Wimbledon. Habrat: Janowicz nie może być grzeczny

3 : 2
Informacje
Wimbledon - IV runda singla mężczyzn
Poniedziałek 01.07.2013 godzina 12:40
Wyniki szczegółowe
1 S
2 S
3 S
4 S
5 S
Wynik
J.Janowicz
3
7
6
4
6
3
J.Melzer
6
6
4
6
4
2
- Jeszcze kilka lat temu wiele osób go krytykowało, mówiąc, że ma świetne warunki fizyczne, ale brakuje mu czegoś, żeby dołączyć do światowej czołówki - mówi o Jerzym Janowiczu Paweł Habrat, psycholog tenisowej reprezentacji Polski. Człowiek, który przed rokiem współpracował z piłkarską kadrą Polski na Euro 2012, przekonuje, że nasza rewelacja Wimbledonu mentalnie dogania takich tuzów jak Rafael Nadal.
Łukasz Jachimiak: "Jestem głodny rewanżu, jest mi zupełnie obojętne, czy jemu pasuje trawa" - mówi Jerzy Janowicz o jednym rywalu, "bardziej przeszkadzała mu moja gra niż ból w nodze" - podsumowuje innego. Spotkał pan w swojej pracy drugiego sportowca, który wypowiada się tak odważnie i jest tak niepokorny?

Paweł Habrat: Na pewno część zawodników deklaruje pewne cechy i o nich mówi, a w momentach, w których powinni te cechy pokazać, czyli w meczach, są one blokowane. Zwykle właśnie na mówieniu się kończy. Jurek nie tylko mówi, ale też realizuje założenia, które są spójne ze stylem jego gry.

Janowicz gra mocno, więc musi być mocny?

- Jego styl to agresywna, dynamiczna gra. On nie boi się podejmować ryzyka, a odwaga pozwala mu być skutecznym. Jurka nie blokuje strach. U niego wszystko jest spójne. Jest odważny, bardzo szczery, zawsze mówi to, co myśli.

To dobrze?

- To godne uwagi. W codziennej pracy moim zadaniem jest wspieranie osób, które mają talent, ale ten talent jest gdzieś ukryty i trzeba go wydobyć. Jurek jest takim przypadkiem. Jeszcze kilka lat temu wiele osób go krytykowało, mówiąc, że ma świetne warunki fizyczne, ale brakuje mu czegoś, żeby dołączyć do światowej czołówki. Było nawet tak, że kiedy ktoś z otoczenia Janowicza zapowiadał, że on będzie świetnym tenisistą, to wiele osób wokół ironicznie się uśmiechało.

Pan od zawsze widział w nim zadatki na wielkiego zawodnika?

- Zawsze staram się wierzyć w sportowców, a jeśli chodzi o Jurka, to byłem przekonany, że moment, w którym zacznie wygrywać, nadejdzie. Zupełnie inna jest historia Agnieszki Radwańskiej. Ona na każdym stopniu swojej kariery udowadniała, że jest świetna, od początku potwierdzała swoje predyspozycje. Bardzo często myślimy, że jest właśnie tak jak u niej, a więc, że talent to coś, z czym człowiek się rodzi i co się od razu uaktywnia. Tymczasem częściej jest tak jak w przypadku Jurka. Talent zwykle potrzebuje czasu, żeby się objawić. Historia Janowicza to lekcja dla osób, które wątpią w sens pracy z młodzieżą i bardzo szybko oceniają, czy dany zawodnik ma predyspozycje. To jest mocno krzywdzące. Jurek uporem i ciężką pracą pokazał, że można zdziałać bardzo dużo. Udowodnił, że kiedy się wierzy w to, co się robi i ma się wokół ludzi, którzy też w to wierzą, można osiągnąć świetne wyniki.

Od ilu lat współpracuje pan z Polskim Związkiem Tenisowym?

- Bodajże od 2005 roku, a Jurka poznałem bezpośrednio podczas zgrupowań kadry na Puchar Davisa. Jego tenis zawsze mnie interesował, od dawna patrzyłem, jak się rozwija jego styl gry i on sam. Widziałem jego wiele zaciętych spotkań z innymi zawodnikami, z którymi pracowałem. Jurek już wtedy pokazywał, że jest w stanie bardzo dużo osiągnąć. W ogóle w polskim tenisie wreszcie mamy bardzo dobrych singlistów. Mówię nie tylko o Jurku, Łukaszu Kubocie i Michale Przysiężnym, ale też o grupie młodych zawodników. To ważne, żeby w nich wierzyć. Nawet jeśli jeszcze nie wygrywają wielkich meczów. Naprawdę w pewnym momencie mogą wystrzelić.

Jak Janowicz jesienią ubiegłego roku w Paryżu? To tam żądza wygrywania przestała go spalać, a zaczęła napędzać, bo przekonał się, że potrafi pokonywać najlepszych?

- Myślę, że tak. Oczywiście to pewnego rodzaju dywagacja, sam Jurek wie najlepiej, jak było. Ale dla zawodnika bardzo często najlepszym wzmocnieniem jest uzyskanie wyniku, który daje pewność siebie i motywację do jeszcze większej pracy. To przychodzi, kiedy się widzi, że czołówka jest już naprawdę w zasięgu.

Wielu uważa, że Janowicz nie jest jeszcze dojrzałym zawodnikiem, bo kłóci się z arbitrami i nie zachowuje tak elegancko jak idealny według naszych wyobrażeń tenisista. Tylko czy wymuszanie na nim zmian nie byłoby szkodliwe?

- Obserwuję jego rozwój od dawna i widzę, że im lepsze wyniki osiąga, tym więcej ma doradców. Nie staram się być jednym z nich. W rozmowach z nim pytam tylko, czy to, co robi, pomaga mu lepiej grać, czy sprawia, że skuteczność jego gry spada. W tenisie mamy masę przykładów osób, które grały z różnymi emocjami - na złości, na strachu i bywało to skuteczne. John McEnroe i Goran Ivanisević w swoim czasie byli najlepsi. Nie warto szukać jednego przepisu na zostanie mistrzem, bo takiego nie ma. Czołówka to zbiór ludzi o różnych osobowościach i temperamentach. Każdy zawodnik czołowej "20" rankingu ATP ma coś takiego, co powoduje, że jest unikalny. Połączenie cech fizycznych, psychologicznych i umiejętności techniczno-taktycznych daje całość, którą ocenia kibic. To wszystko składa się na kompletnego zawodnika. I tak jak nie ma jednego przepisu na mistrza, tak nie ma jednego profilu mistrza. Bardzo często warunki fizyczne powodują u sportowca rozwój konkretnych cech psychologicznych. Np. niscy zawodnicy podnoszą swoje umiejętności w sferze mentalnej, są walczakami.

U Janowicza warunki fizyczne idą chyba w parze ze sferą mentalną? Fizycznie jest wielki i groźny, psychicznie też nie pęka przed nikim.

- Czasami jest tak, że mając warunki, nie potrafimy ich wykorzystać. Jurek tego problemu nie ma. Więcej, on jeszcze cały czas się rozwija. To się dzieje w prosty sposób - gra coraz lepiej, więc coraz większa jest jego pewność siebie.

Wróćmy do kontrowersyjnych zachowań Janowicza. Rozumiem, że wybuchowość na korcie mu służy, ale nie ma obawy, że z czasem przestanie, bo będzie jej za dużo?

- Ludzie lubią martwić się na zapas. Na Jurka trzeba popatrzeć jak na seniora. To osoba ukształtowana, dorosła, podejmująca decyzje i świadoma tego. On szuka rozwiązań różnych sytuacji i to jest dobre. Wielu zawodników nie potrafi się zdobyć na samodzielność na korcie, co wynika właśnie z tego, że słuchają wielu doradców. Myślenie samodzielne w takim sporcie jak tenis jest bardzo ważne.

