Nowy trener, Ronnie Shields, każe Adamkowi pływać

Obrona Tomka musi się zmienić. W wadze ciężkiej nie może stać w miejscu i czekać, aż go trafią - mówi nowy trener Adamka Ronnie Shields
Po Mike'u Tysonie, Evanderze Holyfieldzie i Andrzeju Gołocie, Ronnie Shields ćwiczy z Adamkiem. I każe mu pływać po półtorej godziny w tygodniu.

Najważniejszy pojedynek w życiu - z Chrisem Arreolą - Polak stoczy 24 kwietnia. Jeśli wygra, prawdopodobnie czeka go walka o tytuł mistrza świata ze zwycięzcą walki David Haye - John Ruiz. Tymczasem wieloletni szkoleniowiec Adamka Andrzej Gmitruk sygnalizował kłopoty ze zdrowiem, dlatego Polak przygotowuje się do pojedynku w Houston w gymie Ronniego Shieldsa. Niedługo do Teksasu przyjedzie trener Roger Bloodworth i obaj poprowadzą Adamka do pojedynku z Arreolą.

Radosław Leniarski: Jak pan oceni początek współpracy z Adamkiem?

Ronnie Shields: Tomek pracuje bardzo ciężko, uczy się wszystkiego, co tylko może, aby pokonać Arreolę. Nie zaskoczył mnie. W końcu mam do czynienia z dwukrotnym mistrzem świata w dwóch kategoriach. Łapie wszystko, ale nie chcę, aby było tego za dużo naraz. Ten proces traktujemy długofalowo.

Moje pierwsze wrażenie jest takie, że Tomek dysponuje pięknym prostym, który musi wykorzystywać dużo częściej niż dotychczas. I w lepszy sposób. Po jego walkach, które obejrzałem sobie dokładnie, widzę, że musi też poprawić obronę. Widziałem na żywo pojedynki z Chadem Dawsonem i z Steve'em Cunninghamem, a ostatnio kilka innych - z Gołotą i Jasonem Estradą między innymi.

Dlatego zmieniamy sposób obrony. Niedużo, ale jednak defensywa musi zostać zmieniona.

Co takiego pan zauważył, że doszedł do takiego wniosku?

- Na początku pomyślałem nawet, że Tomek nie ma wcale obrony, walczy, nie zwracając na nią większej uwagi. Nie jest jednak tak źle. Po prostu w wadze ciężkiej nie może otrzymać tylu ciosów, ile zdarzało mu się w niższych kategoriach.

Pracujemy nad balansem głowy [w celu uniknięcia ciosów lub zamortyzowania siły uderzeń przeciwnika]. I żeby za tymi unikami szły uderzenia, czyli kontry. Trening ze mną wygląda tak, że ja zadaję w ringu jak najwięcej uderzeń, a Tomek musi ich unikać, kontrować i uciekać. I znowu to samo. Wychodzi to znakomicie.

To na początek. Nie chcę zbyt wiele naraz od Tomka wymagać. Mamy wiele czasu, więc pracujemy rzetelnie, tak aby mieć pewność, że Tomek przechodzi do następnego elementu, gdy już opanuje poprzedni.

Znaczy, dużo pracujecie na ringu.

- Bardzo dużo.

Lubię, gdy pięściarz bardzo wiele rund tarczuje ze mną w ringu. Nie sądzę, aby wcześniej robił tego aż tyle.

Później pracuje bardzo dużo na ciężkich workach. Oczywiście, on to wszystko robił wcześniej, ale nie aż tyle. Dzień zaczyna o 6 rano od treningu kondycyjnego, który trwa około dwóch godzin. Potem Tomek jedzie do domu zjeść i przespać się, a dopiero potem przychodzi do mnie. W sali jest o 12.30. W sumie w gymie spędza około półtorej godziny na czysto bokserskich ćwiczeniach. Ale ten czas się zwiększy bardzo szybko, gdyż za tydzień zaczynamy sparingi.

Czy treningi zaczyna tak wcześnie, bo w Houston jest zbyt gorąco i wilgotno?

- Nie, absolutnie. Dlatego żeby ze wszystkim spokojnie zdążyć i żeby wypocząć. W Houston jest teraz idealnie, pięknie. Rano jest 8 st C, wieczorem 18 st C, więc czego więcej trzeba? Myślę, że będzie bardzo tęsknił za taką pogodą na następnych obozach.

A co, zmieniacie miejsce na gorętsze po kilku tygodniach?

- Nie, jesteśmy w Houston do ostatniego tygodnia przed walką. Ale po niej mamy następny pojedynek. Nie wiem, czy będzie to David Haye, czy John Ruiz (obaj walczą 3 kwietnia w Manchesterze o tytuł mistrza świata wagi ciężkiej wersji WBA, zwycięzca spotka się prawdopodobnie ze zwycięzca pojedynku Adamek - Arreola), ale wtedy w Houston będzie gorąco i wilgotno.

Tak więc Tomek zaczyna od biegu, różnorodnego treningu na siłowni - robi swoje treningi na gumach, na stepperze, robi siłowe ćwiczenia takie jak pompki, podciąganie - i od pływania.

Pływania w basenie?

- No, tak. Pływanie jest bardzo dobre dla człowieka, więc dlaczego nie. Bokser dzięki pływaniu zdobywa wytrzymałość, koordynację, swobodę ruchów. Jest rozluźniony. Każdy, kto ze mną pracował, pływał: Mike Tyson pływał, Evander Holyfield też. Pływanie jest dobrym ćwiczeniem. Nie chodzi o to, aby zrobić z boksera Michaela Phelpsa. Tomek pływa tylko dwa, trzy razy w tygodniu po około 30 minut. Jest bardzo dobrym pływakiem.

Ćwiczył pan plejadę bokserskich gwiazd. Jak Tomek wypada w porównaniach?

- Porównania są bez sensu. Każdy ma inny styl. Ale jest rzeczywiście coś, co ich łączy. Tyson był strasznie ciężko pracującym pięściarzem, Gołota też ciężko pracował. W tym sensie wszyscy są podobni, bo nie można dojść do ich poziomu, nie będąc absolutnym świrem na punkcie treningów.

A co ich różni? Może poczucie humoru? Tomek jest zabawnym gościem, uwielbia odpowiadać dowcipnie. Mówi bardzo dobrym angielskim, łapie wszystko. Na pierwszym treningu poprosiłem go, żebyśmy na początek w ringu zrobili kilka rund na tarczach. - Ronnie, ale wiesz, ja już nie jestem w kategorii półciężkiej... zapytał mnie. - Jasne, wiem. - Aaa, i mogę zadawać dużo ciosów? - zapytał i bardzo się z tego uśmiałem. - Bo wiesz, muszę ich dużo zadawać, aby pokonać Chrisa - powiedział.

Pracował pan z dużymi pięściarzami, jak Andrzej Gołota, i z małymi, jak Mike Tyson, Evander Holyfield czy David Tua. Ma pan porównanie. Czy Tomasz Adamek może stanąć do walki z wielkim pięściarzem wagi ciężkiej?

- Tomek nie jest wielki, ale jest szybki i zadaje mnóstwo ciosów. Ale nawet to nie jest tak ważne, jak jego precyzja. Właśnie precyzją kończy walki przed czasem. Nie widzę w tej chwili pięściarza w wadze ciężkiej, który ma porównywalną szybkość. Szybkość jest w boksie siłą. Jestem pewien, że Tomek będzie nokautował właśnie dzięki swojej szybkości.

Ktoś mnie już pytał, czy Tomek wytrzyma presję walki wagi ciężkiej w Kalifornii. Ale i Arreola będzie pod dużym ciśnieniem. Tomek ją doskonale wytrzyma. A z czasem będzie lepiej. Każda następna chwila walki jest dla boksera korzystna.

OK, można powiedzieć, że Gołota i Tyson byli w stanie położyć przeciwnika jednym ciosem, Adamek potrzebuje czterech. To jedyna różnica. To będzie dopiero trzecia walka w wadze ciężkiej Tomka i razem z doświadczeniem uzmysłowi sobie, że w walce nie chodzi o nokaut, ale o użycie swojej szybkości do pokonania większych od siebie i o uniknięciu dzięki niej ciosu.

Zasadniczo styl Adamka jest bardzo europejski. Da sobie radę z każdym, kto walczy podobnie. Moim zadaniem jest dostosować ten styl do kolejnego przeciwnika. Nie zmieniać go całkowicie, tylko usprawnić. Dodaję do jego stylu wartość dodatkową. Dodaję ruchy głową, kontry i pracę nóg. W efekcie każdy łatwo rozpozna w tym pięściarzu Adamka, ale ten Adamek będzie zadawał dużo więcej ciosów prostych, dużo kontr, będzie unikał uderzeń przeciwnika dzięki ruchom głowy i będzie jeszcze lepiej ruszał się po ringu.

Wie pan, że gdy po raz pierwszy Adamek zmienił trenera, to przegrał z Chadem Dawsonem, a jak drugi raz, to odniósł pyrrusowe zwycięstwo nad Paulem Briggsem w niepotrzebnie krwawej walce, ze złamanym podczas sparingu nosem. Zmiana trenera to ryzyko, nie sądzi pan?

- Patrz na pojedynki i przeciwników. Za każdym razem, kiedy zmienił trenera, miał bić się w kimś bardzo dobrym, z jeszcze wyższej półki. Chad Dawson jest jednym z najlepszych pięściarzy bez względu na kategorię. Briggs był też bardzo trudnym przeciwnikiem - walczyli o tytuł mistrza świata. Teraz, gdy znów nie ma przy nim Gmitruka, ma znów walczyć z kimś z najwyższej półki. Jeszcze nigdy Tomek nie bił się z tak doświadczonym pięściarzem jak Chris Arreola. On ma 130 walk w amatorstwie i prawie 30 zawodowych. Pokonać go nie będzie łatwiejszym zadaniem niż wszystkie do tej pory, tylko trudniejsze. Więc i trenerzy przygotowujący do coraz trudniejszych zadań sami mają coraz trudniejsze.

Ale jestem pewien, że ją wygra, bo ma wolę zwycięstwa i chce go bardzo.

Super duet się rozpadł Adamek i Gmitruk »