Polski boks wstaje z kolan po ponad 30 latach. Wszystko na oczach Gołoty

Małe Dobczyce, wielki Andrzej Gołota i jeszcze większe marzenia polskich pięściarzy. - Mamy młodą ekipę, z którą wiążemy nadzieje w boksie w olimpijskim i zdobyciu medalu olimpijskiego, ale to musi trochę potrwać - mówił na gali Suzuki Boxing Night Piotr Snopkowski, wiceprezes Polskiego Związku Bokserskiego. Posucha trwa już ponad trzy dekady, ostatni medal dla polskich pięściarzy na igrzyskach Wojciech Bartnik zdobył w 1992 roku.

W piątek w Dobczycach - niewielkiej, malowniczej miejscowości położonej 30 km na południe od Krakowa - odbyła się gala Suzuki Boxing Night 29. PZB organizuje serię gal z Suzuki, by promować boks amatorski (olimpijski), podnieść jego rozpoznawalność i poziom, dać szansę wybicia się młodym pięściarzom. Hala w małopolskim miasteczku była wypełniona po brzegi, na trybunach zasiadła masa młodych osób - studentów, nastolatków, a także dzieci, które zabrali ze sobą rodzice. A było co oglądać - w ringu, ale i poza nim.

Zobacz wideo Był mistrzem świata, a teraz sam trenuje gwiazdy. Poznajcie historię trenera Błachowicza

Andrzej Gołota przyciągnął tłumy, burmistrz był zachwycony

Gościem specjalnym gali w Dobczycach był Andrzej Gołota. Znakomity pięściarz, który na przełomie XX i XXI wieku walczył na najwyższym poziomie w ringu zawodowym, brązowy medalista igrzysk w Seulu w 1988 roku. Legendarny sportowiec, który wciąż wzbudza wielkie zainteresowanie. W czwartek, dzień przed galą, ustawiały się do niego kolejki chętnych po pamiątkowe zdjęcie, w piątek Gołota ubrany w marynarkę zajął honorowe miejsce przy jednym z vipowskich stolików przy samym ringu.

- To wielkie wydarzenie dla Małopolski, powiatu myślenickiego, a w szczególności gminy Dobczyce. Jestem z tego dumny i jestem zszokowany. Jeszcze nie dociera to do mnie ze względu na to, że będąc młodym chłopakiem, zawsze chciałem się spotkać z Andrzejem Gołotą. Marzenie się spełniło - mówił Tomasz Suś, burmistrz Dobczyc.

- To jest gość, który przyciągnął do boksu wielu młodych ludzi, przynajmniej z mojego rocznika, ale starszych też. Każdy, kogo się nie pytam, wstawał w nocy i oglądał walki Andrzeja Gołoty. To jest taka postać, która długo w naszych sercach zostanie - dodawał Piotr Snopkowski, wiceprezes PZB.

Na oczach Gołoty walczyło kilkunastu polskich młodych bokserów, którzy dopiero wchodzą w sportową dorosłość. Na gali w Dobczycach doszło też do meczu bokserskiego z Litwą. Biało-Czerwoni nie zawiedli, wygrali wszystkie pięć pojedynków w ramach spotkania. Stres związany z obecnością Gołoty w ogóle nie dał się we znaki.

Sam legendarny pięściarz bardzo pozytywnie się wypowiadał na temat gali i idei organizowania takich wydarzeń. Stwierdził, że młodzi bokserzy mogą tylko na tym skorzystać.

- To fajna rzecz, która rozwija ten boks, nie stoi on w miejscu. Trzeba podziękować prezesowi. Dzięki takim ludziom ten boks jest kontynuowany, to jest super - powiedział Sport.pl Gołota. Jak zwykle nastawiony pozytywnie, jak zwykle oszczędny w słowach i dość lakoniczny.

Polscy pięściarze nie zawiedli

Jeśli piątkowe walki oglądał uważnie, to mógł dostrzec potencjał u kilku młodych bokserów. Z bardzo dobrej strony pokazał się Elwir Karimow, który pokonał w kategorii 63,5 kg Bartosza Dudzińskiego. Karimow z pochodzenia jest Gruzinem, ale od wielu lat mieszka w Polsce, świetnie mówi w naszym języku. Walczy o to, by móc reprezentować Polskę, co wkrótce powinno się wydarzyć. W swojej walce przede wszystkim wykazał się sprytem, bo był wyraźnie niższy od rywala i miał mniejszy zasięg rąk, ale posłał kilka mocnych ciosów na szczękę. Pokazał, że ma serce do walki.

- Było ciężko, bo to nie była walka w mojej kategorii, ale dałem radę. Jestem niski, dlatego musiałem boksować w półdystansie. Czekam na polskie obywatelstwo. Mam nadzieję, że uda mi się już w tym roku na mistrzostwach Polski. Bardzo chciałbym wystąpić, bo cel mam jeden - igrzyska olimpijskie, mistrzostwa Europy i świata, największe imprezy z flagą Polski - mówił Karimow po swoim pojedynku.

Innym ciekawym pięściarzem jest Mukhammadali Romański, który wygrał z Arvydasem Dainysem. Imię zwycięzcy nie jest przypadkowe, bo to był pomysł jego ojca - wielkiego fana boksu, który ze wszystkich pięściarzy uwielbiał najbardziej słynnego Muhammada Aliego.

- Tata chciał, żebym też został bokserem. Patrzy na mój boks, poprawia go, zawsze w domu czy gdzieś pracujemy razem, trenujemy - mówił młody bokser, który pochodzi z Uzbekistanu, ale od dawna mieszka w Polsce.

Ogromne ambicje wykazywał Mike Drużga, który marzy o tytule zawodowego mistrza świata. Wierzy, że ze swoimi metodami, podejściem zajdzie daleko. Na gali pokonał Szymona Łętochę, choć przygotowania do niej były ekspresowe. - W czwartek dowiedziałem się o tej walce. Wstałem rano, poszedłem na trening i dostałem telefon z pytaniem, czy przyjadę zawalczyć. Czułem, że w trzeciej rundzie kondycja nie była taka, jaka powinna być. Byłem zajechany, czułem to po barkach, po całym ciele. Co chwilę walki, co tydzień gdzieś jestem, ciężko trenuję z moim ojcem. Byłem też na sparingach w Anglii, trenowałem w klubie u obecnego trenera Anthony'ego Joshuy, to było świetne doświadczenie. Mamy w planach polecieć w tym roku na obóz do Nowego Jorku. Wszystko poświęciłem w tym kierunku, to jest całe moje życie, tylko na tym się skupiam. Lepiej się czuję, jak jestem często w ringu, bo wchodzę jak do siebie - opowiedział.

W Dobczycach dobrze w ringu wyglądali też Jakub Krzpiet, Oliwier Szot i Mateusz Urban, którzy zdominowali swoich rywali.

PZB ma plan, ale wszystko musi potrwać

Seria gal Suzuki Boxing Night ma pomóc w przywróceniu blasku dyscyplinie w naszym kraju. Za nami prawie 30 takich gal, jest co podsumowywać. A docelowo takie wydarzenia mają rozwinąć polski boks w perspektywie wielu lat.

- Fajnie dobrana karta walk, fajne walki, publiczność dopisała. Myślę pod względem technicznym doboru walk, wszystko wyszło perfekcyjnie - komentował wydarzenie Snopkowski. - Gale podnoszą poziom naszego boksu, to są przede wszystkim zawody międzynarodowe. Konfrontujemy się z zawodnikami z zagranicy, gdzie wcześniej nie było tej możliwości. Wyjeżdżaliśmy na jakieś turnieje poza granice kraju, ale odbywały się one sporadycznie - mówił wiceprezes PZB.

A o całym cyklu gal pod szyldem Suzuki mówił tak: - To jest długi proces, bo ten projekt istnieje od czterech lat. Nie wychowamy olimpijczyka tak po prostu. Musimy poczekać na młodą falę. Mamy młodą ekipę, z którą wiążemy nadzieje w boksie w olimpijskim i zdobyciu medalu olimpijskiego, ale to musi trochę potrwać, bo przez wiele lat byliśmy trochę może nie w zaścianku, ale gale i turnieje odbywały się szkołach sportowych. Teraz są na najwyższym poziomie światowym - kto nie przyjedzie, ten chwali organizację i poziom gal - zachwalał Snopkowski w rozmowie ze Sport.pl.

Gołota o medalach olimpijskich: - Zostaliśmy w tyle, tak mi się wydaje

Gołota o polskiej rzeczywistości w kontekście walki o igrzyska, o medal tej imprezy, mówił kilka dni temu w rozmowie z Eurosportem. - Szkoda, że każdy myśli o boksie, jako o sposobie zarobku, tak mi się wydaje. Dużo pięściarzy staje się zawodowcami. Nikt nie myśli o tym, żeby zdobywać medal po prostu dla medalu, dla kraju, dla siebie samego. Teraz jest inny poziom boksowania, inny poziom sportu.

- Zostaliśmy w tyle w takim razie, tak mi się wydaje. Nie ma treningu, żeby były efekty. Nie jestem nic w stanie powiedzieć na temat sztabu trenerskiego, ponieważ nie ustawiam tego. W każdym razie szkoda, że ludzie nie myślą, jak walczyć o zdobycie medalu - dodał były wybitny pięściarz.

Na tegoroczne igrzyska w Paryżu przepustkę wywalczyły na razie trzy polskie pięściarki - Julia Szeremeta, Aneta Rygielska i Elżbieta Wójcik. 

Czy Polska będzie miała medalistę olimpijskiego boksie w ciągu 12 lat?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.