Boks. Wojownik bezradny

Rafał Jackiewicz przegrał wielką szansę na tytuł mistrza świata. Zahukany i zdominowany przez Jana Zavecka został pokonany na punkty przy szalonym dopingu 14,5 tys. kibiców w Lublanie.

- Co miałeś robić, co?! Co miałeś robić?! Nie stój, k... mać! Zrób to, o czym mówiliśmy! - wrzeszczał zdenerwowany trener Fiodor Łapin przed ósmą rundą pojedynku.

Ale już wtedy było wiadomo, że Jackiewicz, używający ringowego przezwiska Braveheart, nie jest w stanie zrobić nic więcej ponad to, co do tej pory. Nie jest w stanie skutecznie kontrować ataków przeciwnika ani wyprzedzać go swoimi lewymi prostymi. Zaveck, energetyczny jak króliczek z reklamy Duracella, zasypywał go gradem ciosów - najczęściej niecelnych, ale one powodowały, że Polak nie był w stanie przejść do ofensywy. - Trochę mnie to zaskoczyło, choć byłem przygotowany na wojnę taką jak w Katowicach przed dwoma laty - mówił "Gazecie" Polak. Wówczas pokonał Słoweńca niejednogłośnie na punkty.

Kiedy Jackiewicz wreszcie znajdował czas na atak po przerwaniu ognia przez Słoweńca, kiedy wreszcie wyprowadzał pojedynczy cios, rywal był już za szczelną, podwójną gardą i kumulował siły do następnej kombinacji.

Przez 12 rund w Lublanie nie było fajerwerków technicznego boksu. Zaveck bił często i mocno, ale olbrzymia część ciosów była niecelna i nieczysta. Zadawał je w pozycji otwartej na przyjmowanie ciosów rywala. Tyle że Jackiewicz popełniał kilkanaście razy w jednej rundzie grzech zaniechania. W końcówce niemal każdego starcia - wbrew podstawowej zasadzie bokserskiej, która nakazuje zaatakować, aby koniecznie w tym momencie zdobyć uznanie sędziego - doświadczony Polak dawał się zepchnąć do obrony. - Wiedziałem, że przegrywam, więc chciałem uderzać. Nie wychodziło - mówił.

Dwóch sędziów dało sześciopunktową przewagę Słoweńcowi (117:111), tylko Leszek Jankowiak z Polski uznał walkę za remisową (114:114), czym prawdopodobnie naraził się mocno włoskiemu nadzorcy z IBF, bo remisu nie było na pewno.

Dlaczego Jankowiak znalazł się w Lublanie jako sędzia punktowy? Wynika to ze wstydliwego procederu obecnego zwłaszcza w boksie w europejskim - tam, gdzie w wyrównanym pojedynku przyjezdny pięściarz nie ma szans z lokalnym matadorem, promotorzy gości często zapewniają sobie już na etapie negocjacji udział sędziów z własnego kraju, których przychylności są pewni. Sami oczywiście zapewniają sobie też zaufanych arbitrów na własnym terenie, jakby nie wierząc w siłę swoich pięściarzy, lub po prostu na wszelki wypadek - bo strzeżonego sędzia strzeże. W Lublanie sędzią lokalnym był Bośniak, zaś "neutralnym" Brytyjczyk.

Zaveck wdrapał się teraz na trampolinę, która może go katapultować bardzo wysoko, zwłaszcza jest chodzi o pieniądze - w jego wadze boksują za oceanem pięściarze, z którymi walka daje sześcio- czy siedmiocyfrowe honoraria w dolarach.

Z kolei Jackiewicz musi się wykaraskać z finansowych kłopotów, w które wpadł mimo honorarium. Nie postawił na siebie u bukmacherów tyle, ile chciał - 20 tys. zł - bo opóźniło się kilka bankowych przelewów. Ale i tak jest teraz poważnie zadłużony. Lepiej, by Jackiewicz - pięściarz z trudną przeszłością - dostał szybko szansę na dobrze płatny następny pojedynek.

Dla Gazety

Fiodor Łapin - trener Jackiewicza

Nie myślałem, że walka może tak przebiegać, bo Rafał był w fantastycznej formie, czułem to na tarczy podczas treningów. W ringu okazał się pasywny, a miał być aktywny, miał wykorzystać lepszą pracę nóg, zadawać więcej ciosów, częściej kontrować, bo to jego mocna strona. Nic z tego. Może przed walką Rafał psychologicznie postawił się w zbyt trudnej sytuacji. Był za pewny siebie i jak poszło nie tak, jak sobie wyobrażał, to się pogubił tak, że wpadł w panikę. A jak już nic nie wychodziło, trzeba było gryźć.

Rafał Jackiewicz - pięściarz

Najlepsze sparingi w karierze, najlepsze obozy, idealna dieta, żadnych kłopotów z wagą, poukładane wreszcie życie. I nic. Wiedziałem, że wygra ten, który utrzyma swoją taktykę. Chyba po prostu za bardzo chciałem wygrać. Nie byłem zadufany w sobie, byłem pewny siebie - czułem, że jestem bardzo dobrze przygotowany.

Nie poddam się. Wiem, mam 33 lata, 46 walk za sobą. Ale tak naprawdę wciąż się uczę i rozwijam, bo dopiero przed trzema laty złapałem to coś.

Liczba

7

polskich pięściarzy walczyło o tytuł mistrza świata. Szansę wykorzystali Tomasz Adamek, Dariusz Michalczewski i Krzysztof Włodarczyk. Przegrali Andrzej Gołota, Maciej Zegan, Albert Sosnowski i Rafał Jackiewicz

Rasizm Mayweathera  ?

Więcej o: