Dariusz Snarski: Rób więcej niż masz do zrobienia

Dariusz Snarski to zawodnik z bardzo bogatym doświadczeniem, zawodowo boksuje od 1998 w wadze lekkiej. Kilkakrotnie już walczył pojedynki, które miały być zakończeniem jego kariery, teraz zapowiada kolejny raz pożegnalną walkę.

Panie Dariuszu, dowiedzieliśmy się że wraca Pan do boksu, kiedy zobaczymy Pana w ringu?

Dariusz Snarski: Boksuję 14 maja w Białymstoku, podczas ekskluzywnej gali w hotelu "Gołębiewski", a we wrześniu mam zaplanowane zakończenie kariery na antenie Polsatu.

Ostatnia Pańska walka miała miejsce w listopadzie, zeszłego roku. Plan na ten rok, to zrobić dodatni bilans?

- Nie zależy mi na bilansie. Chcę podtrzymać dobrą dyspozycję i tyle. Sparuję z Kamilem Szeremtą i Piotrkiem Sielawą. Jestem w dobrej kondycji i chcę boksować, o bilansie zapomniałem.

Pański bilans nie odzwierciedla możliwości jakie Pan miał. Co było przyczyną tych przegranych walk?

- Balowałem i rządziłem, ciągnie to się za mną. Brałem walki z marszu, jeździłem "na telefon". Można dodać, do tego pecha i wygląda to, jak wygląda. Potrafiłem zaprzepaścić cały obóz w Zakopanem. Przyjechałem na święta po zgrupowaniu, i oczywiście balowałem. Marnowałem własną pracę.

Więc co Pan mówi młodym adeptom?

- Zawsze im wmawiam, żeby robili więcej, niż mają do zrobienia i żeby nie popełniali tych błędów, które ja popełniłem.

Kiedy tak właściwie "Snara" pojawił się po raz pierwszy na sali treningowej?

- To był 1983 r., a pierwsze walki stoczyłem w 1984 r. Byłem bardzo drobny, ważyłem zaledwie 44 kg. Trenerzy zauważyli smykałkę do boksu i tak się zaczęło. Wcześniej próbowałem Judo i zapasów.

Kariera amatorska była udana. Jaki okres amatorki wspomina Pan najmilej?

- Hetmana Białystok. Tam odnosiłem sukcesy. Pokonałem kilku znaczących zawodników. Było troszkę pecha podczas olimpiady. Ciekawostką jest to, że forma była lepsza przed olimpiadą w Atlancie, a nie w Barcelonie. Miałem oczywiście też wpadki, przed MŚ w Tampere trenowałem na pełnych obrotach jakieś dwa tygodnie. Oczywiście przez resztę czasu "rządziłem".

Jeżeli chodzi o ringi zawodowe, to była szansa na sukces. 2001 r. i walka o EBU z Włochem Stefano Zoffem, pamięta Pan ten pojedynek w detalach?

- Oczywiście. Dowiedziałem się o walce na dwa tygodnie przed nią. Zastanawiałem się nad przyjęciem oferty, w końcu zdecydowałem się na pojedynek. Włoch był pewny siebie, był nastawiony na to, że szybko mnie skończy. Zaczął z impetem, ale od 6 rundy przejąłem inicjatywę. W 8 rundzie wypadł mi ochraniacz. Gdzieś w zwarciu podbił mi łokciem, sygnalizowałem sędziemu, zresztą niepotrzebnie. Mogłem boksować, a nie pokazywać na ochraniacz. Dostałem jakiś cios, oddałem i nagle sędzia doskoczył, przerywając walkę. Tak właśnie przegrałem, bez liczenia. Włoskie media pisały nawet o tym.

Proszę opowiedzieć o swojej grupie.

- Zajmuję się organizacją gal. Mam wiele ciekawych ofert. W grupie oprócz mnie, jest Robert Gortat i Aleksander Abramenko oraz kilku obiecujących zawodników. Szkolimy też młodzież.

Pańskie typy na walki Sosnowski-Kliczko i Adamek-Areola.

- Albertowi życzę jak najlepiej, boksowaliśmy w jednej grupie. To jest pracowity chłopak, nikogo się nie boi. Boję się tylko, żeby Albert nie zostawił formy w szatni. Jeżeli chodzi o Tomka, to będzie miał ciężką walkę. Areola to silny, dynamiczny chłop. Ostatnia walka pokazała, że Adamek nie ma warunków na wagę ciężką. Ciosy Tomka spływały po Estradzie. Stawiam 50/50, przewagą Tomka będą nogi i technika.

Więcej o Snarskim na portalu Bokser.org ?

Więcej o: