Boks. Adamek wciąż przegrywa z Witalijem Kliczką

Wspaniała walka zakończyła się wstydem dla boksu. Sędziowie dali Tomaszowi Adamkowi zwycięstwo nad Steve'em Cunninghamem, co spotkało się z oburzeniem, gwizdami i oskarżeniami o oszustwo. Czy słabsza forma Adamka wynika z "efektu Kliczków"? - zastanawia się Radosław Leniarski, dziennikarz "Gazety" i Sport.pl.
- Złe decyzje niszczą boks - skomentował na Twitterze wygraną Polaka były mistrz świata wagi ciężkiej Lennox Lewis. O tym, że Cunningham został przez sędziów oszukany, piszą w mediach społecznościowych inni pięściarze - w tym Zab Judah, pięciokrotny mistrz świata. Korespondent bokserski NBC i "Sports Illustrated" Chris Mannix stwierdził, że przy ringu nie było nikogo, kto dawałby zwycięstwo Adamkowi - z wyjątkiem dwóch sędziów. Według Dana Rafaela z ESPN, najbardziej szanowanego amerykańskiego specjalisty, telewizja NBC po werdykcie postanowiła uciąć transmisję bez tradycyjnych wywiadów z ringu. "Drodzy beznadziejni sędziowie, znaleźliście sposób na zrujnowanie powrotu boksu na antenę NBC po latach przerwy. Mam nadzieję, że będziecie mieli okropne święta!" - napisał Rafael. Sędziowie zostali dobrani tak, aby zachować równowagę: jedna była z New Jersey, drugi z Pensylwanii (dali zwycięstwo Adamkowi), trzeci z Ohio (zwycięstwo Cunninghama).

W hali Sands Casino w Betlehem w Pensylwanii - teren neutralny, oddalony równo od Filadelfii, rodzinnego miasta Cunninghama, i od Newark, gdzie mieszka Adamek - gwizdano na potęgę, mimo że statystyki walki zebrane przez fachowców z Compubox nie wskazują na wielką przewagę Amerykanina. Rywale zadali w sumie niemal tyle samo ciosów przy znacznie lepszej skuteczności Cunninghama. Amerykanin miał przewagę w ciosach prostych, Adamek w tzw. power punches, czyli mocnych uderzeniach.

Obserwatorów oburzyła porażka Amerykanina przede wszystkim z powodu wyraźnie widocznej przewagi w taktyce i szybkości, dzięki której wydawało im się, że Cunningham w pełni kontrolował wydarzenia w ringu. Wiedział od pierwszego gongu, co chce zrobić w ringu, i przeprowadzał plan z żelazną, godną podziwu konsekwencją. W inteligentny sposób zamienił swój największy mankament - zaledwie 92 kg wagi - w atut ruchliwości. Perfekcyjnie wykorzystywał niebywałą, niemal 20-centymetrową przewagę w zasięgu ramion - zadał o ponad 100 więcej ciosów prostych, trzymając dzięki temu Polaka daleko od siebie.

Również trener Adamka Roger Bloodworth nie spisał się tak dobrze jak po drugiej stronie Nazeem Richardson. Obóz Polaka podszedł do pojedynku jak do kolejnej ciężkiej roboty, którą trzeba wykonać. Amerykanina - jako do wielkiej, niepowtarzalnej szansy wydobycia się z szarego tła dzięki transmisji przez telewizję NBC. To dlatego po ogłoszeniu wyniku walki - z przygodami, bo słynny spiker Michael Buffer musiał się poprawiać wskutek pomyłki w dodawaniu u jednego z sędziów - Cunningham płakał, a potem powiedział, że łzy w takich okolicznościach są czymś normalnym.

Na jego tle Adamek wyglądał na bezradnego, ociężałego, zmęczonego pięściarza. Polak stoczył w tym roku już czwarty pojedynek w wadze ciężkiej, w sumie bił się w 39 rundach. Od czasu porażki z Witalijem Kliczką w zeszłym roku Adamek w żadnym pojedynku nie wyglądał na numer 3 wagi ciężkiej. Po bardzo trudnej, ale zdecydowanie zwycięskiej walce z Nagym Aquilerą, z olbrzymimi problemami wygrał z Eddie'em Chambersem, choć ten wszedł do ringu po półtorarocznej przerwie i przez 11 rund bił się niemal wyłącznie prawą ręką, bo w lewej naderwał mięsień. Z Travisem Walkerem, żadnym tam orłem ani sokołem, Polak miał poważne kłopoty i leżał na deskach.

No i na koniec przyszła walka z o 10 kilogramów lżejszym żółtodziobem w wadze ciężkiej Cunninghamem (była to dopiero jego druga walka w tej kategorii).

Być może cztery pojedynki na wysokim poziomie to zbyt dużo i Adamek może czuć się wypalony czy też - jak mawiają fachowcy - wyboksowany.

Być może jednak jego wymęczenie bierze się z "efektu Kliczków". Kilku bardzo ambitnych zawodników po zderzeniu się z największymi atletami boksu, przeżywało długi kryzys formy połączony ze zniechęceniem lub w ogóle rezygnowało ze sportu. Witalij wyrzucił z ringu na zawsze Lennoksa Lewisa i Shannona Briggsa, Władimir wpędził w depresję Rusłana Czagajewa, Eddiego Chambersa, Lamona Brewstera i Samuela Petera.

Ambitnym pięściarzom trudno przejść do porządku, i do kolejnych walk po gwałtownym, drastycznym odarciu z marzeń o zdobyciu najważniejszego tytułu w boksie, po bardzo bolesnym uświadomieniu własnych ograniczeń, jak to się dzieje w starciach z Kliczkami. W normalnym życiu człowiek udaje się na terapię, roczne wakacje, zmienia otoczenie, itd. A w boksie za trzy miesiące trzeba znów wejść do ringu i zmierzyć się ze 100-kilowym facetem, który myśli tylko o tym, by cię zniszczyć.



Więcej o: