Boks. Aguilera dla Adamka jak maść na blizny

Po ponad pół roku od lania z rąk Witalija Kliczki, Tomasz Adamek wraca na ring. Rywal - Nagy Aguilera - nie powinien sprawić Polakowi kłopotu. Chodzi więc nie o zwycięstwo, ale o efektowne zwycięstwo. I nie o pieniądze za występ, ale o wielkie pieniądze - w przyszłości. Walka odbędzie się w nocy z soboty na niedzielę.
Dziesięciorundowe starcie z pięściarzem z Dominikany jest dla Adamka czymś w rodzaju maści na blizny po porażce we Wrocławiu we wrześniu ubiegłego roku. W boksie zwykle po dotkliwej przegranej zawodnicy odbudowują kariery w starciach ze słabszymi rywalami - słabszymi przynajmniej patrząc na bilans zwycięstw i porażek, bo czasem można się oszukać.

Adamek nie jest tu wyjątkiem, a także nie jest ewenementem z powodu długich wakacji z dala od ringu po laniu. Ba, należy do tych pokonanych przez Kliczkę zawodników, którzy lizali rany raczej krócej niż dłużej. Bo kto się spotka z Kliczkami, Witalijem lub Władymirem, odpoczywa najczęściej miesiącami. A niejednokrotnie w ogóle nie wraca na ring, jak Sułtan Ibragimow, Shannon Briggs, David Haye, Odlanier Solis - licząc tylko tych, którzy zetknęli się z ukraińskimi braćmi od czasu powrotu Witalija w 2008 r. po wyleczeniu kontuzji (każdy z czwórki może jeszcze wrócić, bo ich wiek nie jest podeszły jak na nowoczesny boks, zwłaszcza Haye szykuje się na Witalija, a Solis chciałby walczyć po wyleczeniu kontuzji kolana).

Dla Adamka pojedynek z Kliczką był Everestem kariery i na horyzoncie podobnego szczytu nie widać. Dziś w boksie wyżej niż na Kliczkę wdrapać się nie da, za to upadek z takiej wysokości jest bardzo bolesny. Zwłaszcza po technicznym nokaucie w 10. rundzie przed 40 tysiącami widzów na polskim stadionie, zwłaszcza po walce, w której przegrało się każdą rundę, zwłaszcza po takiej, w której postawę Polaka kibice i komentatorzy uznali za rozczarowanie, a złośliwsi twierdzili, że lepiej sprawił się z Witalijem Albert Sosnowski.

- Zawiodłem, miałem wygrać, a przegrałem, chciałem być wielkim mistrzem wagi ciężkiej, nie udało się - mówił rozbity Adamek i wyglądał rzeczywiście na załamanego, a właściwie wyglądał na takiego pięściarza, który uświadomił sobie własne pięściarskie ograniczenia. Przez 40 minut w ringu zorientował się, że z Kliczkami nie ma szans - są więksi, silniejsi, sprawniejsi, lepsi technicznie, nie ustępują szybkością, mają o niebo większe doświadczenie w wadze ciężkiej, a do tego Witalij dysponuje odpornością na ciosy bloku granitu, czego zresztą Adamek nie był w stanie przetestować.

Ale są jeszcze inni pięściarze, z którymi pojedynek pozwoli zarobić porządne pieniądze, a o to przecież Adamkowi chodzi. Mówi się o pojedynku z Dereckiem Chisorą, skandalistą ringu - na razie jego licencja po burdach jakie wywołał w Monachium przed, w czasie, i po pojedynku z Witalijem Kliczką, została zawieszona do odwołania. Mówi się o rewanżu z Chrisem Arreolą, który od porażki z Polakiem jest na fali wznoszącej, są w grze Rosjanie Aleksander Powietkin i Aleksander Dimitrenko, jest Fin Robert Helenius i jest Brytyjczyk Tyson Fury. Wszyscy w zasięgu Polaka.

Adamek musi jednak pokazać, że nie jest "overrated", "overestimated", czyli przereklamowany i przeceniany - jak pisali amerykańscy komentatorzy. Potrzebuje efektownego zwycięstwa, a najlepiej kilku.

Trochę w jego karierze się zmieniło. Na przykład Adamek nie będzie wchodził między liny przy "Nie zapomnij, skąd tutaj przybyłeś" Funky Polaka. Polonijny raper napisał kolejny ringowy hymn dla pięściarza - "Jestem jak strzała". Akurat trudno powiedzieć, który utwór lepszy, rzecz gustu Adamka. Na pewno ważniejsze od pieśni jest to, że nie udało się zerwać kontraktu z Main Events, choć ekipa Adamka bardzo tego chciała po 13 wspólnie zorganizowanych pojedynkach. Kathy Duva i jej kobieca paczka (oprócz szefowej pracuje tam jeszcze kilka kobiet) zmusiły Adamka i jego doradcę Ziggiego Rozalskiego do kolejnych dwóch walk pod egidą firmy, co oznacza, że trzeba się dzielić pieniędzmi. Argumentem za utrzymaniem współpracy był kontrakt bardzo energicznej pani, bodaj jedynej w tym fachu, z telewizją kablową NBC Sports Network (wcześniej Versus). Pięściarze będą walczyć w Aviator Sports Center na nowojorskim Brooklynie w sali o pojemności około 1 tys. miejsc. Ostatnio Adamek bił się w podobnych warunkach jakieś 10 lat temu w Polsce. Trudno o porównania ze Stadionem Miejskim we Wrocławiu.

- Ja się czymś takim nie przejmuję. Ring jest taki sam wszędzie, i tak samo jak wszędzie, stajesz twarzą w twarz z przeciwnikiem - mówi Adamek.

I jeszcze jedno - pięściarz wciąż pracuje z mocno krytykowanym w Polsce trenerem Rogerem Bloodworthem. Adamek twierdzi, że współpraca układa się idealnie.

Następny pojedynek Polaka - znów dla NBC Sports Network - odbędzie się 16 czerwca.

Również w sobotę, 130 km na południe, w Resort Hotel and Casino w Atlantic City, w "polskiej" gali wystąpią w wadze ciężkiej Mariusz Wach z dwumetrowym jak on sam Tye Fieldsem, Artur Szpilka z Terencem J. Marbrą, w średniej Patryk Majewski, w superpiórkowej - Kamil Łaszczyk.

Galę z udziałem Adamka - pojedynkiem wieczoru będzie starcie Zaba Judaha z Vernonem Parisem w katorii junior półśredniej - pokaże Polsat i Polsat Sport od 4 rano w nocy z sobotę na niedzielę. Walki Wacha, Szpilki, Majewskiego i Łaszczyka do zobaczenia tylko w Polsacie Sport w sobotę od 21.

Nie będę opuszczał gardy - Adamek przez walką z Aguilerą »