Sport.pl

Franciszek Smuda nie kazał wkładać nóg piłkarzom

PIŁKA NOŻNA. Opuszczony przez siedmiu reprezentantów Lech Poznań drugi raz tego lata przegrał u siebie z GKS Bełchatów - tym razem 1:3 w Pucharze Ekstraklasy.


- Wiem, że kibic wymaga, chce oglądać wygrany mecz bez względu na to, w jakim składzie grał Lech - mówił po meczu trener Franciszek Smuda. - Ale ja najbardziej się cieszę, że nie mam w zespole kontuzji. Mówiłem chłopakom przed spotkaniem, by nie wkładali nogi, by uniknąć urazów.

Pojedynek z Bełchatowem pokazał, że hasła o szerokiej, silnej kadrze Lecha są stanowczo przesadzone. Wobec niepokojących wieści dotyczących kontuzji Bartosza Bosackiego (raczej zagra jednak z Wisłą Kraków), z uwagą przyglądaliśmy się jego zmiennikowi Zlatko Tanevskiemu, który wystąpił w meczu z Bełchatowem. Macedończyk nie jest gotów, by zastąpić reprezentanta kraju. Tak jak Anderson Cueto, gra jeszcze zbyt nieodpowiedzialnie, by móc wskoczyć do składu za np. Semira Stilicia. Tych porównań można przytoczyć więcej. - Rezerwowi to wciąż nie jest to. Czekamy na powrót kadrowiczów - przyznał Smuda.

Nie sposób też ocenić Ivana Turiny, który zadebiutował w bramce Lecha. Zanim zdążył się dobrze rozejrzeć po stadionie, wpuścił dwie bramki. Obie wpakował mu Dawid Nowak. Szczególnie przy pierwszym strzale - głową z kilku metrów - Chorwat mógł wyjść do piłki. Smuda bronił jednak nowego bramkarza: - Bełchatów ma z nami farta. Dziś oddał cztery strzały i zdobył trzy gole. Turina miał pecha, bo gdzie trafili, tam wpadła bramka. Każdy by to wpuścił.

Kibice byli jednak innego zdania. Co niektórzy zaczęli już skandować nazwisko Krzysztofa Kotorowskiego. Szybko stracone gole zmobilizowały fanów, którzy do tego czasu w milczeniu obserwowali spotkanie. Po drugim golu zaczął się nawet doping, ale nie był w stanie zmobilizować lechitów do skutecznych ataków. Akcje były zbyt wolne, chaotyczne, by zrobić jakąkolwiek krzywdę przeciwnikom. Lech w swojej bezradności przypominał reprezentację Polski z sobotniego meczu ze Słowenią.

Najbardziej zdesperowany był Manuel Arboleda, który wybrał się w kilka ofensywnych rajdów, ale żaden nie zakończył się groźną sytuacją. Dopiero w doliczonym czasie gry widzowie dostali namiastkę emocji. Wymiana podań między Cueto i Piotrem Reissem dała Lechowi gola i nadzieje na remis. Najbardziej uwierzył w niego Tanevski. Po nieudanej próbie strzału z 40 m musiał wracać we własne pole karne i tam spowodował "jedenastkę".



Lech Poznań - GKS Bełchatów 1:3 (0:2)

Bramki: 0:1 i 0:2 Nowak (15., głową po dośrodkowaniu Garguły z wolnego i 20., po podaniu Adamca), 1:2 Cueto (90.+1, po podaniu Reissa), 1:3 Magoń (90.+3, z karnego po faulu Tanevskiego na Adamcu)

Lech: Turina - Kadziński (46. Wawszczak), Arboleda Ż, Tanevski Ż, Wilk - Machaj (46. Kononowicz), Injac (72. Możdżeń), Henriquez - Peszko Ż (66. Wrzeszcz), Reiss, Cueto.

GKS: Sapela - Fonfara, Magdoń, Cecot, Popek (59. Klepczarek) - Nowak (46. Wróbel), Gol, Garguła (46. Rachwał), Dziedzic (77. Herrera), Chwalibogowski - Adamiec.

Sędziował: Zdzisław Bakaluk z Olsztyna

Widzów: 2,5 tys.



Inny wynik grupy C: Arka Gdynia - Lechia Gdańsk 2:0

Tabela

1. GKS245:3
2. Arka244:2
3. Lech211:3
4. Lechia210:2