W ringu spotkał się czołowy ciężki zawodnik MMA na świecie z największym gwiazdorem bokserskim królewskiej dywizji. Ale starcie Franicisa Ngannou z Tysonem Furym i tak nie miało mieć żadnego sensu. Oczywiście, poza wymiarem finansowym. A jednak Kameruńczyk zszokował cały świat. Ale po kolei.
Wszyscy spodziewali się powtórki z najgłośniejszego starcia freakowego ostatnich lat, a więc walki Floyda Mayweathera Juniora z Conorem McGregorem, w którym wybitny pięściarz z łatwością obił w boksie irlandzkiego gwiazdora MMA.
Fani UFC podkreślali, że Ngannou dysponuje najsilniejszym ciosem w światowym MMA i że w wadze ciężkiej wszystko jest możliwe, bo jeden cios potrafi zmienić losy walki. Jednak fani boksu odpowiadali, że skoro były mistrz świata Deontay Wilder, czyli pięściarz, który dysponuje potężnym ciosem, nie znokautował Brytyjczyka podczas ich trylogii, to jak miał to zrobić debiutant? Ale rzeczywistość ringowa zaskoczyła wszystkich.
Kameruńczyk, który posiada także francuski paszport, czuł się pewnie od pierwszego gongu. I już w trzeciej rundzie piorunującym lewym sierpem powalił Fury'ego. Hala w Rijadzie, stolicy Arabii Saudyjskiej, niemal eksplodowała. Cristiano Ronaldo czy Ołeksander Usyk, którzy siedzieli na trybunach, nie mogli uwierzyć w to, co widzą.
Fury doszedł jednak do siebie i coraz częściej trafiał rywala. Ale nawet jak "Król Cyganów" trafiał, to słynący z tytanowej szczęki Ngannou nie dawał po sobie poznać, że jakkolwiek odczuł cios. Ba! Sam groźnie kontrował, tak, że Fury kilka razy zatańczył na nogach.
Po ostatnim gongu wydawało się, że Ngannou wygra na punkty, ale sędziowie mieli inne zdanie. Wskazali niejednogłośnie na Tysona Fury’ego w stosunku 95-94, 96-93, 94-95. Szczególnie kontrowersyjna wydaje się punktacja 96-93, która była wręcz absurdalna.
"To jest niepojęte i dalej w to nie wierzę, ale zobaczyłem, jak Tyson Fury został wyboksowany i posadzony na deski przez absolutnego debiutanta. Ngannou u mnie 96:93 - był fantastyczny. Przez nokdaun remis nie wchodzi w grę, ale to nie znaczy, że nie będzie wałka" - pisał tuż przed ogłoszeniem werdyktu Kacper Bartosiak, ekspert bokserski.
"96-93 dla Fury'ego? Żart. Nie mogli zepsuć walki #UsykFury. Żałosne, boks znów się zbłaźnił po całości (...) Wyznawcy Fury'ego będą musieli robić niezłe fikołki, żeby wytłumaczyć naciągany werdykt i szokujący przebieg walki, a potem jeszcze bronić niepodważalnej pozycji Tysona jako numeru 1, kiedy Gypsy King bije się o życie z debiutantem z MMA. Usyk się niepokoił, to mówi wszystko" - dodał inny ekspert, Leszek Dudek.
Wszystko wskazuje, że Tyson Fury zawalczy w grudniu o wszystkie pasy wagi ciężkiej z Usykiem. Ale teraz nie będzie faworytem. Z kolei Ngannou pokazał, że może się bić z każdym.
- Jeśli jest szczery, to powinien powiedzieć, że to ja wygrałem - mówił po werdykcie Ngannou, który w sobotę wieczorem zyskał wielu nowych fanów.