PŚ w Klingenthal. Stoch zdyskwalifikowany. Kruczek: Jesteśmy mocni

Gdyby nie przesunięcie Kamila Stocha z miejsca dziewiątego na 30., aż czterech polskich skoczków narciarskich uplasowałoby się w czołowej ?15? konkursu Pucharu Świata w Klingenthal. Piotr Żyła był szósty, Krzysztof Miętus - 11., a Maciej Kot - 13. Dla kadrowiczów Łukasza Kruczka był to ostatni występ przed mistrzostwami świata, które 20 lutego rozpoczną się w Val di Fiemme. - Pokazaliśmy, że jesteśmy mocni, Puchar Świata to najlepszy wykładnik siły zespołu - podkreśla trener.
Po skokach na 135 i 128,5 m Żyła po raz trzeci w bieżącym sezonie zajął szóste miejsce w konkursie PŚ, wyrównując w ten sposób swój najlepszy wynik. Swoją "życiówkę" pobił Miętus (145 i 121,5 m), zajmując 11. miejsce, choć zaraz po konkursie był 12., jak w grudniu 2009 roku w Lillehammer.

Wtedy czterech Polaków znalazło się w czołowej "15" zawodów PŚ, bo siódmy był Stoch, ósmy Małysz, a 15. - Marcin Bachleda. W środę w Klingenthal Kruczek też miałby czterech skoczków w czołowej "15" konkursu, gdyby nie dyskwalifikacja Stocha za nieprzepisowy kombinezon.

Lider naszej kadry uzyskał 125,5 i 131 m i w sportowej walce po raz 12. z rzędu znalazł się w czołowej "10" zawodów PŚ, choć po pierwszej serii był dopiero 18. Niestety, kilka minut po zawodach okazało się, że kombinezon, w jakim skakał Stoch, nie był zgodny z przepisami. - Chodziło o kilka milimetrów na jednym z łączeń. Dziwne, bo Kamil w tym kombinezonie skacze od dłuższego czasu - wyjaśnia Kruczek.

Mimo pechowej dyskwalifikacji Stocha trener Polaków może być zadowolony. Jeszcze przed nią po zsumowaniu not uzyskanych przez jego czterech podopiecznych okazało się, że zajęliby drugie miejsce, gdyby na Vogtland Arenie rozgrywano zawody drużynowe, a nie indywidualne. Żyła, Stoch - oczywiście licząc z jego drugim, ostatecznie unieważnionym skokiem, Miętus i Kot zdobyli do spółki 950,2 pkt. Lepsi byli tylko Słoweńcy; suma not Jaki Hvali (pierwsze miejsce), Petera Prevca (siódma pozycja) Jurija Tepesa (był 15.) i Matjaza Pungertara (16. miejsce) to 966,9 pkt. Krótko mówiąc, zawody w Klingenthal pokazały, że mimo słabszego występu w "drużynówce" w Willingen (tam Polska była piąta) podopieczni Kruczka na mistrzostwach świata będą w stanie walczyć o medal w konkursie drużynowym.

- To bardzo ważne, żeby w ostatnich zawodach przed mistrzostwami spisać się dobrze, bo wtedy można spokojnie trenować i na najważniejszą imprezę jechać z uśmiechem - mówi Żyła. On, a także Stoch, Kot, Miętus, Dawid Kubacki (w środę był 31.) i najpewniej również Stefan Hula z Klingenthal przeniosą się do Szczyrku na trzydniowy obóz treningowy przed Val di Fiemme. W weekend w Oberstdorfie, w lotach narciarskich, Polskę reprezentować mają młodzi skoczkowie, m.in. Klemens Murańka i Aleksander Zniszczoł.

- Zawodnicy pierwszej kadry w Szczyrku będą spokojnie pracować nad wyeliminowaniem małych błędów, jakie popełniają, będą też testować sprzęt przygotowany specjalnie na mistrzostwa, m.in. nowe kombinezony, które mają być perfekcyjnie przygotowane - mówi Kruczek. - Wiemy, co dokładnie chcemy w najbliższych dniach zrobić, i jesteśmy przekonani, że to przyniesie efekt. Oczywiście nie mogę zagwarantować, że we Włoszech zdobędziemy medale, bo mistrzostwa świata to jednak zawody obarczone dużą losowością, ale na pewno będziemy walczyli o najwyższe miejsca - dodaje trener.

Kruczek jest zadowolony, że jego zespół do najważniejszych konkursów sezonu może przygotowywać się w spokoju. - Do mistrzostw nie podchodzimy jak do okazji pokazania, że już dużo w światowych skokach znaczymy, bo tak naprawdę pokazujemy to od dwóch miesięcy. Mamy przecież trzech zawodników w czołowej "30" klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, coraz częściej w poszczególnych konkursach do "10" wskakuje po dwóch naszych zawodników, liczymy się jako drużyna. Jesteśmy naprawdę mocni, a to daje nam komfort w przygotowaniach do kolejnych wyzwań - kończy Kruczek.