Boks. Dawid wypunktował Goliata

Tomasz Adamek pokonał na punkty Michaela Granta w trzymającej do końca w napięciu 12-rundowej walce. Czy Polak jest gotowy do pojedynku z Władymirem lub Witalijem Kliczko?

Szybkość i taktyka Adamka lepsza niż szybki prawy Granta

Olbrzymi Michael Grant w ostatniej, 12. rundzie pojedynku postawił wszystko na jedną kartę. Biegał po ringu w polowaniu na Adamka, jego bronią były już tylko potężne cepy miotane w kierunku Polaka z dziką desperacją. - Wiedziałem, że przegrywam na punkty. Chciałem go znokautować. Był jak mała mysz, której po prostu nie mogłem złapać - mówił "Gazecie" Grant.

Walka Adamek - Grant na zczuba.tv

W tym momencie około 10 tysięcy polonijnych kibiców w Prudential Center w Newark stało i krzyczało: "Adamek, Adamek!", ale jednocześnie drżało z niepokoju o swojego bohatera. Tymczasem 50 minut wcześniej, gdy śpiewali diskopolowo "Jesteś szalona, mówię ci", polski hymn, hip-hopowy marsz Adamka "Nie zapomnij są skąd przybyłeś" i buczeli przeraźliwie na Granta w atmosferze biało-czerwonego festynu, żaden z nich nie dopuszczał do siebie myśli, że walka może się skończyć inaczej niż zwycięstwem Polaka.

Z jednej strony każda osoba w Prudential Center doskonale wiedziała, kto w tym pojedynku prowadzi po 11 starciach, z drugiej kibice widzieli, jakim niebezpiecznym wielkoludem jest Grant. Przypadkowe trafienie pięścią wielką jak telewizor rubin mogło skończyć pojedynek, z Polakiem leżącym na deskach.

Adamek jednak wywijał się jak piskorz, nie pozwolił się trafić. - Nawet przez moment nie byłem wtedy zagrożony. Wszystko miałem pod kontrolą. On po prostu nie mógł mnie wtedy trafić - powiedział Adamek, o niebo szybszy od rywala.

Jednak pojedynek wcale nie wyglądał na zaprogramowany pilotem.

Zaskoczył przede wszystkim Grant, przed walką skazany przez fachowców i polskich kibiców na klęskę. Za trafienie jego zwycięstwa bukmacherzy płacili osiem dolarów za każdego postawionego, za celne wytypowanie zwycięstwa Adamka - zaledwie 7 centów.

To, że Grant ma przewagę 12 cm we wzroście oczywiście nie było żadnym zaskoczeniem, ani to, że ma niemal 30 centymetrową przewagę w zasięgu ramion. Ani to, że waży 20 kg więcej -wszystkie te cechy rzucają się w oczy. Nie było też zaskoczeniem, że Amerykanin ma serce do walki, bo pokazał to nie raz - choćby w walce z Andrzejem Gołotą w 1999 roku i w pojedynku z Lennoxem Lewisem, kiedy wstawał i chciał walczyć po każdym z czterech lądowań na deskach.

Grant zaskoczył mianowicie niezwykłą wytrzymałością, jak na 38-letniego, 118 kilogramowego pięściarza, i lepszymi umiejętnościami niż się wydawało, że dysponuje. Kiedy mówił przed pojedynkiem: "Kilka lat temu miałem moc taką jak Lennox Lewis i jak bracia Kliczko, ale nie miałem doświadczenia. Teraz mam też doświadczenie" to nie były przechwałki.

Adamek na początku narzucił bardzo wysokie tempo walki, zadawał kombinacje zaczynając od uderzeń na tułów, które kończył najczęściej celnymi lewymi ciosami w głowę Polaka. To zresztą już do końca pojedynku było najskuteczniejszym narzędziem Polaka. - Z takim wielkich chłopem tak trzeba walczyć. Doskok, kombinacja i już mnie nie ma - mówił Polak. Kiedy w pierwszych rundach Adamek wykonywał swój plan, trener Granta Eddie Mustafa Muhammed krzyczał w narożniku podczas jednej z pierwszych przerw: - Co jest, ku..wa, już jesteś zmęczony? Do roboty!

Z czasem jednak okazało się, że te serie uderzeń Adamka - choć w efekcie dały Polakowi zdecydowane zwycięstwo na punkty - niewiele szkodzą Grantowi. Że ciosy na tułów nie osłabiają go, a uderzenia w głowę nie powodują w niej pełnego zamętu. Mimo, że Polak bił z grymasem na twarzy wskazującym na wkładanie w ciosy wszystkich sił i całego dynamitu, jakim dysponował. Tymczasem właśnie słaba odporność Granta na ciosy, jest jedną z jego największych słabości.

Natomiast Amerykanin w każdej chwili mógł trafić Polaka kończącym ciosem. Na szczęście dla Adamka, udało mu się tylko raz - w trzeciej rundzie. Potężny prawy posłał Polaka wszerz ringu, na liny. Polski pięściarz wytrzymał ten test zderzeniowy i znów udowodnił że ma szczękę z tytanu. - Tylko wtedy naprawdę mną zatrzęsło - powiedział później Adamek po walce. - Ale po kilku sekundach doszedłem do siebie.

Polak pół godziny po pojedynku - z głęboko rozciętym prawym łukiem brwiowym, ranami na twarzy, zadrapaniami na plecach - zachowywał się, jakby walki nie było. Mimo, że wydawało się, że w końcówce to jemu bardziej zaczyna brakować sił niż Grantowi, były dwukrotny mistrz świata w dwóch kategoriach wagowych rozmawiał z dziennikarzami jakby nie stoczył przed chwilą ciężkiego pojedynku z olbrzymem.

Ale chwilę później musiał jechać do szpitala, aby zaszyć cięcie na łuku brwiowego.

Wkrótce następna walka. Nieoficjalnie mówi się, że jest już jej data i miejsce - początek listopada w Atlantic City. Adamek nie potwierdza. - Nie wiadomo. Będziemy się dopiero nad tym zastanawiać.

Wiadomo natomiast, że za kilka miesięcy zakończy się umowa z firmą promotorską Main Events. Jeśli Polak nie przedłuży umowy, stanie się w większej części panem własnego bokserskiego losu. Ale wciąż o tym czy spotka się z Władymirem Kliczką lub jego starszym bratem Witalijem, zadecydują najwięksi płatnicy boksu, czyli stacje telewizyjne.

Jednak nawet trener Bloodworth unikał wczoraj odpowiedzi, czy Polak jest już gotowy, aby stoczyć z Ukraińcami zwycięską walkę.

Tomasz Adamek Michael Grant

33 wiek 38

42 zwycięstwa 46

27 nokauty 34

1 porażki 4

0 porażki przez nokaut 3

265 rundy 257

189 wzrost 201

190 zasięg 218

98,4 waga (w ostatniej walce) 118,6

Punktacja pojedynku o tytuł IBF International i WBO NABO, obydwa należące do Adamka

Robert Grasso: 117:111

Henry Grant: 118:110

John Poturaj: 118:111

Sędzia Grasso uznał że Grant wygrał rundę 6, 9 i 12

Sędzia Grant dał Grantowi starcie 5 i 12

Sędzia Poturaj dał remis w 6, zwycięstwo w 9 i 12.

Typ "Gazety" 118:111: Grant wygrał 6 i 12, remis w 9.

 

Boks. De la Hoya za dożywotnią dyskwalifikacją dla Marganito >

Więcej o: