Coraz więcej coraz młodszych kibiców boksu może nie pamiętać, że Tomasz Adamek przed wieloma laty był na topie światowego boksu. Po zwycięstwie w 2005 roku nad Paulem Briggsem wywalczył pas mistrza świata WBC w kategorii półcieżkiej. Cztery lata później postanowił przejść do "królewskiej kategorii wagowej", a we wrześniu 2011 roku we Wrocławiu skrzyżował rękawice (i przegrał) z samym Witalijem Kliczko. W obecnym roku chce na dobre zakończyć karierę.
Po porażce w 2016 roku w Krakowie z Erikiem Moliną Tomasz Adamek ogłosił koniec swojej przygody sportowej. Po raz pierwszy. Od tamtej pory minęło bowiem już 10 lat, a 49-latek nadal żegna się ze sportem. W tym czasie walczył m.in. z Fredem Kassim, Jarrellem Millerem, a po wejściu do oktagonu np. z Mamedem Chalidowem oraz celebrytą Kasjuszem Życińskim. We wrześniu ubiegłego roku Adamek wrócił do ringu. W Gliwicach przegrał w drugiej rundzie z byłym mistrzem KSW, Robertem Soldiciem.
- Czekam na informację od Mateusza Borka. Jeśli powie mi "walczymy z tym", to tak będzie. A czy to będzie Marcin Najman, czy ktokolwiek inny, nie ma problemu. Wchodzę, stłukę mu głowę i jadę, mówiąc po górolsku, ku chołpie - powiedział Tomasz Adamek w rozmowie z Interią.
1 grudnia Adamek skończy 50. lat. Jak przekonuje, będzie gotowy do walki na 100 procent. - Dlatego, że na tego faceta [Najmana - przyp. red.] przygotowuję się już teraz, zacząłem biegać. Bardzo wziąłem sobie to wszystko do serca, te wszystkie słowa, które o mnie mówił źle. Odpłacę mu w ringu, po prostu. Każdy lewy prosty, który poczuje na swojej głowie, będzie powolną zapłatą. Nie będę go szybko kończył, tylko czekał i dalej wyprowadzał ten lewy prosty, aż wszystko odpokutuje - zaznaczył.
To, według Adamka, będzie ostateczne pożegnanie z ringiem. - Nie ma opcji, żebym przedłużał. To będzie ostatnie wejście i wystarczy. Dość wojowania, tyle lat w ringu, najważniejsze, że jestem zdrowy, głowa zdrowa. Wystarczy tych wojen - powiedział.
Na powrót do ringu Tomasza Adamka, a także na wieści o jego ewentualnym rywalu zareagowali kibice. Byli w swoim komentarzach bezwzględni. Oto mała próbka:
"Mam wiele szacunku do Tomka za to, co osiągnął, ale to już jest kabaret. Raz za razem robi z siebie durnia. I obawiam się, że tam jednak z głową i zdrowiem nie jest dobrze...".
"Miał szansę odejść w chwale, wolał się zeszmacić".
"Tomek… nie rób tego…".
"Więcej "ostatnich walk" i "walk pożegnalnych" niż wygranych".