawnym wywiadzie nowy trener Polaka Ronnie Shields, a po podpisaniu kontraktu z Arreolą wspominała o takiej możliwości również Kathy Duva, szefowa Main Events, firmy promotorskiej zajmującej się karierą Adamka w USA.

Pojedynek Adamek - Haye byłby wyjątkowo atrakcyjny. Wraz z nim wróciłyby dawne czasy walk w wadze ciężkiej, pojedynków naładowanych akcją. - Tacy jak on i ja są eksplozywni. Atakujemy częściej i szybciej. Wielcy wzrostem pięściarze, którzy teraz dominują w boksie, są zbyt wolni. Można zobaczyć każdy nadciągający cios i przygotować się zawczasu do zablokowania go. Pojedynki są nudne. A dla nas walka to bum, bum, bum.

- Wystarczy porównać pojedynki z lat 90. lub wcześniej, z tym, co teraz się dzieje w boksie. W porównaniu z czasami młodych Evandera Holyfielda czy Mike'a Tysona teraz w ringu nic się nie dzieje. Ludzie chcą takich walk jak kiedyś - mówi Adamek przygotowujący się w Houston do starcia z Arreolą. - Takie widowiska zapewniają pięściarze tacy jak ja lub David. Pięściarze z kategorii niższych awansujący do wagi ciężkiej mają szybkie ręce, zadają dużo ciosów i są szybcy w ringu. To się lepiej ogląda. Jak pokonam Arreolę, może spotkam się z Haye w Ameryce. Bo tu jest miejsce, w którym walczę.

Albert Sosnowski: » Będę miał więcej woli walki niż Chambers