Boks. Adamek: Celem Kliczko. Mogę wygrać z każdym

- Plan jest taki, żeby w 2013 roku dostać walkę z Władimirem Kliczką. Mam już 36 lat, ale po obozach i treningach widzę, że staję się coraz lepszym pięściarzem - mówi Tomasz Adamek, który w sobotę w Bethlehem zmierzy się ze Steve'em Cunninghamem. Walka zacznie się w sobotę ok. godz. 23 czasu polskiego. Transmisja gali od godz. 20 w Orange Sport. Relacja na żywo w Sport.pl.
Łukasz Jachimiak: W sobotę w Bethlehem w Pensylwanii zmierzy się pan ze Steve'em Cunninghamem. Jest pan gotowy do odparcia ataku rywala, który będzie chciał się zrewanżować za porażkę sprzed czterech lat w walce o tytuł mistrza świata federacji IBF w kategorii juniorciężkiej?

Tomasz Adamek: Gotowy byłem już tydzień przed walką, bo zawsze siedem dni przed pojedynkiem kończę sparingi. Później jestem w gymie tylko raz dziennie, głównie w porze walki, a więc w tym przypadku o godzinie piątej po południu. Wtedy robi się krótkie, 40-minutowe treningi, to taki ostatni szlif, trzymanie szybkości i kumulowanie energii. Zasuwać trzeba wcześniej. Obóz trwał siedem tygodni, zrobiłem wszystko, co powinienem.

To wystarczy, żeby pokonać Cunninghama w sposób bardziej wyraźny niż cztery lata temu, kiedy wygrał pan niejednogłośnie?

- Na pewno tamtej walki nie ma co za mocno analizować, bo i on jest już innym pięściarzem niż wtedy, i ja walczę teraz zupełnie inaczej. Zobaczymy, co on pokaże, ja na pewno mocniej zadaję ciosy, więc mimo że on wyjdzie z wiarą w pokonanie mnie, bo serce do walki ma wielkie, to będzie mu ciężko. Po to pracowałem, żeby go pokonać w dobrym stylu. Na tym mi zależy, bo wiem, że walcząc widowiskowo, daję kibicom to, na co liczą i że będą mnie oglądać w kolejnych walkach.

Dla Cunninghama walka z panem będzie dopiero drugą potyczką w wadze ciężkiej. Również z racji dużo większego doświadczenia w królewskiej kategorii jest pan faworytem.

- Przez te cztery lata czasu nie marnowałem, ciągle trenuję bardzo ciężko, jestem zdrowy, w każdej walce daję z siebie wszystko, a potknąłem się tylko raz. Myślę, że Cunningham nie stanie naprzeciwko mnie z zamiarem bicia się, pójścia na wymianę ciosów. To jest waga ciężka, tu każde uderzenie waży dużo więcej niż w juniorciężkiej.

Spodziewa się pan, że w ringu rywal będzie się odnosił do pana z takim samym szacunkiem jak poza nim?

- Na pewno nie. Prawda jest taka, że ja ze swoimi przeciwnikami dobrze się dogaduję, z każdym zawsze podałem sobie rękę i nigdy przed moimi walkami nie mówiło się o jakiejś nienawiści. Steve'a bardzo szanuję za to, że ma fajną rodzinę, żonę, dzieci, że jest dobrym ojcem, wiem, że on mnie też szanuje, kiedy się spotykamy, lubimy zamienić kilka słów. Ale jak w sobotę usłyszę pierwszy gong, to o tym szacunku zapomnę. I on na pewno też. Wtedy każdy z nas pójdzie na wojnę, każdy będzie chciał wygrać, zarobić pieniądze i piąć się w górę.

Dwa dni po walce Wigilia - dla pana to nadal wyjątkowy dzień, czy woli pan już Święto Dziękczynienia, które niedawno uroczyście obchodził pan z rodziną?

- Mieszkamy w USA już ponad cztery lata, dlatego wypada uczcić miejscowe święto, ale oczywiście czekamy na wigilijny stół, na Boże Narodzenie, bo to jest dla nas największe święto obok Zmartwychwstania Pańskiego. Święto Dziękczynienia uczciliśmy, żeby miejscowi wiedzieli, że czujemy się dobrze tam, gdzie mieszkamy.

