Boks. Wokół gali Pacquiao - Margarito

W nocy z soboty na niedzielę na Dallas Cowboys Stadium w Arlington dojdzie do arcyciekawej walki pomiędzy obecnym liderem rankingów P4P, Mannym Pacquiao (51-3-2, 38 KO), a antybohaterem ostatnich kilkunastu miesięcy - Antonio Margarito (38-6, 27 KO), który mimo zapisania czarnej karty w historii boksu, dostał od szefa Top Rank, Boba Aruma, wielką szansę powrotu do bokserskiej elity.

Gdy latem Floyd Mayweather Jr. (41-0, 25 KO) jasno dał wszystkim do zrozumienia, że woli zająć się trwonieniem fortuny, niż walką z filigranowym Filipińczykiem, nikt nie widział dla "Pacmana" godnego przeciwnika. Grono potencjalnych rywali największej gwiazdy boksu szybko zawęziło się do dwóch nazwisk, z których żadne nie było jednak w stanie zaelektryzować kibiców. Miguel Cotto (35-2, 28 KO) odpadł z oczywistych względów, więc ostatecznie wybór padł na walecznego (lecz nie do końca uczciwego) Meksykanina, z którym Manny miał zaboksować o wakujący pas WBC w wadze junior średniej, co w przypadku zwycięstwa Pacquiao, oznaczałoby zdobycie mistrzowskiego pasa w ósmej kategorii. Dzięki wpływom Boba Aruma Margarito odzyskał licencję uprawniającą go do toczenia walka na terenie Teksasu i pojedynek może odbyć się w Arlington.

Fani, zamiast oceniać szanse pięściarzy, podzielili się na dwa obozy. Jedni twierdzili, że Margarito nie zasługuje na tak wielką szansę, po tym jak cały dorobek jego kariery stanął pod wielkim znakiem zapytania. Na początku ubiegłego roku, przed walką z Shanem Mosleyem (46-6-1, 39 KO), "Tony" został nakryty na stosowaniu nielegalnych substancji, które z biegiem walki utwardzają rękawice. Trener Amerykanina, Naazim Richardson, zażądał wówczas ponownego zabandażowania dłoni. Kilkadziesiąt minut później kompletnie bezradny Meksykanin dostał od "Słodkiego" straszliwe lanie i przegrał przez nokaut w dziewiątej rundzie.

Z kolei inni uznali, że walka ze znakomitym Pacquiao będzie dla oszusta największym możliwym wymiarem kary. Nikt nie miał wątpliwości, że dobrze przygotowany Filipińczyk bez problemu upora się z dość surowym Margarito i brutalnie zakończy jego karierę.

Wkrótce po rozpoczęciu obozu przygotowawczego Bob Arum, przy pomocy Freddiego Roacha i całej masy sparingpartnerów oraz kolegów "Pacmana", zaczął rozpuszczać plotki o kiepskiej formie Manny'ego. Pacquiao miał rzekomo chodzić rozkojarzony, myślami być przy polityce, nie przykładać się do treningów i obrywać od innej gwiazdy - Amira Khana (23-1, 17 KO). Natomiast z obozu Margarito niezmiennie wypływały informacje o wysokiej formie Meksykanina. "Tony" rozbijał kolejnych sparingpartnerów, a jego nowy trener, Robert Garcia, zapowiadał nokaut na Filipińczyku. Na miesiąc przed walką w sieci pojawiały się zdjęcia znakomicie wyrzeźbionego Antonia, który zapewniał, że wykorzysta tę szansę i wróci na sam szczyt.

Wtem, na kilka tygodni przed walką, hiobowe wieści zaczęły mieszać się z coraz bardziej pozytywnymi. Manny coraz lepiej radził sobie w gymie, jego szybkość i siła rosły, a Alex Ariza przestał obawiać się o kondycję podopiecznego. Potem przyszedł występ u Jimmy'ego Kimmela, gdzie wylulozwany "Pacmana" zaśpiewał w duecie z Willem Ferrellem i uspokajał zaniepokojonych fanów, zapewniając, że 13 listopada o wszystko zadba. Vanes Martirosyan (28-0, 17 KO) i Amir Khan, obserwując ostatnie tygodnie przygotowań, zmienili zdanie i twierdzą, że Filipińczyk będzie zdecydowanie zbyt szybki, by dać sobie zrobić krzywdę. Każdy przepowiada spektakularne zwycięstwo w walce dobra ze złem i chyba tylko zagorzali meksykańscy kibice wciąż ślepo wierzą w silnego i odpornego Margarito, który jednak powinien być dla Pacquiao łatwy do rozpracowania.

Organizatorzy mogą być dumni z promocji tego pojedynku. Na olbrzymim stadionie w Dallas pojawi się od 50 do 80,000 fanów - znacznie więcej, niż mogłoby przyjść na walkę z Cotto, czy kimkolwiek innym (nie wliczając w to Mayweathera). Na otwartych treningach obydwu zawodników dopingowały tysiące fanów, miliony kibiców obejrzą walkę w telewizji, a setki tysięcy wykupią transmisję PPV. Dodatkowo galę uświetni występ gwiazdy hip hopu - Nelly'ego, który zaśpiewa swój najnowszy hit "Just a Dream". Nelly jest obecny na scenie muzycznej od dekady, a magazyn Billboard klasyfikuje go na trzecim miejscu wśród najbardziej popularnych artystów ostatnich dziesięciu lat. Szykuje się wielkie show, które najpewniej zakończy się triumfem nie tylko "Pacmana", ale i Top Rank. Dobra robota, panie Arum.

Wszystko o boksie na Bokser.org ?

Więcej o: