PŚ w skokach. Stoch już szykuje formę na Lillehammer

Od czwartku do soboty w Kuusamo drugi weekend Pucharu Świata bez kontuzjowanego Kamila Stocha. Ale podwójny mistrz olimpijski czuje się coraz lepiej. W środę, po tygodniowej przerwie od treningów, zaczął przygotowania do zawodów w Lillehammer, które odbędą się od 5 do 7 grudnia. - W czwartek będziemy obserwować, jak zareagowała kostka Kamila, ale ze wstępnych informacji wynika, że wszystko jest w porządku - informuje Sport.pl dr Michał Wilk, który w kadrze polskich skoczków odpowiada za trening motoryczny.
Stoch urazu kostki nabawił się w piątek 21 listopada w Klingenthal. Z powodu kontuzji nie wystartował w kwalifikacjach, chcąc oszczędzać się na sobotni konkurs drużynowy. W końcu zrezygnował z występu, by wszystkie siły rzucić na niedzielne zawody indywidualne. Ale i w nich podwójnego mistrza olimpijskiego z Soczi nie zobaczyliśmy. Trener Łukasz Kruczek wyjaśniał, że Stoch mógłby skakać, ale dyskomfort, jaki odczuwał, nie pozwoliłby mu robić tego na maksimum jego możliwości.

Po powrocie do Polski i badaniach u doktora Aleksandra Winiarskiego zdecydowano, że zwycięzca poprzedniej edycji Pucharu Świata zacznie bronić Kryształowej Kuli najwcześniej od trzeciego weekendu tego sezonu. Do Kuusamo Stoch nie poleciał, by nie przyspieszać procesu leczenia i nie narażać się na ryzyko pogłębienia urazu. W środę w sprawie najlepszego skoczka świata wreszcie dostaliśmy naprawdę dobrą wiadomość.

Pracuje na 36 proc.

- Siedem dni od ostatniego treningu motorycznego, który miał miejsce 19 listopada, Kamil zrobił pierwszy trening siły - mówi nam dr Michał Wilk.

Jak trenował Stoch? - Robił lekkie przysiady ze sztangą. W niestandardowym tempie ruchu. Mocno wydłużony został czas napięcia mięśniowego, żeby ukrwić mięsień. To ważne, ponieważ napływ czynników krwi w uszkodzony obszar mięśniowy pomaga go odbudować - tłumaczy specjalista.

Lekkie przysiady oznaczają, że na sztandze, z którą ćwiczył mistrz olimpijski, było 70, a nie jak zazwyczaj 130 kg. - Czasem Kamil dźwiga nawet trochę ponad 130 kg. Teraz zaczęliśmy delikatnie, bo Łukasz Kruczek po konsultacji z lekarzem chciał, by zawodnik wrócił do treningu bezpiecznie. Niczego nie chcemy przyspieszyć - tłumaczy Wilk i opowiada, że przed tygodniem nasz mistrz ćwiczył ze średnią wartością obciążenia wynoszącą 80, a teraz tylko 36 proc. jego możliwości.

Jednocześnie trener przygotowania motorycznego zapewnia, że ostrożność dotycząca Stocha nie jest przesadna, krótko mówiąc - nikt nie zamierza na niego chuchać i dmuchać.

- Podczas pierwszego treningu od kontuzji Kamil miał zupełnie inne tempo niż zwykle. Dlatego choć ciężar nie był duży, to Stoch się zmęczył. On normalnie trening robi w tempie dwa na dwa, a teraz robił w tempie pięć na dwa. To spora różnica, jeśli chodzi o odczucia - zapewnia Wilk.

Lżej, ale dłużej

Dwa na dwa i pięć na dwa to podany w sekundach czas faz ekscentrycznej (zejść w przysiadzie w dół) i koncentrycznej (wstawanie). - Najczęściej Kamil robi przysiady, będąc po tyle samo czasu w obu fazach. Teraz wydłużyliśmy fazę ekscentryczną, żeby zwiększyć napięcie mięśniowe i ukrwić mięsień. Wydłużenie tej fazy jest mocno odczuwalne - mówi trener. I przytacza jeszcze trochę danych mówiących o tym, jak do pracy wraca Stoch. - 19 listopada Kamil w ciężkim treningu, z dużym obciążeniem, miał czas pracy wynoszący 72 sekundy, teraz to było prawie 120 sekund. Ten czas dotyczy rzeczywistej pracy w tym jednym ćwiczeniu, a składa się na niego kilkanaście serii - wyjaśnia Wilk.

Poza przysiadami ze sztangą Stoch wykonuje teraz jeszcze jedno, dodatkowe ćwiczenie. - Uzupełnieniem jest prostowanie nóg, siedząc. Tu chodzi o dużą liczbę powtórzeń nie z wielkim ciężarem, ale do momentu pierwszego uczucia palenia mięśniowego. Ono oznacza, że krew napłynęła i krążenie się pobudza, a o to nam chodzi - tłumaczy trener.

Powrót Stocha do pracy służy i niecierpliwie czekającemu na starty zawodnikowi, i ludziom z jego sztabu. - Kamil wie, że skoro ruszyliśmy z treningiem, to znaczy, że jest dobrze. My już we wtorek zastanawialiśmy się, czy czegoś nie zrobić, w środę lekarz dał na to zgodę - mówi Wilk. - W czwartek będziemy obserwować, jak zareagowała kostka Kamila, ale już mam pierwsze informacje i nie sądzę, by stan zapalny mógł się przez trening pogłębić albo żeby stało się cokolwiek innego, co mogłoby nas zaniepokoić - kończy.

Rozpoznasz którego skoczka narciarskiego to kask? >