A może niektórych doradców warto posłuchać? Choćby tych, którzy mówią, że łatwiej znieść przegraną zawodnikowi, który mocniej niż Janowicz podkreśla skalę trudności wyzwania?

- Przegrane są w sport wkalkulowane, a najważniejszy jest zawsze rozwój zawodnika. Nie można komuś czegoś nakazać, żeby nie zaburzać rozwoju jego cech mentalnych.

Wiemy, że Janowicz uwielbia grać z najlepszymi tenisistami i przed największą publicznością. Czy teraz, kiedy wie, że znajdzie się w półfinale Wimbledonu, jeśli pokona dwóch niżej notowanych przeciwników, nie będzie to dla niego szczególnie trudna sytuacja?

- Już od najmłodszych lat zawodników uczy się, że ranking nie gra, że decydują umiejętności i dyspozycja dnia. Zawodowiec potrafi sobie radzić z presją, bo nie zastanawia się, czy jest faworytem, a stara się rozgryźć rywala pod względem taktycznym i wykorzystać swoje mocne strony. Takie podejście pozwala skupić uwagę na zadaniach, a nie na wyniku. Jurek do tej pory z trudnymi sytuacjami radził sobie doskonale.

Ale nie było jeszcze tak, że pokonał Rogera Federera czy Rafaela Nadala i za chwilę musiał się szykować do gry z kimś z niższej półki. Graczom, którzy osiągnęli sukces w starciach z teoretycznie lepszymi zawodnikami, zwykle trudno jest wrócić na ziemię i za chwilę pokonać rywali ze swojej czy nawet niższej ligi.

- Często jest tak, że zawodnik słabszy, grając z mistrzem, wie, że nie ma nic do stracenia, wtedy stara się walczyć bez presji i świetnie mu idzie. Największa presja jest wówczas, gdy bardzo skupiamy się na rankingu, na wyniku i zaczynamy oceniać swoje szanse. Wszystko zależy od właściwego zmotywowania się. Bywa, że najlepsi lekceważą słabszych rywali, że zaniedbują detale. Profesjonaliści o to dbają, do każdego meczu przygotowują się w ten sam sposób, bez względu na rywala. Zdarza się, że i to nie pomaga, bo to jest sport, tu muszą być niespodzianki. Ale weźmy Nadala. On wręcz w rutynowy sposób przygotowuje się do każdego meczu. Jest świetnym przykładem odpowiedniego podejścia do sprawy. Może nawet u Nadala widzimy przerost różnych zachowań okołomeczowych. Ale widać to jest mu potrzebne, więc tego się trzyma.

Czego konkretnie?

- Mam na myśli choćby sposób, w jaki przed meczami ustawia swoje butelki, wiesza ręcznik. To wszystko zawsze powtarza. Widać, że wypracował sobie stabilną bazę, która bez względu na wszystko jest niezmienna. To pozwala mu w optymalny sposób przygotować się do gry. Bardzo wielu zawodników posiada takie swoje rytuały, stałe zachowania między punktami, które chronią ich przed emocjami, nie pozwalają tym emocjom zapanować nad wszystkim. To w tych detalach należy szukać różnic między zawodnikami najwyżej notowanymi i tymi, którzy mimo dużych umiejętności są niżej.

Czasami, patrząc na Janowicza, można dojść do wniosku, że on między punktami nie trzyma się żadnych stałych zachowań. Trudno uwierzyć, że panuje nad emocjami, kiedy wrzeszczy z radości albo z nerwów.

