Wawrzyk: Rewanż z Najmanem w MMA? Jestem bokserem a nie pajacem!

Uważany za najbardziej utalentowanego polskiego pięściarza wagi ciężkiej młodego pokolenia Andrzej Wawrzyk w 2010 roku stoczył cztery zwycięskie pojedynki. W rozmowie z ringpolska.pl zawodnik grupy KnockOut Promotions podsumowuje minione dwanaście miesięcy, wspomina spotkanie ze swoim wielkim poprzednikiem Andrzejem Gołotą i odpowiada Marcinowi Najmanowi na propozycję walki rewanżowej w formule MMA.

- Andrzej, rok 2010 rozpocząłeś od starcia w USA z Harveyem Jollym. Wygrałeś gładko, ale leżałeś w tym pojedynku na deskach. Jak wspominasz swój pierwszy pobyt za Oceanem?

Andrzej Wawrzyk: To był mój pierwszy taki wyjazd i muszę powiedzieć, że okazał się bardzo dużym doświadczeniem. Przede wszystkim sama walka, w której byłem na początku w tarapatach, ale poradziłem sobie jakoś. Ogólnie walka nie poszła po mojej myśli, jednak wygrałem ją wysoko na punkty. Na pewno mogę wyciągnąć z tego występu sporo cennych wniosków. Wiele się nauczyłem.

- Jak doszło do tego, że padłeś na deski?

AW: Przeciwnik był z niższej kategorii wagowej, bardzo szybki. Byłem przyzwyczajony do tego, że w wadze ciężkiej to ja góruję nad rywalami szybkością, a Jolly był tak szybki, że naprawdę ciężko było mi go trafić jakimś czystym mocnym ciosem. Zacząłem przez to bardzo głupio boksować, wylatywać do przodu, on uderzył w bardzo dobrym momencie, wytrącił mnie z równowagi i skończyło się nokdaunem. Potem wróciłem już do punktowania lewym prostym, bo dopaść go mocną prawą ręką było bardzo trudno. Był po prostu za szybki.

- To był mocny cios?

AW: Nie aż tak bardzo, po prostu był czysto trafiony. Jednak bez problemu się podniosłem, wróciłem do spokojnego boksowania, spychałem go do tyłu na liny i wszystko było w porządku. A czy był to jakiś bardzo ciężki cios? Nie wydaje mi się. Jeśli się trafi w dobrym momencie, to każdego można przewrócić. Nie wiem, jak to wyglądało z zewnątrz, ale ja czułem się zupełnie dobrze, gdy się podniosłem. Byłem gotów do dalszego boksowania i spokojnie wygrałem tę walkę.

- Przy okazji pobytu w Stanach poznałeś bliżej Andrzeja Gołotę. Jak zapamiętałeś to spotkanie?

AW: To tak naprawdę moje najmilsze wspomnienie z USA - to że spotkałem Gołotę. To jest wspaniały człowiek i miło było go bliżej poznać. Poświęcił nam bardzo dużo uwagi i dzięki niemu czuliśmy się w Stanach świetnie. Pokazał nam tam chyba wszystko, co można było w tak krótkim czasie. Bardzo miły, sympatyczny człowiek.

- Usłyszałeś od niego jakąś sportową radę, jak od starszego kolegi po fachu?

AW: Tak. Stwierdził, że powinienem się wziąć za siłownię, bo wyglądam bardzo marnie [śmiech].

- A propos Gołoty, polskie media od dawna szukają usilnie jego następcy, tobie też przyklejono od razu taką łątkę. Nie przeszkadza ci to?

AW : Szczerze powiedziawszy, to nie zwracam większej uwagi na to, co piszą dziennikarze. Chcę po prostu robić swoje, boksować najlepiej, jak to możliwe. A że od czasu do czasu pojawiają się w prasie tytuły "Następca Gołoty", nie przeszkadza mi to w żaden sposób, bo i tak będę robił swoje.

- To hasło "następcy Gołoty" przeszkadza zdaje się najbardziej twojemu byłemu rywalowi Marcinowi Najmanowi.

AW: Tak, czytałem wywiad z nim. Strasznie podlizywał się Gołocie, ale to u niego normalne. Chciałby być wielkim przyjacielem Andrzeja, a Gołota nawet nie wie, kim on jest. Z resztą Najman kiedyś nawet twierdził, że jest blisko walki z Gołotą. Pełen kit. Tak samo podlizywał się Tomkowi Adamkowi i opowiadał, że z nim sparował. Przecież Adamek zabiłby go w ringu, gdyby choć jedną rundę boksowali na poważnie.

- Z Najmanem masz jeszcze kontrakt na rewanż. On oświadczył, że zmierzyłby się z tobą po raz drugi, ale w MMA.

