Sport.pl

Ula Radwańska dla Sport.pl: Poczułam wielką ulgę

Wracająca do gry po ciężkiej kontuzji kręgosłupa Urszula Radwańska pokonała w I rundzie US Open 6:3, 6:3 Rosjankę Annę Czakwetadze. To dopiero drugi wygrany przez Polkę mecz singlowy od stycznia. - Nie mogłam się już do czekać, teraz poczułam wielką ulgę, za tenisem strasznie się stęskniłam - opowiada Sport.pl Urszula Radwańska.
Urszula nie grała w tenisa od połowy stycznia, czyli prawie osiem miesięcy. Zimą podczas Australian Open okazało się, że ma rysę na jednym z kręgów w lędźwiowym odcinku kręgosłupa. Rysa przy nacisku powodowała ból i po konsultacjach z lekarzami, uznano, że konieczna jest operacja. Zabieg odbył się w marcu w klinice w Beverly Hills. W czerwcu lekarze orzekli, że Urszula może wznowić treningi z rakietą, a w sierpniu w San Diego zagrała pierwszy singlowy mecz - przegrała 2:6, 1:6 z Ajlą Tomljanović. Później udało jej się wygrać jeden mecz w deblu, a nieco ponad tydzień temu w Montrealu odniosła pierwsze zwycięstwo singlowe, pokonując w kwalifikacjach Australijkę Alicię Molik.

W poniedziałek Urszula bez większych problemów ograła w Nowym Jorku Czakwetadze, która myliła się na potęgę, a Polka doskonale umiała to wykorzystać.

Jakub Ciastoń: To chyba wymarzony powrót po tej kontuzji?

Urszula Radwańska: - Poczułam wielką ulgę. Ostatnie dni były dla mnie trudne, całe to oczekiwanie, źle to znosiłam. Nie mogłam się już do czekać. Po powrocie wygrałam tylko jeden mecz z Molik w eliminacjach w Montrealu. Ale dopiero teraz nastąpiło chyba takie prawdziwe przełamanie, bo to przecież Wielki Szlem. Trenowałam dużo i ciężko, żeby te stracone pół roku nadrobić. Cieszę się, że wygrałam.

Podobno jeszcze w piątek plecy panią bolały.

- Tak, ale zrobiliśmy prześwietlenie i okazało się, że wszystko jest w porządku. Lekarz powiedział, że czasami będzie mnie jeszcze trochę bolało, bo przecież to był dość poważny zabieg. Tam ciągle w środku są blizny po tej operacji i one mnie bolą, a nie sam kręgosłup. Tak bardzo chciałam wrócić do formy, że trenowałam może trochę za dużo, przesadziłam. Ale przed meczem już wszystko było w porządku.

Czakwetadze to były numer pięć na świecie, ale trzeba uczciwie powiedzieć, że trochę pani pomogła wygrać.

- Rzeczywiście myliła się tego dnia sporo, więc po prostu starałam się grać dokładnie, regularnie, a ona w końcu pudłowała. Nie wiedziałam w jakiej ona jest formie, nie wiedziałam czego się spodziewać. Ona rok temu miała poważny uraz stopy, nie wróciła jeszcze do pełni formy.

W trakcie meczu wywróciła się pani na betonie, nic się nie stało?

- Zaliczyłem porządną " glebę", ale kręgosłup przetrwał, nic się nie stało (śmiech).

W kolejnej rundzie zmierzy się pani z Jarosławą Szwedową lub Lourdes Domingez Lino [nie było jeszcze wiadomo, że będzie to Lino].

- Z żadną z nich nie grałam. Pewnie będzie to Szwedowa, gra mocny, agresywny tenis, Agnieszka przegrała z nią w Paryżu. Ale na razie nie myślę w ogóle o II rundzie, cieszę się, że wygrałam ten pierwszy mecz. Strasznie się cieszę.

Czy w ciągu tych miesięcy, gdy nie mogła pani grać, był taki moment zwątpienia, że myślała pani, że może już nie wróci i nie zagra. W końcu kręgosłup to poważna sprawa.

- Nie, nie było takiego momentu. Zawsze, nawet tuż po operacji, wierzyłam, że wszystko będzie dobrze i, że kiedyś wrócę do tenisa. Jedna z gazet w polsce pisała, że to koniec mojej kariery. Składano mi kondolencje, ale ja się nie dałam tak łatwo.

Na liście WTA spadła pani już do czwartej setki [WTA 328], ale korzysta pani z zamrożonego rankingu [WTA 75]. Kiedy uda się wrócić na dawną pozycję? Ile to może potrwać? I czy wie pani jakie jeszcze cztery dozwolone turnieje z zamrożonym rankingiem zagra?

- Chcę wrócić jak najszybciej, ale nie mam pojęcie ile to potrwa, nie myślałam o tym. Na pewno dwa turnieje będę chciała sobie zostawić na przyszły rok, czyli w tym sezonie jeszcze dwa, ale nie wiem jakie. Cieszę się, że gram, że nie boli, nie myślę na razie o takich rzeczach.

Co dla pani w powrocie po takiej kontuzji były najtrudniejsze?

- Początki na korcie były bardzo trudne. Kompletny brak ogrania. Ciężko i psychicznie, i fizycznie. Najgorsze było jednak to, że w głowie cały czas miałam kontuzję. Bałam się gwałtownych ruchów. Ciągle się obawiałam, że jak coś czuję w tych plecach, to znaczy, że za chwilę odnowi mi się kontuzja. Irytowałam się tym strasznie.

Tęskniła pani za tenisem podczas tej przerwy?

- Przez pierwszy miesiąc nie. Czułam się jakbym miała urlop, odpoczynek. Ale potem nagle zaczęłam tęsknić i to strasznie. Moje życie stało się bez tenisa jakieś takie nudne, puste. Niby miałam czas na wszystko, ale jednak czegoś brakowało. Cieszę się, że wróciłam.

US Open. Debel Fyrstenberg i Matkowski gra dalej »


Więcej o: