Makaay też ma dwie nogi

- Holendrzy nie wystawią przeciw Lechowi rezerwowego składu - uważa trener poznańskiego Lecha Franciszek Smuda. Skąd ten wniosek? - Zbyt nisko cenią Polaków, żeby to zrobić.
Feyenoord? Nie ma się czego bać! »

I tłumaczy swą zaskakującą wypowiedź tak: - Wiemy, jakie zdanie mają o polskiej piłce na Zachodzie. Holendrzy nie są tu wyjątkiem. Traktują nas jak ubogich krewnych, więc przegrana z Polakami byłaby dla nich straszna. Trener Verbeek nie może zatem zupełnie odpuścić meczu z Lechem, gdyż jeśliby przegrał jeszcze z Polską, zszargałby sobie reputację.

Załamani dyspozycją swej drużyny kibice Feyenoordu już domagają się od Gertjana Verbeeka wpuszczania na boisko młodych graczy. Jeszcze nie tak dawno drugi trener Lecha Marek Bajor twierdził, iż "ma sygnały, że Feyenoord zagra przeciw Lechowi drugim składem". Potem jednak uściślił: - To tylko przewidywania. Na to wskazywałaby logika.

Smuda jednak nie widzi w takim zagraniu logiki. Choć sam wysyłał na mecze Pucharu Ekstraklasy juniorów Lecha, mówi teraz: - Puchar UEFA to nie Puchar Ligi. Trener Verbeek nie wywróci całego składu do góry nogami, to nie miałoby sensu. Wiem, że dostał wotum zaufania od zarządu klubu i ma dalej pracować z Feyenoordem. A skoro tak, nie zrobi rewolucji na mecz z nami.

Trener Lecha spodziewa się zatem zobaczyć na boisku trzon Feyenoordu z drobnymi zmianami. - Popatrzmy na ich kadrę. Mają tak wielu znakomitych piłkarzy, że w każdej chwili, pod wpływem jakiegoś impulsu, z sekundy na sekundę mogą oni zacząć grać znakomicie - mówi.

A jednak swoim zawodnikom na odprawie Smuda powtarza wciąż: Nie ma się czego bać! - Bo najgorsze są kompleksy, które siedzą chyba we wszystkich Polakach - uzasadnia. - A przecież taki Makaay też ma dwie nogi i dwie ręce.

Lech kilka meczów w Pucharze UEFA już rozegrał. W każdym z nich był bliski sukcesu, ale ostatecznie go nie odniósł - tylko zremisował z AS Nancy i Deportivo La Coruna i minimalnie przegrał z CSKA Moskwa. - U nas nie ma żadnego poczucia niedosytu, bo to by znaczyło, że oglądamy się za siebie, zamiast patrzeć do przodu. Zbyt wiele boleści tylko przeszkadza w treningach - twierdzi Smuda, który nie tak dawno narzekał, że jego piłkarze są zmęczeni. Teraz z kolei... kręci nosem na ten wypoczynek! - Wypoczęci są, ale obroty spadły - mówi. - Powstał u piłkarzy głód piłki, ale gdy się zbyt dużo od gry odpoczywa, traci się piłkarsko.

Lech nie postawił przed Smudą awansu z grupy jako celu do zrealizowania. Celem jest tylko "dobrze wypaść". Sam Smuda twierdzi, że Lech właśnie wypadł dobrze. - Nikt nas nie lał w tym Pucharze UEFA. Każdy miał z nami problemy, każdemu nasza gra się podobała. Zespół swoje zrobił, a jeszcze dał radę pogodzić to z ligą - wylicza. - Nie ma zatem presji, jest raczej poczucie wielkiej szansy.

- Chcę jeszcze czegoś z Lechem dokonać. Rozbudować zespół, grać lepiej. Wiem, że polskich klubów nie stać na kadrę złożoną z 28-30 zawodników. Nie wyżywimy ich. Chciałbym mieć jednak choć 18-19 piłkarzy do gry - mówi trener Lecha, który zapewnia, że nie czatuje na posadę trenera reprezentacji Polski. - Nadal powinien ją prowadzić Leo Beenhakker. O pomoc w rozpracowaniu Feyenoordu go jednak nie prosiłem. Gdybym musiał prosić o to innego trenera, nadszedłby czas oddać swą licencję trenerską do PZPN.