Boks. Kto poprowadzi Adamek - Kliczko? "Eliminacje" jeszcze trwają?

Wbrew wcześniejszym informacjom strona Tomasza Adamka (44-1, 28 KO), firma promocyjna Main Events, jeszcze nie zaakceptowała sędziego głownego walki Polaka z mistrzem świata WBC, Witaijem Kliczką (42-2, 39 KO), 10 września we Wrocławiu. - Włoch Massimo Barrovecchio jest jednym z kandydatów, ale tylko kandydatem do prowadzenia w ringu walki Tomka - mówi Jolene Mizzone, wiceprezydent Main Events ds. operacyjnych.
- Kadydatów jest kilku. W tej chwili jesteśmy na etapie ich eliminacji, ma być to sędzia, który odpowiada zarówno nam jak i K2 Promotions. Zakończenie tego procesu potrwa jeszcze trochę, ale żadne z nazwisk nie jest jeszcze przesądzone - dodaje Włoch.

Tylko dla nie znających się zbyt dobrze na boksie, nazwisko "tego trzeciego" w ringu, jak również sędziów punktowych jest sprawą drugorzędną. Przykładów, że jest odwrotnie, nie brakuje. Przypomnijmy, że Włoch Barrovecchio prowadził walkę Witalija z Samuelem Peterem, jak również niedawny pojedynek Alberta Sosnowskiego z Aleksandrem Dimitrenką. Wybór sędziego tylko dla laika pięściarskiego jest sprawa drugorzędna. Sposób prowadzenia walki przez sędziego ringowego, to na co pozwala, a na co nie, jak reaguje na zachowanie pięściarzy podczas walki, to jedna z kluczowych rzeczy na jaką narzekają - albo chwalą - bokserzy po zakończeniu walki. Chyba jednym z najbardziej drastycznych przykładów fatalnego sędziowania, które całkowicie wypaczyło przebieg pojedynku była postawa angielskiego ringowego Iana Johna-Lewisa w walce Krzysztofa Włodarczyka z Giacobbe Fragomenim. W walce w której sędziowanie okrzyczano - nie tylko w polskiej prasie - jako skandal, Ian-Lewis nie tylko "nie zauważył" w 9. rundzie ewidentnego nokdaunu i nie wyliczył zgodnie z przepisami Włocha, ale dał mu jeszcze szanse na ponad półminutowy odpoczynek, praktycznie odbierając Polakowi tytuł.

Równie ważna, choć już nie mająca wpływu na to co dzieje się na ringu, będzie decycja związana z obsadą sędziów punktowych walki Adamek - Kliczko. O tym, że sędziowie mogą widzieć czasami zupełnie inną walkę niż wszyscy pozostali obserwatorzy pojedynku, przekonaliśmy podczas niedawnej walki Paula Williamsa z Erislandym Larą. Kubańczyk dominował w każdym elemencie pięściarskiego kunsztu, większość obserwatorów dawała mu miażdżące zwycięstwo, ale sędziowie i tak widzeli zwycięstwo Williamsa. Skończyło się to dla nich prawie bezprecensowym zawieszeniem w prawach sędziów przez Sportową Komisję Stanową New Jersey.

Takiego szczęścia nie miały inne kontrowersyjne werdykty jak choćby słynna walka Julio Cesara Chaveza z Pernellem Whitakerem, kiedy pomimo dominacji "Sweet Pea" (według HBO Whitaker wygrał 9 z 12 rund), walka zakończyła się remisem. Podobnie było w niesławnej, pierwszej walce Evandera Holyfielda z Lennoxem Lewisem, kiedy sędzina Eugenia Williams przyznała piątą rundę Holyfieldowi, pomimo faktu, że była to najlepsza runda w wykonaniu Brytyjczyka, runda, w której był bliski znokautowania Holyfielda. Pod ogniem krytyki sędzina Williams powiedziała, że "dobrze nie widziała tej rundy, bo ringowy jej zasłaniał", choć przekaz HBO udowodnił, że tak nie było. W odróżnieniu od sędziujących walkę Williams - Lara, kary nie było - pani Williams nadal punktowała walki, zostając niedawno wprowadzona do "Bokserskiej Galerii Sław" stanu New Jersey...