Nieoczekiwana zamiana - Kubot za Federera

Jerzy Janowicz przegrał w I rundzie w Madrycie z Łotyszem Ernestsem Gulbisem 6:7 (5-7), 6:3, 2:6, ponosząc ósmą porażkę z rzędu. Szczęście uśmiechnęło się do Łukasza Kubota, który awansował do turnieju jako lucky loser, i to od razu do II rundy.


U Janowicza bez zmian. Polski wielkolud bez zwycięstwa jest od 13 lutego, gdy w II rundzie w Rotterdamie pokonał Niemca Tommy'ego Haasa. Dzień później przegrał w Holandii z Tomaszem Berdychem, a potem szybko odpadał w Indian Wells, Miami, Monte Carlo, Barcelonie i teraz w Madrycie. Do tego doszły dwie porażki w Pucharze Davisa z Chorwacją zwieńczone emocjonalnym wybuchem na konferencji prasowej, gdy mierzący 204 cm Polak zaatakował media, że wymagają od sportowców za dużo.

Janowicz nie może wyrwać się ze spirali porażek, ale patrząc na jego grę, trudno dostrzec, by miał plan, jak to zrobić. Z Gulbisem zobaczyliśmy dobrze znany scenariusz. Polak zaczął ostro, mocno serwował, ryzykował przy returnach, posyłał nonszalanckie dropszoty (niektóre skuteczne), wyszedł na 4:2, ale potem dał się dogonić rywalowi, który grał może mniej efektownie, ale równiej i dokładniej. Janowicz to wzlatywał, grając bajecznie, to nurkował, pudłując w połowę siatki.

Polak sprawia wrażenie, że po każdym rywalu chce przetoczyć się jak huragan, ale nie za bardzo umie dostosować się do sytuacji, gdy przeciwnik nie zamierza paść pod pierwszą serią ataków. Gulbis, który w rankingu ATP jest 20., czyli tuż nad Janowiczem (21.), a w tym sezonie wygrał m.in. turniej w Marsylii, stracił koncentrację na początku drugiego seta. Polak wykorzystał jego słabość, ale w kluczowym momencie meczu, czyli na początku trzeciej partii, to Łotysz zagrał pewnie. Pogubił się Janowicz, który po przegranym gemie serwisowym sprawiał wrażenie, że przestał wierzyć w sukces.

Odbudowanie pewności siebie, gdy oddaje się osiem meczów z rzędu, to piekielnie trudne wyzwanie. Paradoksalnie Janowicz nie jest jednak w dużo gorszej sytuacji niż dwa miesiące temu. Choć wciąż przegrywa, w rankingu nie drgnął, bo w poprzednim sezonie o tej porze roku też grał słabo (miał problemy zdrowotne). Dopiero w przyszłym tygodniu w Rzymie broni punktów za ćwierćfinał. I dopiero porażkę we Włoszech może odczuć boleśnie, spadając w rankingu.

Szczęście uśmiechnęło się w Madrycie (pula nagród 3,6 mln euro) do Łukasza Kubota, który przegrał w kwalifikacjach z Rosjaninem Tejmurazem Gabaszwilim, ale wczoraj okazało się, że zagra w turnieju jako tzw. lucky loser. Polak (ATP 78), najwyżej notowany zawodnik wśród przegranych w eliminacjach, zajmie miejsce Rogera Federera, który wycofał się we wtorek z powodów osobistych. Żona 17-krotnego mistrza wielkoszlemowego Mirka Wawrinec spodziewa się kolejnego dziecka i Szwajcar chce być przy niej w ostatnich dniach przed porodem. Przybliżony termin narodzin nie jest znany, ale Federer sugerował, że nawet jego start w wielkoszlemowym Rolandzie Garrosie, który zaczyna się 25 maja, nie jest pewny.

Kubot nie tylko szczęśliwie wskoczył do turnieju, ale od razu do II rundy, bo Federer w I rundzie miał wolny los. Zasada jest taka, że zastępujący rozstawionego tenisistę gracz też nie musi w niej grać. O 1/8 finału Kubot powalczy z Francuzem Gilles'em Simonem (ATP 28).

Dziś spotkanie II rundy Agnieszki Radwańskiej z Rosjanką Swietłaną Kuzniecową.

Korzystasz z Gmaila? Zobacz, co dla Ciebie przygotowaliśmy