Tenis. Janowicz ograł Murraya. Naprawdę wielki ?Jerzyk"

1 : 2
Informacje
ATP Paryż - III runda singla
Czwartek 01.11.2012 godzina 14:00
Wyniki szczegółowe
Wynik
A.Murray
1
J.Janowicz
2
Takiego nokautu w wykonaniu Polaka nie było od ponad 30 lat. Jerzy Janowicz w wypełnionej po brzegi hali Bercy w Paryżu rozbił trzecią rakietę świata Andy'ego Murraya 5:7, 7:6 (7-4), 6:2. Relacja na żywo z ćwierćfinałowego meczu Janowicz - Tipsarević ok. godziny 16 na Sport.pl.
Turniej życia

Dla 21-letniego Janowicza to największy sukces w karierze. Do ćwierćfinału prestiżowego turnieju z serii Masters z pulą nagród 2,4 mln euro awansował po raz pierwszy w życiu. Jeszcze ważniejsza jest jednak klasa pokonanego przeciwnika. Murray to numer trzy, ale tak naprawdę w tym sezonie mógłby być jedynką, bo to on, a nie Djoković, czy Federer odnosił najbardziej spektakularne sukcesy - zdobył złoto na igrzyskach, a we wrześniu pierwszy tytuł na US Open.

W czwartek w wypełnionej 10 tys. widzów paryskiej hali Bercy Szkot padł jednak pod ciosami genialnie grającego Janowicza. Polak natarł na niego jak czołg - posłał aż 51 tzw. winnerów, czyli bezpośrednio wygrywających piłek, a do tego aż 22 asy. Murray zgarnął pierwszego seta, bo nieco lepiej radził sobie w dłuższych wymianach, a w drugiej partii miał nawet meczbola przy stanie 5:4 i własnym podaniu, ale Janowicz pokazał, że pancerz na głowie też ma ze stali, straty odrobił. Po efektownych serwisach i forhendach wygrał tie-breaka, a potem dobił Szkota w trzecim secie. Imponował jednak nie tylko siłą. Udowodnił, że mimo 203 centymetrów wzrostu umie się szybko ruszać, kilka razy ograł tenisistę uchodzącego za mistrza defensywy jego własną bronią.



Historyczny wynik

Po ostatniej piłce "Jerzyk" padł na kort i tak się po nim wytarzał ze szczęścia, że aż poranił sobie lewe kolano, z którego zaczęła sączyć się krew. Z gratulacjami podbiegł natychmiast do swojego fińskiego trenera - Kima Tiilikainena. Obaj solidnie wytargali się za włosy.

W polskim męskim tenisie to wynik historyczny. Tak mocnego rywala nie pokonał nikt od czasów, gdy karierę na początku lat 80. ubiegłego wieku zakończył Wojciech Fibak. Łukasz Kubot, który był najbliżej, wygrał kilka lat temu w Pekinie z szóstym na liście ATP Andym Roddickiem, a na Wimbledonie ograł ósmego w rankingu Gaela Monfilsa. Ale Murray to przeciwnik stojący dziś w hierarchii o dwie klasy wyżej.

Eksperci oszołomieni

Nic dziwnego, że czwartkowy mecz rozpalił tenisowych ekspertów. Janowicz (ostatnio 69. na liście ATP, ale teraz pewnie awansuje do Top 50) nie tyle został przez nich zauważony, co od razu stał się kandydatem na gracza klasy światowej. "Podoba mi się ten Jerzy boy, ma potężny serwis, niezły forhend, moim zdaniem może dojść do Top 10" - napisał na Twitterze Brad Gilbert, były trener Andre Agassiego. "Trochę surowy technicznie, ale wszechstronny, dobrze się rusza, forhend jest jego najlepszą bronią" - podkreślił Steve Tignor, amerykański ekspert i autor książek o Johnnie McEnroe i Bjoernie Borgu.

Jedna z angielskich dziennikarek napisała, że Janowicz zrobił na niej wrażenie już podczas meczu Pucharu Davisa, gdy kilka lat temu Polacy ograli w Liverpoolu Brytyjczyków. " Już wtedy widziałam, że to talent przez duże T" - zaznaczyła.

Janowicz wzbudza większe emocje niż Kubot, który osiągał już lepsze wyniki (1/8 finału Wimbledonu). Z prostej przyczyny - jest wciąż bardzo młody. Kubot wystrzelił formą pod koniec kariery, a "Jerzyk" wciąż może zostać męską wersją Agnieszki Radwańskiej.

"Uwierzyłem w siebie"

Przełom nastąpił w tym roku. Janowicz, łodzianin, syn Anny i Jerzego, byłych siatkarzy, od lat kolekcjonował juniorskie puchary, a wszyscy wokół powtarzali, że z takimi warunkami fizycznymi, jest skazany na sukces. Ale przebić się w dorosłym tenisie nie potrafił. Zawodziła głowa i mięśnie, bo nie wytrzymywał trudnych meczów. Mozolnie wspinał się z czwartej setki do drugiej, ale tam utknął. Frustrował go brak sponsorów (nie stać go było na wyjazd na Australian Open) i porażki.

Przebudził się latem w Wimbledonie. Jak burza przeszedł eliminacje, a potem dwie rundy turnieju głównego. Później wygrał kilka challengerów, awansował do pierwszej setki, a niedawno dogonił na liście ATP Kubota. - Gram lepiej, bo uwierzyłem w siebie. Pojawiło się nastawienie, że jak idzie źle, to gram dalej, a nie schodzę z kortu - mówił Sport.pl na Wimbledonie. Ale dodawał, że ważna była też zmiana rakiety (na bardziej elastyczną, "wybaczającą błędy") oraz nowy trener od przygotowania fizycznego.

Jeśli głowa Janowicza dalej będzie twarda, być może właśnie otwierają się przed nim wrota do wielkiej kariery. W piątek o półfinał zagra z Janko Tipsareviciem (ATP 9).

230 km/godz

z taką prędkością serwował wczoraj Janowicz