Kolarstwo górskie. Włoszczowska: Moje nogi mnie straszą

- Moje nogi mnie straszą. Nie wiem, co się dzieje, ale jeśli tak będę się czuła w niedzielę, za sukces uznam miejsce w czołowej dziesiątce - mówi Maja Włoszczowska przed drugim w tym sezonie wyścigiem Pucharu Świata w kolarstwie górskim. W belgijskim Houffalize wicemistrzyni olimpijska będzie broniła koszulki liderki cyklu, którą zdobyła miesiąc temu w RPA.
Trzy starty i trzy zwycięstwa - tak znakomitym bilansem może się pochwalić Włoszczowska w olimpijskim sezonie. Zawodniczka grupy CCC Polkowice formą zaimponowała szczególnie w Pietermaritzburgu, po raz pierwszy w karierze wygrywając inaugurację Pucharu Świata. - W tej chwili, jako liderka, będę jeździła w specjalnej koszulce - białej z czarnym motywem gór. Biel bardzo lubię i chciałabym startować w niej do końca cyklu - mówiła prawie miesiąc temu Włoszczowska.

Teraz podopieczna Marka Galińskiego obawia się o swoją pozycję.

- Trasa w Houffalize jest przerażająco ciężka. Podjazdy są krótkie, ale tak strome, że rzucają na plecy. Siedząc na rowerze trudno znaleźć środek ciężkości, bo podbija przednie koło - skarży się Maja.

- Na szczęście ta trasa jest równie nieprzyjemna dla wszystkich. Nie znam kolarza, który powie, że mu się tu podoba - dodaje Włoszczowska.

Wyścig pań rozpocznie się w niedzielę o godz. 11.30, a naszą faworytkę do olimpijskiego złota w Londynie będziemy mogli oglądać na żywo dzięki transmisji Red Bull TV.

- Trasa ma pięć kilometrów. Prawdopodobnie pokonamy ją pięciokrotnie. Po treningach dobrze wiem, jak bardzo te podjazdy wchodzą w nogi. Szkoda, że nie będzie tu szybkiego, technicznego jeżdżenia, jakie lubię, tylko takie sztywne, siłowe. Naprawdę będzie bolało - przekonuje Polka.

W Belgii Włoszczowska szczególnie obawia się aktualnej mistrzyni świata Kanadyjki Catherine Pendrel, która w RPA była trzecia i broniącej Pucharu Świata Julie Bresset z Francji. - Pendrel lubi tego typu podjazdy, a Bresset to zawodniczka siłowa. Tu tej siły trzeba będzie mieć bardzo dużo - mówi Włoszczowska.

Co ważne, o swojej sile Maja nadal jest przekonana. Przez cały czas ciężko pracuję i na treningach wszystko jest w porządku. Patrząc na miernik mocy widzę, że swoje wykręcam. Tutaj nogi mnie straszą, jeśli w niedzielę będę się czuła jak na piątkowym treningu, to za sukces uznam nawet miejsce w czołowej dziesiątce - deklaruje Polka.

Ale Włoszczowska wierzy, że stać ją na dużo lepszy wynik. - Nie czuję się tu dobrze, ale pojadę w koszulce liderki Pucharu Świata, więc muszę powalczyć o zwycięstwo. W sumie znam siebie i wiem, że im więcej narzekam, tym później jest lepiej - podsumowuje Maja.

- Na pewno nie pojadę w Giro - mówi Rafał Majka »