AW: A w berka albo kometkę nie? Śmieszne! Marcin wie doskonale, że w MMA walk toczyć w najbliższych latach nie będę, bo jestem zawodowym sportowcem - bokserem a nie pajacem i nie jest tak, że we wtorek wykonuję pewne techniki, a w środę robię coś zupełnie innego. Dziwię mu się, że wspomina o rewanżu, bo w naszej pierwszej walce przewrócił się jak dzieciak i zaraz potem się poddał. Nie zdążyłem go nawet porządnie uderzyć. On zresztą we wszystkich ważniejszych walkach się poddaje - w boksie czy tej swojej wersji MMA. Wyobraź sobie jego minę, gdybym powiedział teraz "OK, wchodzimy do bokserskiego ringu na rewanż, walka o tytuł Mistrza Polski. Nie bój się, nie zrobię ci krzywdy, bo przecież zdążysz się poddać, zanim cię uderzę". Dla mnie Najman to żaden sportowiec, zwykły showman który, małolatkom może coś wciskać, a teraz, po tej mojej wypowiedzi, będzie mnie pewnie wyzywał w MMA, walce na miecze lub w badmintona, bo na ring bokserski nie wejdzie. Nie chce mi się już o nim gadać. Gdyby naprawdę chciał rewanżu, już dawno rozmawiałby z moim promotorem a nie robił z siebie błazna w Internecie. Niech się dalej promuje. Ma w tym duże sukcesy - słychać to na galach boksu, chyba nikogo tak publiczność nie wygwizduje.

- Wracając do poważnych spraw: w dalszej części roku 2010 stoczyłeś dwie walki - w marcu z Lee Swabym i w maju z Paulem Butlinem. Obydwie wygrałeś, ale po Butlinie złapałeś uciążliwą kontuzję pleców. Skończyło się operacją.

AW: Ta kontuzja odezwała się już po powrocie z USA i ciężko mi się boksowało w tych dwóch walkach. Blokowało mi prawą nogę, bo miałem parę centymetrów przesuniętą miednicę i w ringu brakowało mi stabilności. Po walce z Butlinem musiałem się z tym już udać do lekarza, zrobiliśmy rezonans i okazało się, że niezbędna jest operacja. Nastawiono mi miednicę, naprawiono kręgi szyjne i miesiąc po zabiegu musiałem leżeć. Teraz na szczęście wszystko jest już w porządku.

- Wróciłeś do treningów bokserskich dopiero w sierpniu podczas obozu w Zakopanem, ale teraz poświęcasz się głównie treningowi siłowemu z Pawłem Gasserem.

AW: Tak, teraz pracuje przede wszystkim na siłowni.

- Obciążenia treningowe nie powodują odnowienia się kontuzji?

AW: Nie, jest naprawdę super, zresztą treningi były dobrane tak, by zapobiec nawrotowi kontuzji. Ćwicząc, jestem świetnie zabezpieczony i nie myślę o kontuzji tylko o tym, by dać z siebie na treningu wszystko.

- Na czym koncentrujesz się na siłowni? Są jakieś partie mięśni, które szczególnie chcecie wzmocnić?

AW: Wszystkie [śmiech]. Wszystkie moje mięśnie potrzebowały dużej roboty na siłowni. Zaczęliśmy od nóg, potem zajęliśmy się resztą. Jestem bardzo zadowolony z tych treningów, bo widzę postępy. Czuję, że moje ciosy ważą teraz więcej, co w kategorii ciężkiej ma duże znaczenie. Równolegle z siłą robię jeszcze technikę i jak to się wszystko dobrze zgra, to sami zobaczycie efekt w ringu.

- We wrześniu, w zasadzie w środku cyklu siłowego, wypadła ci jeszcze walka z Pavelsem Dolgowsem, z której chyba nie jesteś zadowolony.

AW: Na pewno nie. Trochę się w tej walce za bardzo napaliłem, tym bardziej, że boksersko się do niej prawie nie przygotowywałem i do ringu wszedłem praktycznie prosto z siłowni. Wystarczy powiedzieć, że miałem przed tym pojedynkiem tylko jeden sparing. Efekt było widać - kompletnie nie mogłem wyczuć dystansu, przez co nie mogłem boksować tak skutecznie, jak powinienem.

- Kiedy kibice zobaczą Andrzeja Wawrzyka w walce o poważniejszą stawkę? Rozmawiałeś na ten temat z promotorami? Ostatnia twoja duża walka to było starcie z Aleksem Mazikinem, Kiedy kolejne wyzwanie?

AW: Raczej nie będziemy się spieszyć. Musze skończyć cykl siłowy, potem zobaczymy, jak będę się prezentował w ringu na sali treningowej. Wydaje mi się, że jeśli wszystko będzie w porządku i mój boks będzie po siłowni wyglądał dobrze, to może na w połowie przyszłego roku przyjdzie czas na poważny sprawdzian.

Andrzej Wawrzyk ma 23 lata, na zawodowych ringach stoczył 20 zwycięskich walk. W swoim dorobku ma tytuły Międzynarodowego Mistrza Polski i młodzieżowego mistrza świata wagi ciężkiej federacji WBC.

Specjalny serwis o boksie. Sprawdź Ringpolska.pl ?

Więcej o: