PŚ w Predazzo. Stoch: Bardzo szybko się pozbierałem

:
-
- Pierwsze i siódme miejsce satysfakcjonuje mnie, ale nie w pełni. - mówi Kamil Stoch pytany o to, czy byłby zadowolony, gdyby za rok, na mistrzostwach świata w Predazzo, powtórzył wynik, który osiągnął tu teraz w zawodach Pucharu Świata.
Też musisz gdzieś lecieć? Wyniki masz w telefonie na m.sport.pl »

Kamil, czułeś się tu jak w Zakopanem? Na trybunach dominowali Polacy, ty zająłeś siódme i pierwsze miejsce, a w naszych konkursach byłeś przecież pierwszy i siódmy?

- Rzeczywiście fajna ta zależność. A klimat też był świetny, za co należą się podziękowania nie tylko kibicom, ale też polskim DJ-om, którzy naprawdę przenieśli tu zakopiańską atmosferę.

Biało-czerwone trybuny na konkursie poza Polską przypominają najlepsze czasy Adama Małysza. Wygląda na to, że ty też przyciągasz ludzi.

- Bardzo się z tego cieszę. Wszystkim, którzy tu byli dziękuję. My potrzebujemy tego wsparcia, tylu naszych rodaków nas motywuje, uskrzydla.

Cztery lata temu byłeś w Predazzo szósty i wtedy to był dla ciebie duży sukces. Teraz wygrałeś w miejscu, w którym Małysz zwyciężył w dwóch konkursach Pucharu Świata i zdobył dwa złote medale mistrzostw globu.

- Bardzo lubię tę skocznię, widać, że ona jest dla Polaków dobra. Teraz początkowo nie mogłem się na niej odnaleźć, to pewnie były skutki ostatnich, dalekich podróży. Ale w sumie bardzo szybko się pozbierałem.

W finale oddałeś świetny skok. Już po wyjściu z progu wiedziałeś, że polecisz daleko?

- Tak, czułem, że to jest to.

Trener Kruczek zdradził nam, że po sobotnich zawodach oglądaliście twoje idealne skoki. Powiesz, które dokładnie?

- Oglądnęliśmy kilka skoków, między innymi z treningów, ale też z bardzo dobrych dla mnie konkursów. Chodziło o to, żeby bodźcem wzrokowym przywołać dobre skoki.

To wasza tajemnica sukcesu?

- Jest nią pozytywne nastawienie, cieszenie się z tego, co się ma, a nie martwienie się, że coś nie wyszło.

Co robiłeś w sobotę poza oglądaniem swoich skoków?

- Ważne jest, żeby się relaksować. Zawsze mam ze sobą dobrą książkę, która mnie wciąga, w której mogę się zapomnieć i dobrą muzykę oraz film. Mamy też fizjoterapeutę, który odwala kawał dobrej roboty, to samo mogę powiedzieć o psychologu. W zespole wszystko fajnie działa.

Co czytałeś ostatnio?

- "Przesyłkę z Salonik" Roberta Ludluma.

Twój dawny trener, Stanisław Trebunia-Tutka, zapowiadał przed zawodami w Predazzo, że wygrasz tu przynajmniej raz i w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata wyprzedzisz Thomasa Morgensterna. Trafił w "dziesiątkę".

- Bardzo się cieszę, że ma o mnie takie zdanie, że we mnie wierzy. To dla mnie bardzo ważne, że tak mówią o mnie ludzie, którzy ze mną kiedyś pracowali.

Prezes Polskiego Związku Narciarskiego, Apoloniusz Tajner, też w ciebie wierzy. Jego zdaniem masz dużą szansę na podium w klasyfikacji końcowej Pucharu Świata.

- W tym temacie prosiłbym o wstrzemięźliwość. Nie wolno się za daleko zagalopować. Moim celem przed sezonem było wejście do szóstki. W tym momencie w niej jestem i moim celem jest pozostanie w tym gronie. Wiem, że jeśli zacznę myśleć o dogonieniu Andreasa Koflera, o byciu liderem, to będę całkowicie zgubiony.

Za rok minie 10 lat od złota Adama. Historia zatoczy koło?

- Adam jest świetnym człowiekiem, wspaniałym sportowcem. Zrobił w skokach, w ogóle w sporcie, rzecz, którą udało się osiągnąć mało komu, a może nawet nikomu innemu. Tak naprawdę nie chcę gonić jego wyników, nie myślę w takich kategoriach, że muszę wygrywać i pokazać, że teraz ja jestem taki super. Ale medal na pewno będzie moim celem.

Taki wynik, jaki osiągnąłeś w Predazzo teraz, a więc siódme i pierwsze miejsce, za rok brałbyś w ciemno?

- Nie. Pierwsze i siódme miejsce satysfakcjonuje mnie, ale nie w pełni.

Radzisz sobie z presją? Widzisz, jak wiele od ciebie wszyscy oczekują?

- Tak naprawdę presję na siebie nakłada sam zawodnik. Jeżeli potrafi skupić się wyłącznie na sobie, na tym, co ma zrobić, a nie na tym, co się dzieje wokół niego, to jest w stanie sobie poradzić.

Po zawodach waszą ekipę czeka chyba impreza? Ty wygrałeś, a Piotrkowi Żyle w sobotę urodziła się córka.

- Szkoda, że nie wygrał Piotrek. W ten sposób zrobiłby prezent swojemu dziecku, żonie i sobie. Dla Piotrka to na pewno piękna chwila, myślę, że narodziny dziecka są dla człowieka jednym z najważniejszych momentów w całym życiu. Tu nie było na to czasu, ale teraz na pewno pomyślimy o jakimś prezencie dla Piotrka.