- Dla psychologa sportu te momenty między punktami są na pewno ciekawsze niż dla zwykłego widza. Dlatego my bacznie przyglądamy się zawodnikom, gdy szykują się do serwisu albo do returnu, obserwujemy, jak radzą sobie z zagospodarowaniem tych wolnych chwil. Jurek o nie dba. To dobrze, bo w takich wolnych chwilach mogą się pojawiać myśli, które mogą przeszkodzić, wpływając na sferę mentalną. Przegranie punktu może zawodnika usztywnić, a wejście w napięciu w kolejną wymianę sprawia, że nie odegra piłki w optymalny sposób, tylko w pewnym pobudzeniu, którego się nie uczył. Tu bardzo istotną rolę odgrywają automatyzmy. Najlepszy tenisista potrafi się wyłączyć i zagrać jak na treningu, czyli w taki sposób, w jaki robi to bez napięcia, bez stresu. Kiedy stres się pojawia, to gra, którą niby dobrze znamy, nagle staje się całkiem inna. Jurka warto obserwować, jego rozwój widać w zwolnieniach w grze, w reagowaniu na trudne momenty. Jego zachowania pod presją i te przed meczem są dowodem postępu, jaki zrobił. On naprawdę dostrzega, że walka z najlepszymi to często rywalizacja na poziomie detalu. Tak samo fizycznego, jak psychicznego.

Pan Janowicza obserwuje od dawna, przeciętny kibic ogląda jego mecze od kilku miesięcy, więc trudniej mu dostrzec te niuanse.

- To prawda. Bardzo się cieszę, że tenis ostatnio stał się tak popularny. Myślę, że nauczymy się obserwować nie tylko techniczną, ale też psychiczną wielkość zawodników. Te niuanse z czasem poznamy. Choć będzie trochę jak w przypadku Roberta Kubicy i Formuły 1. Ludzie niekoniecznie byli zainteresowani tą dyscypliną przed sukcesami Kubicy, a nagle zaczęli się czuć ekspertami.

Tenisowych fachowców może być więcej, bo do bolidu zwykły człowiek nie wsiądzie, nie skoczy też na nartach jak Adam Małysz. A wziąć rakietę i pójść na kort może prawie każdy.

- To prawda, w tenisa rzeczywiście gramy, dlatego mamy większą szansę zrozumieć tę grę, zauważyć, jak bardzo jest ciekawa. Obserwacja to edukacja, a najlepiej obserwować, gdy sami czegoś próbujemy. W ogóle warto przypomnieć, że tenis to najbardziej popularny indywidualny sport na świecie. Dlatego świetnie, że mamy w nim sukcesy. Warto w ten sport inwestować, poznawać go, posyłać dzieci do szkółek tenisowych, wykorzystać złote lata dla dyscypliny, które właśnie mamy.

Dowodem na te złote lata może być polski ćwierćfinał męskiego Wimbledonu. Komu dawałby pan większe szanse w spotkaniu Janowicza z Kubotem?

- Nigdy nie spekuluję, bo tego uczę. Rozmawianie o polskim ćwierćfinale byłoby z mojej strony nieprofesjonalne, bo jeszcze tego meczu nie możemy być pewni. Ale oczywiście bardzo mocno naszym zawodnikom kibicuję. Nie tylko dlatego, że jestem do ich dyspozycji przy okazji Pucharu Davisa, ale przede wszystkim dlatego, że wiem, ile osób pracowało na to, żebyśmy teraz cieszyli się z takich sukcesów.

Ucieka pan od odpowiedzi - w ewentualnym starciu Polaków faworytem byłby "czołg" Janowicz czy Kubot, który też prze do przodu i czuje, że nie ma nic do stracenia?

- Nigdy nikomu nie odbieram szans na wygraną, dlatego nie spekuluję. Na pewno zależałoby mi na jakości gry zawodników, na tym, żeby stworzyli widowisko. Obaj nasi tenisiści włożyli mnóstwo pracy i wyrzeczeń w to, co teraz osiągnęli, dlatego trzymajmy kciuki za ich ćwierćfinał, a później po prostu oglądajmy świetny mecz.