Sport.pl

Skoki narciarskie. Kruczek: Forma Stocha nie ucieknie

- Kamil Stoch dorósł do wygrywania i popularności - mówi trener Łukasz Kruczek. Polski skoczek wygrał dwa z trzech ostatnich konkursów Pucharu Świata, bijąc najsłynniejszych rywali. Relacja na żywo z kwalifikacji w Oberstdorfie w piątek od 17 na Sport.pl.
SPORT.PL na FACEBOOK-u - wejdź na nasz profil, zostań fanem. Komentuj, dyskutuj, radź »

Sukcesy 24-letniego Stocha to również zasługa niedocenianego w kraju Kruczka, który od trzech lat prowadzi kadrę bez Adama Małysza.

Już latem Stoch osiągnął dobrą formę - obojętnie, z jakimi rywalami walczył, nie schodził z podium. Dwa razy wygrał konkurs Letniego Grand Prix. - Dlatego liczyliśmy też na zwycięstwa Kamila zimą, choć o nich nie mówiliśmy - twierdzi Kruczek.

Początek był bolesny. Stoch i spółka spod skrzydeł Kruczka skakali w PŚ słabo. - Przygotowania na pierwszym śniegu przebiegły nie tak, jak oczekiwaliśmy. Mieliśmy za mało skoków w dobrych warunkach. Kamilowi rozregulowała się pozycja dojazdowa, błędy się utrwaliły - opowiada Kruczek. - Pierwsze zimowe konkursy były trudne i przestaliśmy myśleć o wygranych. Liczyły się tylko każde kolejne zawody i dwa równe skoki. Chciałem, by Kamil zajmował jak najwyższe miejsca, awansował do czołowej dziesiątki PŚ i wreszcie, żeby nie musiał startować w kwalifikacjach. Wiedziałem, że stać go na to.

Do połowy stycznia szło jak po grudzie. Miejsca w pierwszej dziesiątce - ale nigdy wyższe niż siódme - przeplatał z tymi w trzeciej. - Pojedyncze skoki były takie, że mógł walczyć o miejsce w ścisłej czołówce. Brakowało stabilizacji - mówi Kruczek.

Kluczem do sukcesów okazały się spokojne treningi po styczniowych zawodach w Harrachovie. Później Stoch nie pojechał na PŚ do Sapporo, tylko skakał w kraju. I - dosłownie - na naszych oczach zmienił się, kiedy pod zakopiańską Wielką Krokiew przyjechał Puchar Świata. W piątek 21 stycznia był siedemnasty, dzień później siódmy, a w niedzielę wygrał. Do dziś nie schodzi poniżej szóstej lokaty, z drużyną był też na podium w Willingen.

- Cała tajemnica zawiera się w jednym słowie: stabilizacja - mówi Kruczek. - Przyszła po treningach ze sporą liczbą skoków. Im więcej było powtarzalnych, dobrych prób, tym szybciej wracała pewność i spokój.

Eksplozja nastąpiła w Zakopanem. Potwierdzenie formy i zaprzeczenie teorii o zakopiańskim przypadku - w środę w Klingenthal.

- Porównywanie obu konkursów nie ma sensu, my oceniamy skoki - mówi Kruczek. - Nie ma znaczenia, czy po pierwszej serii Kamil musi bronić pierwszego miejsca jak w Zakopanem, czy atakować z czwartego jak w Niemczech. Jeśli zawodnik zaczyna kalkulować, z góry jest przegrany. Ma wpływ wyłącznie na to, co sam zrobi. Jego zadanie jest proste: ma usiąść na belce, skoczyć swoje i dalej niczym się nie przejmować. A potem zdać się na łaskę losu i skoki innych.

Stochowi wychodzi to świetnie. Fruwanie na nartach go cieszy, po wylądowaniu wykonuje spontaniczne gesty radości. Czy kolejne będą w Oberstdorfie, gdzie już dziś odbędą się kwalifikacje do sobotniego konkursu? Różnica w porównaniu z poprzednimi zawodami jest taka, że tym razem rywalizacja odbywać się będzie na skoczni mamuciej, gdzie czasem dominują inni zawodnicy niż na obiektach dużych.

- Konkursy na mamutach mogą coś rozregulować, ale nie muszą. Po Oberstdorfie czekają nas loty w Vikersund, a później dziesięć dni spokojnych treningów i czas na ostatni szlif przed mistrzostwami świata. Skoki w Szczyrku i Wiśle dają nam najwięcej - opowiada Kruczek. - Jeśli na mamutach Kamil nie będzie popełniał błędów, czasem odpuści kwalifikacje, a czasem skok próbny przed konkursem. Ma teraz w sobie dużo pewności, jest dobrze przygotowany motorycznie, nie potrzebuje zbyt dużej liczby skoków.

Tak zrobił Stoch w Klingenthal. We wtorek zaliczył dwie sesje treningowe i przed kwalifikacjami wrócił do hotelu. W środę odpuścił serię próbną i jako jedyny oddał tylko dwa skoki konkursowe. Ale za to jakie. Na pierwsze miejsce.

Transmisja kwalifikacji w Oberstdorfie od 17 w Eurosporcie, relacja na żywo na Sport.pl.



Więcej o: