Boks. Trener Jackiewicza: W Rafale coś zgasło

Niepowodzeniem zakończyła się dla Rafała Jackiewicza wyprawa do słoweńskiej Lublany po pas mistrza świata wagi półśredniej federacji IBF. Polak po jednym z najsłabszych pojedynków w swoim wykonaniu na przestrzeni kilku lat uległ na punkty faworytowi gospodarzy Dejanowi Zaveckowi.

- W takiej walce, gdy się przegrywa, trzeba już o zwycięstwo "walczyć zębami", inaczej się nie da. Tu nie ma innej drogi. Rafał bał się zaryzykować i uważam, że to była główna przyczyna porażki - ocenił w wywiadzie dla ringpolska.pl sobotni występ swojego podopiecznego trener Fiodor Łapin.

Panie trenerze, były najlepsze przygotowania w karierze Rafała, trzy miesiące ciężkiej pracy, Zaveck nie błysnął formą, jednak walka jest przegrana. Co się stało?

Fiodor Łapin: Rafał chyba nie przygotował się mentalnie na to, że Zaveck może po prostu mocno bić. Myślę, że to zaważyło. Pierwsza runda była dobra. Potem Zaveck zaczął zadawać słabe technicznie ale silne ciosy. Rafał skupił się wtedy głównie na obronie, zabrakło kontrataku, czyli tego, na co się nastawialiśmy - prawy na prawy po uniku, prawy przez lewą rękę, ciosy na dół. Brakowało też przejęcia inicjatywy. Zaveck przecież nie tylko nacierał, cofał się też na liny i można było spokojnie zaatakować, ale nie tak jak to robił Rafał - pojedynczym ciosem.

Faktycznie, było sporo momentów, kiedy Zaveck się cofał i wówczas po prostu ze strony Rafała brakowało ciosów

- Brakowało. Brakowało ataku, kontrataku, pracy nóg, Rafał wypadał też na lewą nogę, a z takiej pozycji zadaje krótkie, mało dynamiczne i słabe ciosy. Zaveck zadawał serie uderzeń, a Rafał po prostu czekał, mimo że z narożnika cały czas szedł sygnał, że trzeba kontrować, bo Zaveck prostował się i był całkowicie odkryty. Ciężko na gorąco ocenić, czy zabrakło odwagi czy były to inne błędy Głowa Zavecka była jak na świeczniku i w walce o mistrzostwo świata trzeba było zaryzykować i kontratakować.

Z boku ringu widać było takie dwie niepokojące rzeczy - przy chaotycznych atakach Zavecka Rafał zamiast schodzić na bok, cofał się w linii prostej, oddawał też końcówki rund

- Jeśli chodzi o końcówki rund, to raz udało się Rafałowi skontrować i wtedy myśleliśmy, że już jesteśmy w domu. Niestety potem oddał kolejną rundę Trudno mi powiedzieć, co działo się wtedy w głowie Rafała, muszę z nim o tym porozmawiać.

Zaveck z Katowic był chyba lepszy od tego z Lublany. Z kolei Rafał ostatnio boksował lepiej niż wtedy w Katowicach, a jednak teraz coś zawiodło

- Zaveck w Katowicach boksował lepiej technicznie i ładniej dla oka. Tym razem pokazał po prostu siłę i myślę, że tym zaskoczył Rafała. Przypuszczam, że gdyby Zaveck walczył tak trzy lata temu, Rafał zrobiłby to, na co był przygotowany. Rafał jednak cały czas czuł zagrożenie ze strony "cepów" Zavecka i według mnie nie podjął ryzyka. Jeszcze raz powtarzam - tam trzeba było kontrować. Jeśli jeden zawodnik leci do przodu z podniesioną brodą, drugi powinien uważać, że leci do niego prezent, trzeba skorzystać i mocno skontrować. A Rafał potrafi kontrować, co pokazywał i na sparingach i w walkach. Zabrakło ze strony Rafała w tej walce ryzyka. Może nastawił się, że to wszystko mu bardzo łatwo pójdzie, że przyjedzie do Słowenii i Zaveck mu sam odda pas. Na pewno spodziewał się, że czeka go trudna walka, ale może nie spodziewał się czegoś takiego Trudno mi powiedzieć.

W którym momencie zauważył pan, że szala zwycięstwa zaczyna się przechylać na korzyść Zavecka?

- Myślę, że w czwartej- piątej rundzie. Pierwsza runda była niezła, w drugiej myślałem że Rafał zaraz się zbierze, ale im dalej tym Rafał brnął w coraz gorszy boks. Była jedna końcówka rundy, gdy Rafał trafił ciosem za cios i sądziłem, że zaraz zacznie się boks Rafała. Jednak Rafał zaczął robić to, co Zaveckowi najbardziej odpowiadało - cofał się w linii prostej, pozwalając Zaveckowi zadawać ciosy; nie schodził na boki, a uników rotacyjnych nie wystarczyło na rozpędzonego Zavecka bijącego tak często. Oczywiście zdecydowana część uderzeń trafiała na rękawice Rafała, który znów okazał się mistrzem obrony, natomiast, żeby zostać mistrzem świata federacji IBF, to było zdecydowanie za mało.

Rafał ma 33 lata, ostatnio był w znakomitej formie, jednak z Zaveckiem zaboksował słabo. Jest szansa, że w kolejnej walce wróci do poziomu z pojedynków z Rodriguezem czy Bonsu?

- On cały czas jest na tym poziomie, z resztą i Zaveck jest na podobnym, nie sądzę, żeby był wyżej. Nie ma co robić tragedii po przegranej walce o mistrzostwo świata IBF. Taka walka jeszcze dwa lata temu to był dla Rafała kosmos i może dziś ten kosmos Rafał poczuł. I nie chodzi mi tu o samego Zavecka, ale o całą otoczkę, te kilkanaście tysięcy ludzi na sali. Rafał pierwszy raz boksował na wyjeździe o mistrzostwo świata w głównej walce wieczoru i to mu chyba trochę podcięło skrzydła. Natomiast myślę, że dalej będzie wysoko w rankingach, trzeba dalej pracować, wygrać ze dwie walki, może o mistrzostwo Europy, boksować z mocnymi rywalami i może Rafał znów wróci na szczyt.

Nie ma pan takiego wrażenia, że Rafał przegrał tę walkę w swojej głowie? Był bardzo pewny siebie, przekonany o swoim zwycięstwie i nagle gdy w ringu nie szło tak, jak sobie założył, wszystko się w nim posypało

- Zgadzam się. Rafał był bardzo pewny siebie i myślał, że to wszystko pójdzie mu dużo łatwiej. Przy czym nie zwracałbym tutaj uwagi na to całe gadanie Rafała, bo on ma taki charakter - musi się napędzać, mobilizować i wcześniej to działało, bo wygrywał walki. W tym pojedynku w trzeciej-czwartej rundzie coś jednak w nim zgasło i zaczął boksować technicznie, podczas gdy w takiej walce, gdy się przegrywa, trzeba już o zwycięstwo "walczyć zębami", inaczej się nie da - trzeba wyjść i zrobić wszystko co się da - "cepy", walka cios za cios: jeśli nie trafię, to przegram, ale jeśli mi się uda, to za chwilkę założę mistrzowski pas. Tu nie ma innej drogi. Rafał bał się zaryzykować i uważam, że to była główna przyczyna porażki.

Więcej w serwisie www.ringpolska.pl ?

Więcej o: