Sport.pl

Niech "szpaczek" uważa na kartki...

Jeżeli Lech przegra w niedzielę przy Bułgarskiej z Polonią Warszawa, jego strata do "Czarnych Koszul" sięgnie już 7 pkt - E tam, w zeszłym roku odrobiliśmy prawie 12 pkt do Legii. Jeszcze wiele spotkań przed każdą z drużyn - bagatelizuje trener Lecha Franciszek Smuda
Polonia, której przecież nie było w poprzednim sezonie w ekstraklasie, jest liderem. Tyle że wielkopolskim kibicom to zespół doskonale znany - przed sezonem prezes Groclinu Zbigniew Drzymała sprzedał cały zespół wraz z miejscem w ekstraklasie właścicielowi Polonii Józefowi Wojciechowskiemu. Polonia gra skutecznie i równo - nie rozgrywa wielkich spotkań, raczej nieco w cieniu Wisły, Lecha i Legii gromadzi kolejne punkty. I jest liderem. Trener "Kolejorza" Franciszek Smuda mówi wprost: - To Groclin, ale w czarnych strojach.

A z Groclinem Lechowi grało się ciężko - mecze były zacięte, sporo w nich walki i nieważne, czy były to spotkania w Poznaniu, czy w Grodzisku. Polonia zaś przegrała tylko jedno spotkanie w całym sezonie - 0:2 w drugiej kolejce z Wisłą Kraków. W kolejnych 11 miała już albo zwycięstwa, albo remisy. Choć i jej zdarzały się słabsze mecze, jak choćby na własnym boisku 0:0 z Jagiellonią Białystok czy 1:1 z Cracovią. - Tak to już jest. Jak jesteś na pierwszym miejscu, to strzelasz gdzieś w światło bramki, piłka i tak trafia do siatki i wygrywasz 1:0. A jak jesteś w piwnicy, to widzisz tylko czerń - mówi Smuda. Lech nie jest w piwnicy, ale może się w niej znaleźć w przypadku porażki z Polonią. Jego strata do "Czarnych Koszul" sięgnie bowiem aż 7 pkt.

Trener Lecha musi pogodzić mecze ligowe ze starciami w Pucharze UEFA. I narzeka na wąską kadrę. - To nie jest tak, że próbuje się tłumaczyć. Ale uwierzcie mi, widzę, że tych spotkań jest po prostu za dużo. Kierownik Nancy mówi mi, że za trzy dni w lidze wystawią sześciu nowych graczy. Patrzę na skład, a tam rzeczywiście sześciu nowych. Też chciałbym tak mieć - opowiada Smuda, który nawiązał do zmęczenia piłkarzy w środowym meczu w Bytomiu. - W Gdańsku trzymaliśmy tempo od początku do końca. W Bytomiu w pierwszej połowie nie było tego ciśnienia, jakie próbowaliśmy zrobić na Lechii. Ale cieszę się, że w tych akumulatorach coś jeszcze siedzi, że mogliśmy depnąć po stracie bramki i wyrównać.

Smuda zdaje sobie sprawę, że jego piłkarze mogą być przemęczeni. - Dla Lewandowskiego to szok. Niedawno to raz na pół roku zagrał 90 min, w których musiał trochę poharować, a tu takie mecze ma co trzy, cztery dni. Dlatego ja też muszę na nich uważać - mówi Smuda, którego jednak nie niepokoją skurcze Manuela Arboledy w ostatnich spotkaniach. - Powiedział mi, że dopóki mu nogi nie utną, będzie grał.

Smuda ma żal do swoich piłkarzy, że w spotkaniach ligowych grają za mało agresywnie. - W pucharach wychodzą z takim nastawieniem, jakie chciałbym u nich widzieć w każdym meczu. Są chętni do bitwy, do walki. A w lidze grają technicznie, ale brakuje im jeszcze agresji i siły - ocenia. Lechici dostają niewiele kartek, przewodzą w klasyfikacji fair play. Jedynym wyjątkiem jest Sławomir Peszko. Pomocnik Lecha był w tym sezonie karany żółtą kartką już osiem razy (z tego siedmiokrotnie w ostatnich 12 meczach) - cztery razy w lidze, trzy w Pucharze UEFA i raz w Pucharze Ekstraklasy. - To niemożliwe, by taki szpaczek takie żniwo zbierał. Niektóre kartki dostaje niepotrzebnie, bo np. kładzie się i próbuje wymusić rzut karny. Właśnie czeka w kantorku na rozmowę dyscyplinującą, muszę go trochę przypilnować - mówił Smuda.

W Bytomiu, tak jak w kilku innych spotkaniach (choćby z Nancy czy z Austrią Wiedeń), Lech znów stracił bramkę po akcji swoją prawą stroną. Taka sytuacja niepokoi też Smudę, zwłaszcza że teraz może zastąpić na prawej obronie Grzegorza Wojtkowiaka Marcinem Kikutem. - Będziemy analizowali, ile bramek padało, gdy Kikut grał na tej pozycji przed swoją kontuzją.

Kto nie zagra w niedzielę w barwach Lecha? Na pewno Luis Henriquez. W pełni sprawny jest już Hernan Rengifo, do gry gotowy będzie także raczej Rafał Murawski. Po karze, za nadmiar żółtych kartek, wraca Sławomir Peszko, wczoraj wieczorem miało się także rozstrzygnąć, ile spotkań kary dostanie Ivan Djurdjević. - Sędzia napisał w protokole, że to był taktyczny faul, więc na jednym meczu kary powinno się skończyć. I dobrze by było, bo chłopak wrócił do siebie i gra naprawdę dobrze - przyznaje Smuda.

Początek niedzielnego spotkania Lech - Polonia Warszawa o godz. 16.45.