Boks. Cele Tomasza Adamka: zatrzymać pociąg, rozbić bank

Polak bije się w sobotę z Travisem Walkerem. To kolejna walka, która ma go zbliżyć do drugiego pojedynku o pas mistrza świata i do dużych pieniędzy. Relacja na żywo na Sport.pl od godziny 23
W Polsce walkę organizowaną w hali Prudential Center w Newark będzie można obejrzeć za 40 zł w systemie pay-per-view na platformie n, w kilku sieciach kablowych oraz w Multikinach. Gala rozpocznie się o 21, a Adamek z Walkerem wejdą do ringu ok. 23, bo promotorzy w USA specjalnie zadbali o polskiego widza.

- Tomek zarabia głównie na pay-per-view, więc chcieliśmy, żeby jego walka w Polsce nie była znów o 4-5 rano, ale o atrakcyjnej porze - mówił Ziggy Rozalski, jeden z promotorów i przyjaciel pięściarza. W USA gala odbędzie się w nietypowym czasie, bo w środku dnia, ale Adamek liczy, że jego fani i tak nie zawiodą.

Najważniejsze platformy cyfrowe - Polsat i Cyfra+ - nie zdecydowały się na udział w pay-per-view. Być może dlatego, że klasa rywala na kolana nie powala. Początkowo Polak miał walczyć z Jamesem Toneyem, pięściarzem, który kiedyś potrafił położyć na deski Evandera Holyfielda, ale skończyło się na 33-letnim Travisie Walkerze (39 zwycięstw, 7 porażek, 1 remis, 28 KO), który nie ma za sobą specjalnie imponującej historii. W wadze ciężkiej walczy co prawda od lat, ale nigdy nie doboksował do walk mistrzowskich. Odbijał się od Chrisa Arreoli (2008 r), Johnathona Banksa, Rusłana Czagajewa (2010), a ostatnio od Bułgara Kubrata Pulewa (2011). W marcu błysnął w dalekiej Tasmanii, nokautując 42-letniego Kali Meehana w walce o egzotyczny pas IBF Pan Pacific.

Amerykanin ma 194 cm i zasięg ramion 208 cm, co sprawia, że wygląda jak czołg, a właściwie jak pociąg, bo Travis lubi swoją ksywę "Pociąg Towarowy". Sęk w tym, że po szynach nie porusza się z wielką szybkością. - Sparowałem z nim kilka razy. Jest wolny, dla Tomka to łatwy przeciwnik, może nawet zbyt łatwy - mówił pięściarz Artur Szpilka.

Bukmacherzy po obu stronach oceanu nie dają Walkerowi szans. Za jednego dolara postawionego na Polaka wypłacą ledwie 10 centów, za triumf Amerykanina - 6 dolarów.

Emocje jednak będą, bo Adamek (46-2-0, 28 KO), nawet dużo od Walkera szybszy i zwinniejszy po solidnej porcji harówki z trenerem Rogerem Bloodworthem, wciąż będzie od rywala mniejszy i lżejszy (ok. 102 kg), a więc istnieje ryzyko, że jakiś ciężki cios przeciwnika go dosięgnie i powali. Nie licząc wrześniowego ciężkiego lania od Witalija Kliczki w walce o pas WBC, Adamek wygrywał z większymi od siebie przeciwnikami, choć zawsze na punkty i zazwyczaj po dość wyrównanych walkach.

Polak długo lizał rany po klęsce z Kliczką, ale powoli się podnosi. W marcu wygrał na Brooklynie z Nagym Aguilerą, a w czerwcu pokonał Eddiego Chambersa, choć akurat to drugie zwycięstwo na punkty zostało dość niejednoznacznie przyjęte. Chambers boksował z kontuzją ręki, a Adamek - zdaniem niektórych ekspertów - nie zwyciężył przekonująco.

Wygrana z Walkerem, najlepiej efektowna i niepodlegająca dyskusji, jest mu więc bardzo potrzebna. Także dlatego, że znów przesunie się w górę w rankingu pretendentów. Cel 35-letniego Adamka i jego teamu jest jasny - chcą w przyszłym roku znów doboksować do jeszcze jednej walki o mistrzostwo świata i wielkiej, liczonej w milionach dolarów, wypłaty. - Być może z Władymirem Kliczko, a może z Mariuszem Wachem, o ile ten w listopadzie pokona Władymira - zastanawiał się Rozalski.

Detronizacja Kliczków byłaby rzeczywiście najlepszym, co w tej sytuacji mogłoby przytrafić się Adamkowi. W to, że podejmie walkę z którymś z ukraińskich wielkoludów po wrześniowej traumie z Wrocławia, uwierzyć ciężko. Ale z innym rywalem? To byłaby zupełnie inna historia. Pytanie tylko, kto wykona najtrudniejszą część tego misternego planu, czyli pokona Kliczków.

- Na razie to są bajki, trzeba wygrać z Walkerem - mówi Adamek.