Na święta przylecicie do Polski?

- Będę w Polsce przez kilka dni prawdopodobnie zaraz po Nowym Roku. Święta spędzimy w USA, bo nie ma sensu męczyć rodziny daleką podróżą, zmianą czasu. Sam też muszę na to uważać. Człowiek jest coraz starszy, to wszystko nie jest już takie proste jak kiedyś.

Niedawno obchodził pan 36. urodziny, przy tej okazji pewnie życzono panu walki z Władimirem Kliczką o pas mistrza świata. W święta i w Nowy Rok właśnie takich życzeń chce pan dostać jak najwięcej?

- Plan jest taki, żeby dostać tę walkę w przyszłym roku, ale zobaczymy, co Pan Bóg da. Na razie najważniejsze, żeby wygrać z Cunninghamem i później z kolejnym rywalem, być zdrowym oraz ciężko trenować. Wtedy ta walka przyjdzie. Mam już 36 lat, ale czuję, że dalej się rozwijam. Po obozach i treningach widzę, że coraz lepiej utrwalam sobie wiedzę, jaką przekazuje mi trener i staję się coraz lepszym pięściarzem.

Jest pan na tyle dobry, by w ewentualnej walce z młodszym z Kliczków obnażyć jego braki, a nie dać się obijać jak niedawno Mariusz Wach?

- O słabych stronach Kliczki nie chcę opowiadać, choć takie na pewno da się znaleźć, bo nie ma idealnych bokserów, tak samo jak na tym świecie nie było, nie ma i nie będzie idealnych ludzi. Każdy ma jakieś wady, ale rzecz nie w tym, żeby ich szukać, tylko w tym, żeby skoncentrować się na sobie. Ja wychodzę do ringu, żeby walczyć najlepiej, jak umiem, i kiedy jestem w dobrej dyspozycji, to mogę wygrać z każdym. Jeśli dostanę walkę z Kliczką, to właśnie tego będę się trzymał. Ale na razie liczy się tylko to, co wydarzy się 22 grudnia. Muszę wyjść do Cunninghama i pokonać go w dobrym stylu. Dla mnie to świetna okazja, żeby się wypromować na rynku amerykańskim, bo nasz pojedynek pokaże ogólnodostępna telewizja NBC. Muszę dać widowisko, żeby ludzie w Ameryce zobaczyli, na ile stać Polaka.

Podobno tego Polaka wiosną możemy zobaczyć w akcji w naszym kraju. W styczniu przyjedzie pan do Polski, żeby uzgodnić szczegóły walki z Kubratem Pulewem?

- Na razie jest walka z Cunninghamem. To jest plan na teraz. A co będzie później - zobaczymy.

Jeśli wygra pan z Cunninghamem i później z Pulewem, to przed starciem z Kliczką pewnie będzie pan pytany o doping. Dotarły do pana informacje, że Wach w starciu z Władimirem najprawdopodobniej nie był czysty?

- Słyszałem o tym, ale wiem o sprawie pewnie tyle samo, co pan albo nawet mniej. Na pewno to nie jest wiadomość promująca polski boks, ale jak było naprawdę, trzeba pytać Mariusza i ludzi z jego obozu.

Obóz Wacha twierdzi, że Kliczkowie już przed walką robili wszystko, by zdenerwować i zdekoncentrować Polaka. Pan przed pojedynkiem z Witalijem czuł się w jakiś sposób przez nich prowokowany?

- Absolutnie nie. Bracia Kliczko to świetni pięściarze i biznesmeni. Wiedzą, co robić, by być na szczycie, ciężko trenują, dobrze walczą i pewnie wygrywają. Swojej szansy nie wykorzystałem, bo zwyczajnie dałem plamę. Nie byłem sobą, brakowało mi szybkości. Przegrałem, bo to nie był mój dzień. Temat zamknięty. Teraz tylko zostaje mi wierzyć, że Pan Bóg da mi wejść na samą górę jeszcze raz i że drugą szansę wykorzystam.

Więcej o: