Demolka, nokaut roku! Masakra w niecałe dwie rundy w walce Joshua - Ngannou

To bardzo mocny kandydat, o ile już nie pewniak do miana nokautu roku! Były mistrz federacji UFC - Francis Ngannou - miał sprawić problemy byłemu mistrzowi świata w boksie - Anthony'emu Joshule - w pięściarskim pojedynku, ale zajął mu tylko niespełna dwie rundy. Brytyjczyk zmasakrował przeciwnika, odbierając mu na kilka chwil świadomość. Kto wie, czy tym brutalnym nokautem Joshua dosłownie nie wybił rywalowi boksu z głowy.

To była pięściarska masakra! Demolka w niespełna dwie rundy! Tyle czasu potrzebował Anthony Joshua, by w efektowny sposób zmasakrować w ringu byłego mistrza UFC - Francisa Ngannou. - Co za uderzenie! Bomba! Nieprawdopodobny występ! - ekscytowali się komentatorzy brytyjskiej telewizji Sky.

Zobacz wideo To byłby hit! Wielki talent z NBA zagra dla Polski?

I trudno im się dziwić, bo Joshua na tle Ngannou wypadł rewelacyjnie. 52 sekundy przed końcem drugiej rundy Brytyjczyk wykonał unik i precyzyjnym prawym sierpowym drugi raz posłał Kameruńczyka na deski. Chwilę później Joshua spokojnie przymierzył i raz jeszcze prawym sierpem posłał rywala na matę.

Tym razem jednak nie było już czego zbierać, a sędzia momentalnie zakończył walkę. Po drugim ciosie rywala Ngannou padł jak rażony piorunem. Kilka sekund później wokół Kameruńczyka stali nie tylko jego trenerzy, ale też ratownicy medyczni, którzy starali się przywrócić mu świadomość.

Dopiero po kilku minutach Ngannou był w stanie się podnieść i przejść do narożnika, gdzie spędził kolejne chwile, siedząc na stołku z maską tlenową na ustach. - Cóż, stało się, jak się stało - mówił tuż po walce rozbawiony Joshua. To było najbardziej efektowne i pewnie jedno z najłatwiejszych zwycięstw w jego karierze. Naprawdę nie można było nie być pod wielkim wrażeniem.

Joshua zdemolował Ngannou

- Nie uważam, żebym zszokował świat. Wciąż buduję swoją historię. Wciąż trenuję i się uczę. Kiedy wejdę na najwyższy poziom, dopiero zszokuję świat. Na razie jestem na początku długiej drogi - mówił Ngannou przed walką.

- Naprawdę liczę na wygraną. Ale nawet jeśli zwyciężę, to nie będzie najważniejszy moment kariery. Przede mną jeszcze wiele walk i wiele zwycięstw. Jedno w piątek. Kolejne w drugiej walce z Tysonem Furym. Pokonałem go raz, pokonam i drugi - dodał.

Ngannou, czyli były mistrz federacji UFC w wadze ciężkiej, przed walką z byłym mistrzem świata w boksie był bardzo pewny siebie. Chociaż Kameruńczyk miał na koncie tylko jedną zawodową walkę pięściarską, to animuszu dodawało mu to, jak wypadł w debiutanckiej walce przeciwko mistrzowi świata - Fury'emu.

Ngannou, który dla nieporównywalnie większych wypłat porzucił MMA na rzecz boksu, w debiucie zaprezentował się zaskakująco dobrze. Kameruńczyk przez 10 rund walczył jak równy z równym z Furym, który szykuje się do majowej walki unifikującej mistrzowskie tytuły z Ołeksandrem Usykiem. Ngannou posłał nawet Brytyjczyka na deski, ale walkę przegrał minimalnie na punkty przez niejednogłośną decyzję.

W piątek miało być podobnie. Miało, ale Joshua dał Ngannou najmniejszych szans. Brytyjczyk od pierwszych sekund zdominował przeciwnika, wykorzystując swoją szybkość i przewagę zasięgu. Joshua był silniejszy, sprytniejszy, bardziej precyzyjny. Na pierwszy rzut oka widać było, kto boks trenuje przez całe życie, a kto dopiero zaczyna w nim przygodę.

Już na 40 sekund przed końcem pierwszej rundy Joshua posłał Ngannou na deski. Brytyjczyk perfekcyjnie trafił prawym prostym na szczękę przeciwnika, który potrzebował kilku sekund, by podnieść się i wrócić do rywalizacji.

Ten cios ostatecznie odebrał pewność siebie Kameruńczyka i złamał go. Kiedy Ngannou wyglądał na wyraźnie speszonego, Joshua bawił się w ringu. I tę zabawę skończył w brutalny sposób, odbierając przeciwnikowi świadomość.

Dla Joshuy to czwarte zwycięstwo z rzędu. Brytyjczyk kontynuuje serię rozpoczętą w poprzednim roku, kiedy od kwietnia do grudnia Joshua odniósł trzy kolejne zwycięstwa, pokonując na punkty Jermaine'a Franklina i kończąc przed czasem Roberta Heleniusa oraz Otto Wallina.

Joshua wrócił w wielkim stylu po porażkach z Usykiem w 2021 r. i 2022 r. Kapitalne zwycięstwo z Ngannou sprawiło, że wszystko wskazuje na to, iż kolejnym rywalem Brytyjczyka będzie zwycięzca walki Fury - Usyk.

Joshua niedługo może wrócić na mistrzowski tron, a na razie może się cieszyć z kolejnej wygranej i około 50 mln dolarów, jakie zarobi za walkę z Ngannou. Kameruńczykowi na pocieszenie zostanie wypłata w wysokości około 20 mln dolarów. Tak wysokie wypłaty zapewnili organizatorzy gali z Arabii Saudyjskiej.

W nagrodę Ngannou otrzymał walkę z byłym mistrzem świata, który po dwóch porażkach z Usykiem w 2021 r. i 2022 r. wrócił w efektownym stylu w poprzednim roku. Od kwietnia do grudnia Joshua odniósł trzy kolejne zwycięstwa, pokonując na punkty Jermaine'a Franklina i kończąc przed czasem Roberta Heleniusa oraz Otto Wallina.

Chociaż żaden z tych zawodników, tak samo jak Ngannou, nie należał do ścisłej czołówki wagi ciężkiej, to piątkowy pojedynek był Joshuy wyjątkowo ważny. Czwarte zwycięstwo z rzędu miało potwierdzić jego powrót na odpowiednie tory i skierować jego karierę w kierunku kolejnej walki o mistrzostwo świata.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.