Lin Yu-Ting była jedną z gwiazd igrzysk olimpijskich w Paryżu 2024. Tajwanka zdobyła złoty medal w boksie w kategorii do 57 kg, ale nie brakowało kontrowersji. Wątpliwości dotyczyły jej płci, a przez wiele miesięcy organy międzynarodowe nie rozstrzygnęły, czy dalej będzie mogła startować.
Od ostatnich igrzysk prawo do organizacji rywalizacji olimpijskiej przejęła struktura o nazwie World Boxing. Wprowadziła obowiązkowe testy płci, a pod koniec marca poinformowała, że rozpatrzyła odwołanie Tajwańskiego Związku Bokserskiego. Komisja Medyczna World Boxing uznała, że zawodniczka może startować w zawodach pięściarek.
Czytaj także: Pięściarka Lin Yu-Ting i Donald Trump, który przez nią stracił argumenty
Sport.pl porozmawiał z dziennikarzem sportowym z Tajwanu. Chia Ming Chen opowiada, jak Tajwańczycy podchodzą do decyzji w sprawie Lin Yu-Ting. Nasz rozmówca przyznaje, że media odnotowały werdykt działaczy, ale wśród rodaków nie wzbudziło to większego zainteresowania.
- Większość mediów na Tajwanie używa sformułowań typu "spóźniona sprawiedliwość". Natomiast zainteresowanie osobą Lin nie jest już tak duże, jak wcześniej. Tak się dzieje często w przypadku przedstawicieli sportów olimpijskich. Przeglądając serwisy społecznościowe, nie mam wrażenia, by ludzie dalej "żyli" jej historią, nieobecnością w kolejnych zawodach. Temat trochę spowszedniał i dopiero ta niedawna decyzja o rozwianiu wątpliwości może długofalowo przypomnieć o Lin.
Na dowód dziennikarz wskazuje, że w ostatnich miesiącach nie odbyła się już żadna kampania reklamowa z udziałem mistrzyni olimpijskiej. - Jesienią występowała w reklamach marki AGV Food & Biotech Group, producenta napojów i produktów spożywczych. Ta firma promuje się zawsze sportowcami lub dyscyplinami sportowymi, które są na czasie. O boksie teraz mówi się mniej. Najbardziej gorący dziś temat w naszych mediach to zawody w baseballu - mówi Chia Ming Chen.
W październiku zeszłego roku Lin Yu-Ting wróciła na ring w swoim kraju. Występ w Tajwańskich Narodowych Igrzyskach, na których zdobyła złoty medal, był jej pierwszym startem od czasu paryskiej rywalizacji olimpijskiej. Kilka dni temu pięściarka pierwszy raz wzięła udział w zawodach międzynarodowych, sięgając po brąz w mistrzostwach Azji w boksie amatorskim, w kategorii do 60 kg. W półfinale przegrała z reprezentantką Korei Północnej - Won Eun-kyung.
Co czeka zawodniczkę w kolejnych miesiącach? Zdaniem naszego rozmówcy, jej przygotowania skupią się teraz na Igrzyskach Azjatyckich, które w dniach 19 września - 4 października odbędą się w japońskiej Nagoi. - Myślę, że Lin weźmie udział zarówno w Igrzyskach Azjatyckich, jak i w Igrzyskach Olimpijskich w Los Angeles za dwa lata. Pamiętajmy, że igrzyska to starty, na których można na Tajwanie zdecydowanie najwięcej zarobić. Nie tylko ona, ale i jej otoczenie potrzebuje tych pieniędzy - przypomina dziennikarz.
W 1992 roku nagrody dla złotych medalistów na Tajwanie wynosiły po 10 mln dolarów tajwańskich. Ostatnio to już 25 mln (trzy mln złotych.) za złoto, 12 mln za srebro (1,5 mln) i siedem mln za brąz (870 tys.). - Nasz rząd jest zawsze hojny wobec sportowców, w porównaniu z innymi dobrze rozwiniętymi państwami - podkreśla Chia Ming Chen.
Przedstawiciel tajwańskich mediów chwali Lin Yu-Ting, że nie zabierała głosu po decyzji Komisji Medycznej. - Słusznie postanowiła skupić się na sporcie, a nie grać "kartą ofiary". Wystarczy, że jej współpracownicy - gdy wróci na największe zawody - zapewne będą odwoływać się do praw człowieka, dumy narodu i w ten sposób budować wokół niej narrację uciśnionej zawodniczki, która ponownie walczy o medale.
Dziennikarz z Tajwanu uważa, że gdy Yu-Ting będzie walczyć na Igrzyskach Azjatyckich, a następnie tych w Los Angeles, musi być gotowa na odpieranie zarzutów w sprawie płci, które nie znikną mimo werdyktu World Boxing. - Przyszłe rywalki nadal będą kwestionować jej płeć, media też będą ten temat podgrzewać. Kontrowersje pozostaną - przewiduje Ming Chen.
Z jego opowieści wynika, że nastroje na Tajwanie zmieniły się. Tuż po igrzyskach rodacy stawali w obronie Lin Yu-Ting, odpierali ataki na nią, traktując je jak ataki na kraj. Tajwańscy internauci aktywnie odpierali krytykę, jaka spadała na pięściarkę. Jednak długa nieobecność mistrzyni olimpijskiej na ringu oraz brak wyjaśnienia jej sytuacji przez kolejne miesiące sprawiły, że Tajwańczycy zmienili podejście. Być może dopiero nadchodzące Igrzyska Azjatyckie ponownie zmienią sposób, w jaki rodacy traktują złotą medalistkę z Paryża.
Przypadek Lin Yu-Ting stał się precedensem, który zmusił światową federację do stworzenia bardziej klarownych przepisów. Choć World Boxing wydała werdykt korzystny dla zawodniczki, dyskusja o granicy między inkluzywnością a sprawiedliwą rywalizacją w sporcie kobiecym będzie trwać. Dla samej zawodniczki najbliższe miesiące będą nie tylko walką o kolejne trofea, ale przede wszystkim próbą udowodnienia swojej sportowej klasy w cieniu podejrzeń, które mogą nie zniknąć z uwagi na postanowienie komisji medycznej.