Dakar 2013. Krzysztof Hołowczyc już nie jedzie

Pecha na trzecim etapie Rajdu Dakar miał Krzysztof Hołowczyc. Polak, jeden z faworytów, rozbił samochód 40 km po starcie i oznacza to dla niego koniec wyścigu. Nie po raz pierwszy ma pecha na pustyni.
Codzienne relacje z Dakaru w smartfonie? Pobierz aplikację Sport.pl LIVE »

- Ktoś niedawno powiedział "Hołowczyc, zaraz, zaraz, rok temu byłeś dziewiąty, nie narzekaj. Przecież niektórzy marzą o takim miejscu". Dla mnie to była jednak porażka - mówił niedługo przed startem rajdu Polak, który przed rokiem długo jechał w czołówce, by przez błędy na peruwiańskich wydmach tuż przed końcem wyścigu wypaść z pierwszej piątki na dziewiąte miejsce. W tym roku rajd wystartował z Limy, w wydmy kierowcy wpadli już na samym początku. I Hołowczyc znów z nimi przegrał.

"Przy dużej prędkości ich [Hołowczyca i jego pilota, Portugalczyka Felipe Palmeiro - red.] samochód wylądował, z 2-3-metrowego uskoku, na przód, stroną Krzysztofa" - napisał na oficjalnym profilu kierowcy jego menedżer Andrzej Kalitowicz. "Załoga kontynuowała jazdę, ale za CP1 zatrzymali się i wezwali pomoc medyczną, gdyż Krzysztof odczuwał bardzo silne bóle żeber i lędźwiowego odcinka kręgosłupa. Wstępna diagnoza lekarza na miejscu potwierdziła, że ma złamanych kilka żeber i uraz kręgosłupa. Krzysztof został odtransportowany helikopterem do szpitala w Pisco.

Dwa pierwsze etapy przejechał spokojnie i szybko. Był w klasyfikacji na 8. miejscu. W poniedziałek dopadł go pech. Palmeiro ruszył samochodem na biwak, ale Hołowczyc ma być przetransportowany do Limy na specjalistyczne badania. To koniec przygody w tegorocznym Dakarze - już ósmym w karierze kierowcy z Olsztyna i czwartym, którego nie ukończył.

Z Afryki do Ameryki

Dwa razy zajmował piąte miejsce, ale poza tymi startami - w 2009 i 2011 r.- i poza debiutem w 2005 r., gdy jeszcze w afrykańskim rajdzie dojechał na metę na 60. miejscu, pozostałe były nieudane. W 2006 r. kłopoty techniczne jego nissana zaczęły się jeszcze w Hiszpanii. Ostatecznie na czwartym etapie przestał pracować silnik. Rok później rozbił się na 13. etapie, skończył z obrażeniami klatki piersiowej. - Nie będę opowiadał, że trasa była źle opisana przez organizatorów, bo nawet nie wypada. Po wjechaniu w pierwszą dziurę wszystko było w porządku i kiedy byłem już spokojny, wjechaliśmy w drugą dziurę... Uderzyliśmy maską i samochód wpadł w taki korkociąg, że nie mieliśmy żadnych szans.

Ale po przeniesieniu rajdu do Ameryki Południowej Hołowczyc zaczął od piątego miejsca w 2009 r. To był pierwszy duży sukces w Dakarze, bo poza miejscem w piątce był też drugi na jednym z etapów. I duże szczęście Polaka, bo faworyci z Carlosem Sainzem czy Stephanem Peterhanselem na czele nie ukończyli rajdu. - Tak naprawdę Dakar to jest olimpiada sportów motorowych, to jest szczyt, największa motorowa impreza na świecie po Formule 1. Dojechanie do mety jako piąty kierowca w tak trudnych zawodach, nie będę ukrywał, daje satysfakcję - mówił wtedy. Okazało się, że Orlen ma rację, inwestując w kierowcę od kilku lat, a i samemu Hołowczycowi wejście do dakarowej czołówki dało okazję jazdy dużo lepszymi samochodami niż do tej pory.

Okazało się też, że z nissanem potrafi wyczyniać cuda. W 2010 r. w rajdzie zdominowanym przez rewelacyjne wtedy vilkswageny był szósty w klasyfikacji generalnej, ale znów dopadł go pech. Nie ukończył dziewiątego etapu. Urwał tylny most i wał napędowy. - Siedzimy i płaczemy. Nigdy nie jechaliśmy tak grzecznie, jak w tym Dakarze... - mówił rozczarowany na biwaku na Atakamie.

W najlepszych teamach

W 2011 r. dostał szansę startu fabrycznym bmw w teamie X-Raid. Dominowały volkswageny, ale bmw zajmowały miejsca tuż za nimi. Polak przejechał trasę świetnie. Znów był piąty. Przed nim na metę dojechali wyłącznie absolutni faworyci - Nasser Al Attiyach, Giniel De Villiers, Carlos Sainz (wszyscy w volkswagenach) i lider X-Raid Teamu Stephane Peterhansel. - Każdego ranka przed startem miałem praktycznie inny samochód. Mechanicy, którzy pracowali do rannych godzin, nie pozwalali sobie na jakiekolwiek odstępstwa. To dawało przewagę psychiczną - mówił.

Przed rokiem Hołowczyc wreszcie dotarł na szczyt. Z dakarowego ścigania wycofał się team Volkswagena. Niemiecki X-Raid Team postanowił wystartować w samochodach mini all 4 racing. Polak wreszcie wystartował w najmocniejszym teamie najmocniejszym samochodem. Błąd na wydmach kosztował go wypadnięcie z czołówki. W tym roku błąd kosztował go wypadnięcie z rajdu już po trzech dniach.

- Dakar to nie jest rajd, przed którym można sobie coś zakładać - mówił przed wylotem do Peru polski kierowca. - To zawody, w których trzeba dużo improwizować. Postaramy się jednak jechać szybko i bardzo czysto. Taka taktyka jest na wszystkie dni. Wbrew pozorom, jeżeli będziemy jechali blisko siebie, a na wydmach nie będzie dużych różnic, to emocji możemy być pewni. Bo na krętych drogach to nasze mini, mimo że wolniejsze i o mniejszej mocy, powinno walczyć samą sprawnością. Spodziewam się, że dużo będzie się działo, dlatego ten Dakar trzeba wytrzymać.

Często się nie udaje.

Jakub Przygoński » piąty na trzecim etapie